Ministerstwo nie akceptuje cen na A2. Bada to jak lekarz na 25 godzinie dyżuru
Resort infrastruktury ogłosił, że nie akceptuje polityki cenowej Autostrady Wielkopolskiej. Potem wysłał pismo do GDDKiA i na tym samym wdechu zastrzegł, że nie pracuje nad żadnymi przepisami ani dopłatami. A kierowcy płaczą i płacą.

123 złote. Tyle kosztuje dziś przejechanie osobówką 150 kilometrów między Nowym Tomyślem a Koninem. 82 gr za kilometr. Za tę kwotę zatankujesz pół baku i zostanie ci jeszcze na kawę, którą i tak wypijesz w kolejce do szlabanu.
Dylemat od dekad pozostaje niezmienny – bramki czy objazd przez miasteczka? Samochodem zwykle wybieram bramki, motocyklem bywa różnie i efekty też określiłbym jako „różne”. Więc przeklinam, płacę, a za pół roku dowiaduję się, że stawka wzrasta. Marzec, wrzesień i tak w kółko – cennik Autostrady Wielkopolskiej ma rytm składki ubezpieczeniowej.
GDDKiA przy każdej kolejnej zmianie stawek rozkłada ręce. Rok temu jeszcze otwarcie protestowała, w tym roku zostało z tego zdanie o wpływie opłat na bezpieczeństwo i obciążenie dróg lokalnych. Ale doszedł element, który robi mniej szumu, ale może przynajmniej w teorii ma szansę coś zmienić.
Ministerstwo kontroluje, czy da się coś skontrolować
Oto do gry wchodzi bowiem Ministerstwo Infrastruktury. W odpowiedzi na interpelację poselską resort napisał, że polityka cenowa spółki jest nieakceptowalna, i wystąpił do GDDKiA o analizę możliwości wypowiedzenia umowy koncesyjnej. Równolegle trwa kontrola wykonania obowiązków przez koncesjonariusza. Wygląda to na kontrolę pod tezę – byle znaleźć coś, czego operator nie dopilnował, i dzięki temu podważyć kontrakt.
Groźnie, prawda? Do momentu, w którym doczyta się resztę. Ten sam resort w tej samej odpowiedzi od razu zastrzegł, że nie prowadzi prac legislacyjnych ograniczających podwyżki i nie planuje dopłat do przejazdów. UOKiK z kolei odparł, że nie ma podstaw do zarzutu narzucania nieuczciwych cen, bo stawki pozostają istotnie niższe od maksymalnych poziomów z umowy.
Jest drogo, ale legalnie
Resort wyliczył, że od września 2015 roku do tegorocznej wrześniowej podwyżki stawki na tej trasie urosły o około 141-145 proc., zależnie od kategorii pojazdu. Dla osobówek: z 17 zł do 41 zł. Mowa tu oczywiście o każdym z trzech odcinków zamkniętych pomiędzy bramkami. Na trasie Nowy Tomyśl-Konin kasa stoi trzy razy na odcinkach liczących mniej więcej pięćdziesiąt kilometrów. Jedenaście lat temu kierowca płacił trzy razy po 17 zł, czyli 51 zł. Dziś trzy razy po 41 zł, czyli 123 zł.

Dlaczego państwo stoi z boku? Bo przegrało tę partię w 1997 roku. Koncesję przyznano po przetargu 10 marca 1997 roku na czterdzieści lat, czyli do 10 marca 2037 roku. Koncesjonariusz może windować stawki wedle uznania, byle nie przebić maksymalnych pułapów z załącznika do umowy.
To nie jest luka w kontrakcie, tylko jego ściana nośna. Państwo zostawiło sobie prawo do patrzenia i korzysta z niego od prawie trzydziestu lat, raz po raz wyrażając oburzenie.
Poprzednią bitwę rozstrzygnęła Bruksela
Raz udało się spółkę przycisnąć. Resort infrastruktury zakwestionował aneks do umowy jeszcze w 2008 roku, a rozstrzygnięcie zapadło w Brukseli. Komisja Europejska orzekła 25 sierpnia 2017 roku, że Polska przepłaciła Autostradzie Wielkopolskiej około 223,7 mln euro rekompensaty za zwolnienie ciężarówek z opłat w latach 2005-2011. Unia uznała to za niedozwoloną pomoc publiczną i kazała pieniądze odzyskać. Skargę spółki unijny sąd oddalił.
Żeby cokolwiek ugrać na tej umowie, trzeba było pojechać do Brukseli. Pismo do GDDKiA wypada przy tym jak list z życzeniem do świętego Mikołaja.
Na południu bramki padają, w Wielkopolsce twardo stoją
Na A4 widać już koniec. Koncesja Stalexportu wygasa 15 marca 2027 roku. Wtedy też osobówki i motocykle przestaną płacić, a bramki pójdą do rozbiórki. W Wielkopolsce wolność zaplanowano na marzec 2037 roku. Dziesięć lat różnicy to przy obecnym rytmie rocznym jakieś dwadzieścia rund podwyżek, które mamy jeszcze przed sobą.
Ministerstwo bada, czy da się z tym coś zrobić. I może skoro bada, to coś jest na rzeczy. Natomiast dopóki brakuje konkretów, to nie liczę na spektakularne zmiany. Jeszcze dziesięć lat. Do tego czasu zostaje stary manewr: przyłożyć kartę do terminala, wziąć paragon i powtarzać sobie, że to składka na bezpieczeństwo. Tak przynajmniej napisali w komunikacie.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.