REKLAMA

Oto nowy SUV Chery. Tiggo 7 poszło w sterydy

Podczas Chery Brand Night w chińskim Wuhu zadebiutowały dwa SUV-y: odświeżone Tiggo 7 i terenowo stylizowane Tiggo X7. Jedno dostało wnętrze po gruntownym liftingu, drugie udaje, że zaraz pojedzie na koniec świata. Obydwa mają służyć rodzinie.

Oto nowy SUV Chery. Tiggo 7 poszło w sterydy
REKLAMA

Impreza odbyła się 21 października w ramach globalnego zlotu marki. Na scenie pojawiły się rodziny z kilku kontynentów, w tym z Polski, a towarzyszyli im ambasadorzy marki – Peter Crouch i Edwin van der Sar.

REKLAMA

Trudno o lepszy obraz ekspansji: były napastnik reprezentacji Anglii i holenderski bramkarz Manchesteru United reklamują rodzinne SUV-y marki, której dwa lata temu w Europie prawie nikt nie kojarzył.

Hasło wieczoru to „Together. For Family”, a wiceprezes Chery Auto zapewniał, że „dla rodziny” nigdy nie było u nich zwykłym sloganem. Firma chwali się przy tym zaufaniem ponad 4,5 mln klientów na świecie, choć tę liczbę każe nam przyjąć na wiarę.

REKLAMA

Tiggo 7, które poszło na siłownię

Zacznijmy od ciekawszej nowości. Tiggo X7 to pierwszy przedstawiciel serii „Tiggo X” – wyraźnie bardziej kanciasta odmiana zwykłego Tiggo 7. Dostał plastikowe nakładki na zderzaki i nadkola, grill z wstawką w kolorze nadwozia, tylne światła LED w kształcie litery C zamiast świetlnego pasa i detale udające haki holownicze do wyciągania auta z opresji. Kabina mocno bazuje na rozwiązaniach z nowego Tiggo 7, ale ma też własne detale.

Do kompletu terenowego wizerunku doszły podniesione zawieszenie, grubsze, bardziej uterenowione opony i tryby jazdy w terenie. I tutaj drobna zagwozdka – rzekomo ma ich być sześć, natomiast media zgodnie wymieniają pięć: śnieg, błoto, piasek, skały i brodzenie. Szósty, o ile istnieje, nie dostał najwyraźniej zaproszenia na premierę.

REKLAMA

Wiemy natomiast, że Tiggo X7 ma pięć miejsc i może holować przyczepę o masie do 1500 kg, czyli o 200 kg mniej niż nowa Omoda X. Wnętrze bazuje na rozwiązaniach z nowego Tiggo 7, choć ma również własne detale wyposażenia.

Rodzaju napędu Chery jeszcze nie zdradziło, podobnie jak ceny i daty debiutu. Można przypuszczać, że oferta będzie obejmować silnik benzynowy i hybrydę plug-in, ale na razie to zgadywanie, a nie potwierdzona specyfikacja.

REKLAMA

Podobnie nie ma sensu traktować terenowego garnituru jako dowodu na dzielność poza asfaltem. Do tego potrzebne byłyby konkretne dane o prześwicie, kątach natarcia i zejścia czy możliwościach napędu. A tych nie mamy.

Nowe Tiggo 7 odkrywa, że istnieją przyciski

Druga premiera to nowe Tiggo 7. Z zewnątrz trzeba się uważnie przyjrzeć, żeby zauważyć, że coś się zmieniło. Jest większy grill, odświeżone światła, zmodyfikowane zderzaki i lusterka przeniesione z okolic trójkątnej szybki na drzwi. Sylwetka pozostała jednak bardzo podobna do dotychczasowej. Jeśli ktoś oczekiwał stylistycznej rewolucji, może spokojnie wrócić do oglądania zdjęć poprzednika.

REKLAMA

Więcej dzieje się w kabinie. Zamiast rozbudowanego kokpitu opartego na wielkim ekranie mamy poziomy wyświetlacz centralny, osobne cyfrowe zegary i rząd fizycznych przełączników. Do tego dochodzą pikowana tapicerka oraz przednie fotele z masażem, podgrzewaniem, wentylacją i wysuwanym podnóżkiem.

Super Hybrid dorobił się ładowania sterowanego harmonogramem uwzględniającym niższe ceny prądu, a w ofercie ma też pozostać wersja czysto benzynowa. Ceny jeszcze nie znamy, choć media zgodnie spodziewają się drobnej podwyżki. Nowe pokolenia rzadko bywają tańsze od poprzedników.

REKLAMA

To nie jest Tiggo 7 HEV

Najlepsze jest to, że do Chery wracają fizyczne przyciski, nad którymi rozpływaliśmy się już przy Tiggo 7 HEV. Czyli co, nowy model to ten sam samochód, tylko z innym wnętrzem?

Niezupełnie. Tiggo 7 HEV to obecna generacja SUV-a, która już trafiła do polskich salonów. Ma klasyczny napęd hybrydowy bez możliwości ładowania z gniazdka, moc 224 KM i kosztuje od 124 900 zł. Nowe Tiggo 7 jest następcą obecnego modelu, którego w polskim cenniku na razie nie uświadczymy. To dwa różne auta z tą samą nazwą, co akurat w świecie Chery nie powinno nikogo dziwić.

REKLAMA
Chery Tiggo 7

Obecne Tiggo 7 nie jest zresztą świeżynką, Jego konstrukcja wywodzi się z modelu rozwijanego jeszcze w poprzedniej dekadzie, choć samochód był po drodze modernizowany. W Polsce oferowano go w wersji benzynowej, HEV oraz PHEV. Tę ostatnią testowaliśmy i potrafiła zarówno zachwycić technologią, jak i doprowadzić do szału nadgorliwymi asystentami.

Żeby się w tym wszystkim połapać, trzeba mieć notes

Chery, które dopiero co weszło do Polski ze swoim najpopularniejszym SUV-em, sprzedaje go u nas już w trzech wcieleniach naraz, a do tego dochodzi odmiana AWD. Obok stawia Omodę, Jaecoo i Exlantixa, czyli kolejne marki w dużej mierze robiące to samo.

REKLAMA

Teraz do znanego już Tiggo 7 dorzuca nowe Tiggo 7, terenowe X7, a w gamie producenta jest też większe, siedmioosobowe Tiggo 9. Wystarczy chwila nieuwagi, żeby zacząć zastanawiać się, czy przypadkiem nie czytamy o tym samym samochodzie po raz trzeci.

Chińczycy mnożą modele szybciej, niż zdążymy zapamiętać ich nazwy. Tymczasem u polskich dilerów wciąż czeka obecne Tiggo 7 od 124 900 zł. Modele z Wuhu to na razie obietnica, nie oferta. Chociaż – znając tempo rozbudowy chińskich gam modelowych – nie zdziwię się, jeśli wkrótce trzeba będzie przygotować kolejny tekst, żeby wyjaśnić, czym tym razem różni się siódemka od siódemki.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA