REKLAMA

Oto nowy mały Fiat. To nawet nie jest prawdziwy miś

Fiat planuje wprowadzenie własnego odpowiednika Citroena 2CV. Mały, elektryczny samochód o nazwie Koala pozostaje na razie w cieniu swojego francuskiego kuzyna, choć podobnie jak on jest już niemal gotowy. Ma nawiązywać do kultowego modelu włoskiej marki.

Oto nowy mały Fiat. To nawet nie jest prawdziwy miś
REKLAMA

Stellantis rozwija projekt E-Car, czyli rodzinę małych, przystępnych cenowo aut elektrycznych. Samochody mają powstawać we włoskiej fabryce Pomigliano d'Arco, a rozpoczęcie produkcji planowane jest na 2028 rok. W Paryżu zainteresowanie skradł koncepcyjny Citroen 2CV, mający pełnić rolę duchowego następcy popularnej "kaczki", a także być najtańszym z modeli francuskiej marki (oczywiście nie licząc kurczaczka Ami).

REKLAMA

Po 2CV przyszła pora na Koalę

Teraz jeszcze Fiat szykuje elektrycznego malucha, który ma być włoskim odpowiednikiem nowego Citroena 2CV.

Jak informował na targach w Paryżu nowy szef Fiata Arnauld Belloni, samochód może nazywać się Koala, a jego premiera jest bardzo blisko, bo mówimy o niemal gotowym projekcie. To element większego planu koncernu Stellantis, który najwyraźniej uznał, że europejska motoryzacja potrzebuje czegoś więcej niż kolejnych elektrycznych SUV-ów za duże pieniądze.

REKLAMA

Nazwa Koala została zastrzeżona przez Fiata i pasuje do jego nowej konwencji nazewniczej, odnoszącej się do misiów: jest Panda, nadchodzi Grizzly, a teraz będzie jeszcze Koala. Choć trzeba tutaj zastrzec, że choć koale potocznie nazywa się „misiami”, to z perspektywy zoologii są one torbaczami i z niedźwiedziami, jak grizzly czy pandy, mają niewiele wspólnego.

Będzie jak klasyczna Panda

Samochód jest podobno na zbliżonym etapie przygotowań co Citroen 2CV, ale Fiat postanowił nie pokazywać go podczas paryskich targów, by nie przyćmić premiery francuskiego konceptu. Przez to wiemy o aucie jeszcze mniej niż o jego francuskim odpowiedniku.

REKLAMA

Nie znamy nawet dokładnego wyglądu, choć tutaj o jego koncepcji poinformował media szef stylistów Fiata Francois Leboine. Zapowiedział on inne podejście niż w przypadku Citroena - owszem, auto ma nawiązywać do charakteru Pandy, ale nie będzie to typowe retro, a coś zupełnie odmiennego.

Być może będzie korzystać garściami z wcześniej pokazanego konceptu Ippo (widocznym na głównym zdjęciu w artykule). Choć ciekawszą i całkiem prawdopodobną propozycję przedstawił Autocar:

REKLAMA

Gdy europejscy producenci coraz częściej uciekają w większe i droższe samochody, a najtańsze segmenty rynku kurczą się pod ciężarem kosztów produkcji i wymogów regulacyjnych, Fiat chce wrócić do swoich korzeni: niewielkiego, praktycznego samochodu – czegoś, w czym zawsze był najlepszy. I trzymam kciuki, żeby mu się udało.

REKLAMA

Martwić może tylko fakt, czy Włosi przypadkiem nie przesadzą teraz w drugą stronę. W ich obecnej gamie jest bowiem mnogość małych modeli - Topolino, Pandina i Grande Panda, a przecież do tego dojdzie jeszcze Multiplina oraz opisywany dziś Koala. Ale pamiętajmy, że Fiat kiedyś już tak robił - potrafił równolegle sprzedawać po kilka aut w tym samym segmencie i w sumie nie najgorzej na tym wychodził.

Więcej o Fiatach przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.

REKLAMA
REKLAMA