REKLAMA

BYD idzie po Toyotę. 5 lat brzmi jak wyrok

Chińczycy z BYD ogłosili, że w pięć lat zdetronizują Toyotę i zostaną największym producentem aut na świecie. I to bez rynku USA. Brzmi jak przechwałka po trzecim piwie, więc sprawdziłem, jak ta wojna wygląda w Polsce.

BYD idzie po Toyotę. 5 lat brzmi jak wyrok

Stella Li, wiceprezeska BYD, rzuciła tezę, nad którą trudno przejść obojętnie. Jej firma zamierza wyprzedzić Toyotę w ciągu pięciu lat i to bez dostępu do amerykańskiego rynku, gdzie chińskie auta są faktycznie zablokowane.

Cel oparto na wzroście organicznym, a głównym paliwem mają być Europa, Ameryka Łacińska, Azja Południowo-Wschodnia i Australia.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy z Shenzhen płynie ta sama zapowiedź. Miesiąc wcześniej dokładnie ten sam cel na 2030 rok ogłosił prezes Wang Chuanfu na walnym zgromadzeniu.

Co ciekawe, buńczuczne hasło rzucił w momencie, gdy akcje BYD poleciały o 45 proc., a złośliwi od razu zauważyli, że to sztuczka ze szkoły marketingu Muska – głośna deklaracja na podreperowanie kursu.

Na papierze wygląda to na fantazję. W 2025 roku Toyota z Lexusem sprzedała na świecie około 10,5 miliona aut. BYD zamknął rok wynikiem 4,55 miliona.

Innymi słowy, żeby dogonić Japończyków, Chińczycy muszą mniej więcej podwoić skalę. W pięć lat. Bez straganu u Wujka Sama. Życzę powodzenia.

Seal oraz Seal U

Tylko że BYD ma nieprzyjemny zwyczaj dowożenia rzeczy, które brzmią jak żart. Firma, która pierwszy milion aut zbudowała w maju 2021 roku, zaledwie pięć lat później przekroczyła próg 17 milionów wyprodukowanych elektryków i hybryd.

Z piętnastu do siedemnastu milionów przeskoczyła w pół roku. To już nie jest rozpędzanie się, tylko jazda z pedałem gazu wbitym w podłogę.

Prognozy czy hurraoptymizm?

Nie wszystko wygląda jednak tak różowo. W pierwszej połowie 2026 roku globalna sprzedaż samochodów osobowych spadła o 16,1 proc. Na własnym podwórku jest znacznie gorzej – dostawy na rodzimym rynku runęły o prawie połowę. Cała nadzieja siedzi w eksporcie. A przecież eksport to również my.

Zejdźmy więc na ziemię, a konkretnie do polskich salonów. Bo jeśli przymkniemy oko na oczywiste oczywistości, to symulacja z naszego podwórka pokazuje coś, co mogłoby spędzać sen z powiek niejednemu dyrektorowi sprzedaży, również w Japonii.

Otóż w pierwszym półroczu 2026 roku Toyota pozostała numerem jeden na polskim rynku z wynikiem 43 918 zarejestrowanych aut. Imponująco, gdyby nie drobny szczegół: to o 3,2 proc. mniej niż rok wcześniej.

BYD w tym samym czasie zarejestrował 5304 auta. W liczbach bezwzględnych wygląda skromnie, ale jeśli spojrzymy na dynamikę, to wzrost o 226,4 proc. rok do roku.

Pora na zabawę

Toyota sprzedaje w Polsce ponad osiem razy więcej aut niż BYD. Przewaga wygląda na komfortową jak fotel w Camry. Ale przyłóżmy do obu marek tempo z tego półrocza i zbudujmy prosty model: Toyota traci 3,2 proc. rocznie, BYD rośnie o 226 proc. rocznie. Co wtedy?

Startujemy od różnicy 38 614 aut na korzyść Japończyków. Po roku byłoby to już 25 201 sztuk, a BYD nadal byłby ponad dwa razy mniejszy (42 513 do 17 312). Po półtora roku? Prowadzenie Toyoty spada do 10 550 sprzedanych samochodów. A później to już z górki.

W takim modelu BYD dogania Toyotę na polskim rynku po jakichś 21 miesiącach. Mniej niż dwa lata.

W praktyce oznaczałoby to, że gdzieś w 2028 roku chiński producent, który u nas dopiero co rozstawił salony, siedziałby na tronie zarezerwowanym od lat dla Corolli. Dwadzieścia jeden miesięcy i po królestwie.

Zanim ktokolwiek pobiegnie sprzedawać akcje japońskiej marki, wróćmy do wspomnianych oczywistości, które na chwilę odłożyliśmy na półkę. Otóż w realnym świecie to się nie wydarzy. A przynajmniej nie w takim tempie. Wzrostu o 226 proc. nie da się utrzymać rok po roku, bo na początku jest on liczony od małej bazy.

Innymi słowy, łatwo urosnąć trzykrotnie, gdy startujesz od półtora tysiąca aut. A tyle BYD sprzedał w pierwszej połowie 2025 roku – dokładnie 1626.

Znacznie trudniej, gdy trzeba przeskoczyć czterdzieści tysięcy, a potem sześćdziesiąt. Dynamika wyhamuje, salonów nie przybędzie z powietrza, a klient musi masowo uwierzyć w markę, o której trzy lata temu nie słyszał.

Ze wszystkich historii, które się nie wydarzą…

Tyle że nawet mocno przyhamowany trend i tak pokazuje kierunek. Toyota nie rośnie (przynajmniej chwilowo), BYD pędzi. Nie trzeba tu dyplomu z fizyki kwantowej, żeby zobaczyć, czyja krzywa idzie w którą stronę.

Zwłaszcza że chińska marka zdążyła już pokonać Toyotę na neutralnym gruncie targów w Bangkoku. A liczby z polskiego rynku są znacznie bardziej wymowne niż korporacyjne slajdy z Shenzhen.

Chińczycy grożą Toyocie, że globalnie wyprzedzą ją za pięć lat. Nad Wisłą, przynajmniej na kalkulatorze, mogliby to zrobić znacznie szybciej. Trend działa na ich korzyść. Reszta zależy głównie od tego, czy klient przestanie widzieć w chińskim logo egzotykę, a zacznie postrzegać młodą markę jako rozsądny wybór.

A tego w wyliczeniach na slajdach nie da się ująć.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.