REKLAMA

Chińczycy obeszli mur celny. Europa zdobyta, w Polsce dominacja totalna

Unia postawiła mur celny na chińskie elektryki, a Chińczycy po prostu obeszli go bokiem. W czerwcu co trzecia hybryda plug-in sprzedana w Europie miała chińskie logo. Bariera stoi, tylko ruch pojechał objazdem.

Chińczycy obeszli mur celny. Europa zdobyta, w Polsce dominacja totalna

Liczby są bezlitosne. W czerwcu chińskie marki zgarnęły 34 procent rynku hybryd plug-in w Europie – z BYD, Chery i Geely na czele stawki. To podręcznikowy przykład tego, jak się omija przeszkodę, zamiast walić głową w mur. Cła z 2024 roku uderzyły w elektryki, więc Chińczycy wysłali do Europy hybrydy. Tak wyglądają skutki absurdalnych przepisów regulujących tylko jeden napęd, którego na dodatek bez dopłat Europejczycy nieszczególnie pożądają.

Reszta danych też robi wrażenie. Chińscy producenci odpowiadają już za 11 procent wszystkich nowych aut w Europie i 15 procent rynku elektryków. Jeśli policzyć wszystkie hybrydy – razem ze zwykłymi i tymi z wtyczką – to na chińskim talerzu leży już ćwiartka całego tortu. Czyli co czwarta hybryda w Europie jest już z Państwa Środka.

A teraz zajrzyjmy na polskie krajówki, bo tu jest jeszcze zabawniej. Nasz rynek plug-inów praktycznie należy do Chińczyków. W zestawieniu najczęściej rejestrowanych hybryd plug-in za kwiecień tego roku aż osiem z dziesięciu modeli to auta chińskich marek. Na szczycie Omoda 9 z 471 rejestracjami, za nią BYD Seal U z wynikiem 393, dalej Chery Tiggo 9 z liczbą 372. Dopiero na czwartym miejscu chiński korowód na chwilę przerywa Toyota C-HR z 297 sztukami. Piąte miejsce znów dla Chin, bo to Jaecoo 7 z rezultatem 286.

Chery Tiggo 9 PHEV
Chery Tiggo 9 PHEV

Pierwsza piątka to więc cztery chińskie auta. W Top10 Chery ma aż trzy modele, a BYD dwa. W zestawieniu mieści się jeszcze formalnie szwedzkie Volvo, które od lat jest w rękach chińskiego Geely. Rodzynkiem jest tylko japońska Toyota C-HR na czwartym miejscu.

Dziewięć na dziesięć plug-inów w polskiej czołówce jest dziś pod chińską kontrolą. W czerwcu liderem modeli został BYD Seal U, który został najlepiej sprzedającą się hybrydą plug-in nad Wisłą, a do Top10 wbił się też BYD Atto 2.

Z kolei w ujęciu całego I półrocza 2026 ranking marek wygląda tak:

  • BYD (3913 rejestracji),
  • Chery (3152),
  • Omoda (2951),
  • Audi (2286)
  • Jaecoo (1841).

Toyota spadła na 7. pozycję (1396), głównie z powodu z braku dostępności nowych wariantów plug-in dla części gamy modelowej w pierwszej połowie roku, a przed nią uplasowało się na wpół chińskie Volvo.

Skąd ten najazd?

Powód jest prozaiczny. Chiński plug-in to zwykle duży SUV z bogatym wyposażeniem i deklarowanym sporym zasięgiem elektrycznym, na dodatek dostępny w cenie, przy której europejska konkurencja wygląda na przesadnie pewną siebie.

Weźmy lidera segmentu, czyli Omodę 9 Super Hybrid. Ten duży SUV segmentu D oferuje 537 KM, napęd na cztery koła i do 145 km na prądzie – i startuje od 214 900 zł. To nie jest auto tanie w liczbach bezwzględnych. Kluczem jest to, co dostajesz za te pieniądze u konkurencji.

Skoda Kodiaq w wersji plug-in ma mizerne 204 KM. Mazda CX-60 PHEV owszem, ma 327 KM, ale z porównywalnym wyposażeniem kosztuje wyraźnie powyżej 250 tysięcy. Chińskie plug-iny nie wygrywają więc niską ceną, tylko tym, że za podobną kwotę dowożą dwa razy więcej koni i pełną listę wyposażenia.

Bruksela szykuje odpowiedź

Komisja Europejska przygotowuje ponoć nowe cła wymierzone właśnie w chińskie PHEV-y. Mają one przypominać taryfy nałożone wcześniej na elektryki, które wahają się od 7,8 do 35,3 procent zależnie od stopnia współpracy producenta z unijnymi urzędnikami. Jeśli wystarczająca liczba państw członkowskich powie tak, cła mogą wejść w życie w ciągu kilku miesięcy.

Tyle że Chińczycy są już o krok dalej. Zamiast czekać na cios, przenoszą produkcję do Europy. BYD stawia zakład na Węgrzech, SAIC szykuje zakład w Hiszpanii, a Chery i Leapmotor korzystają z istniejących europejskich montowni. Geely dogadało się z Fordem i będzie robić samochody w jego fabryce w hiszpańskiej Walencji. Auto zbudowane w Europie nie jest importem, a więc żadne cło importowe go nie dotknie.

Kolejny mur, kolejny objazd.

Z tego wszystkiego wyłania się klarowny obraz. Można podnosić bariery i uszczelniać przepisy, ale rynek zawsze znajdzie ścieżkę tam, gdzie jest tanio i wygodnie. Klient nie kupuje flagi, tylko konkretny samochód za konkretne pieniądze.

Kiedyś chińskie auto było ciekawostką, którą pokazywało się znajomym jak egzotyczną pamiątkę z wakacji. Dziś to po prostu SUV sąsiada, który zapłacił tyle samo albo mniej, a dostał znacznie więcej.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.