Na A2 zapłacisz więcej. GDDKiA rozkłada ręce
Od 11 września przejazd autem osobowym koncesyjną A2 z Nowego Tomyśla do Konina będzie kosztować 123 zł zamiast 120. To druga podwyżka w tym roku, a GDDKiA po raz kolejny mówi, że nie może nic zrobić.

Znamy ten scenariusz doskonale, bo odgrywamy go z regularnością rozliczeń za prąd. Koncesjonariusz ogłasza podwyżkę, GDDKiA wydaje stanowisko, media piszą, drogowcy krytykują, a my i tak zapłacimy o złotówkę więcej za każdy z trzech odcinków. Ukłon, kurtyna, brawa. Do zobaczenia za sześć miesięcy.
W tym odcinku Autostrada Wielkopolska podnosi od 11 września opłatę dla samochodów osobowych z 40 do 41 zł za każdy z trzech mniej więcej pięćdziesięciokilometrowych odcinków między Nowym Tomyślem a Koninem. Motocyklista zapłaci 21 zł zamiast 20. Za całą trasę osobówką wyjdzie 123 zł zamiast 120, czyli jakieś 82 grosze za kilometr. Dla przypomnienia: jeszcze rok temu, we wrześniu 2025, ta sama osobówka płaciła 37 zł za odcinek. W marcu 2025 było to 36 zł. Kilka takich rat później jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
Najciekawszy jest jednak nie sam cennik, tylko ton drogowców. Rok temu, przy identycznej wrześniowej podwyżce, GDDKiA otwarcie protestowała i nie kryła niezadowolenia. W tegorocznym stanowisku z 13 sierpnia zostało z tego zdanie o tym, że decyzje taryfowe powinny uwzględniać wpływ opłat na bezpieczeństwo i obciążenie dróg lokalnych.

Protest zmienił się w westchnienie. Trudno się dziwić, skoro po drugiej stronie stołu leży umowa koncesyjna podpisana w 1997 roku, a Dyrekcja sama przyznaje, że nie ma narzędzi, by cokolwiek z nią zrobić.
Bogole z Polski mogą płacić
Wielkopolska A2 ze średnią stawką przekraczającą 80 groszy za kilometr należy już do najdroższych autostrad Europy. Drożej jest tylko na pięciu płatnych odcinkach we Francji i jednym we Włoszech. Czyli jazda przez Wielkopolskę kosztuje więcej niż większość tras na kontynencie, tyle że bez Alp, lawendy i widoku na Morze Śródziemne po drodze.
Teoretycznie jest jeden sposób, żeby nie płacić pełnej stawki: kto zarejestruje się w videotollingu, czyli systemie automatycznie czytającym tablice, dostanie na dwóch bramkach między Poznaniem a Koninem rabat od 1 do 5 zł. Osobówka zapłaci tam 39 zł, a nie 41.
Tyle że system nie obejmuje jeszcze całego koncesyjnego odcinka, a spółka obiecuje rozszerzenie go dopiero do końca 2026 roku. Do tego czasu dostajemy kupon zniżkowy, który działa w co drugiej kasie w sklepie.
GDDKiA dorzuca do tego argument, że im drożej na płatnym odcinku, tym więcej kierowców ucieka na darmowe drogi lokalne. Potwierdza to zresztą ubiegłoroczny Generalny Pomiar Ruchu. Innymi słowy - budujemy autostrady, żeby wyprowadzić ruch z miasteczek, po czym windujemy ceny tak wysoko, że ruch wraca do miasteczek. Można by się pośmiać, gdyby nie było to smutne.
Na dobrą zmianę przyjdzie jeszcze poczekać
Warto tę wielkopolską historię zestawić z A4. Tam koncesja Stalexportu kończy się w marcu 2027, państwo przejmuje odcinek Katowice–Kraków, opłaty dla osobówek zostaną zniesione, a bramki idą do rozbiórki. W Małopolsce światełko w tunelu widać już całkiem wyraźnie. Sęk w tym, że w Wielkopolsce trzeba wytężać wzrok aż do 2037 roku, kiedy wygaśnie tamtejsza koncesja i A2 również trafi pod zarząd państwa.
Do tego czasu czeka nas jeszcze kilkanaście podobnych przedstawień. Koncesjonariusz ogłosi, drogowcy westchną, my zapłacimy. Osobiście przyjmuję już zakłady, o ile złotych podskoczy cennik w marcu. Bo na tej autostradzie pewne są tylko dwie rzeczy: że zapłacimy i że za pół roku zapłacimy więcej.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.