Chińskie auto padło po przekroczeniu granicy. Producent uspokaja
Kupujesz luksusowego SUV-a za grube pół miliona, pakujesz rodzinę i ruszasz przez Azję do Europy. Na granicy auto stwierdza, że dalej to już niebezpiecznie – i samo sobie wyłącza połowę funkcji. Witajcie w motoryzacji na abonament.

Bohaterem tej historii jest pan Liu z chińskiej prowincji Henan, który wydał ponad 500 000 juanów (około 73 500 dolarów albo 275 000 zł), na nowego Zeekra 9X. Swoim pięknym, nowym autem postanowił pojechać w wakacyjną wyprawę życia – przez Azję Środkową aż do Europy. Tylko auto postanowiło inaczej.
Nasz bohater ruszył 8 lipca w stronę Starego Kontynentu. 16 lipca przekroczył granicę Kazachstanu i wtedy zaczęła się zabawa. Auto po prostu odcięło mu dostęp do własnego samochodu.
Nawigacja padła. Schowek się nie otwierał – a że leżały w nim dokumenty i bagaż, to pan Liu został faktycznie zakładnikiem własnego pojazdu, do którego nie miał pełnego dostępu. Klapka wlewu paliwa też odmówiła współpracy. Wszystko to na ponad 30 godzin. Sam kierowca określił swoje auto jako „półwrak” i dziwię się tylko tak dyplomatycznemu doborowi słów w całej tej sytuacji.
Producent nie widzi problemu
Zeekr tłumaczy się bez cienia zażenowania. W oświadczeniu dla chińskiego dziennika biznesowego firma wyjaśniła, że system wykrył lokalizację poza granicami kraju i uruchomił wbudowany mechanizm bezpieczeństwa. Super, tylko przekładając to na ludzki: samochód uznał, że skoro jest za granicą, to pewnie ktoś go ukradł albo przemyca, więc na wszelki wypadek sam się przyblokował.

Zeekr zapewnia, że to standardowe rozwiązanie antykradzieżowe, które chroni majątek właściciela (szkoda, że przed nim samym) i „porządkuje kwestie importowo-eksportowe”. Firma podkreśla, że nie ucierpiały układy jazdy ani hamulce, więc technicznie auto dało się prowadzić. Klapkę wlewu można było otworzyć, przytrzymując fizyczny przycisk świateł awaryjnych przez pięć sekund.
Przydatna instrukcja, pod warunkiem że się ją zna. Kierowcy nikt jej wcześniej nie podał.
A to dopiero początek. Bo to nie tak, że wystarczyło zadzwonić, pogadać i pojechać dalej. Żeby zdjąć blokadę, właściciel musiał dostarczyć komplet papierów: dokumenty celne, paszport, umowę kupna, fakturę, międzynarodowe prawo jazdy i wizę.
I w końcu mu odblokowali jego własne auto… na jeden region. Przejazd do kolejnego kraju uruchamia całą szopkę od nowa. To nie jest samochód, tylko formularz na kołach.
Wisienką na torcie jest fakt, że przed wyjazdem pan Liu był w salonie na przeglądzie i uprzedził obsługę, że wybiera się autem za granicę. Nikt słowem nie pisnął, że auto potrafi zamienić się w cegłę po przekroczeniu granicy. Nikt nie powiedział o przytrzymaniu przycisku świateł awaryjnych. Sprzedali mu marzenie o wyprawie międzykontynentalnej, a dali produkt z uwięzią na dane GPS.
Nowy standard
Należąca do Geely marka Zeekr dostarczyła w czerwcu 35 169 aut, o 111 proc. więcej rok do roku, a przez pierwsze półrocze 178 370 sztuk, na razie głównie w Chinach, bo eksport dopiero rusza. Sam 9X to konstrukcja z najwyższej półki – topowa wersja oferuje ponad 1000 kW mocy i przyspieszenie do setki w 3,1 sekundy. Tyle że najbardziej zaawansowaną technologią w tym aucie okazała się umiejętność samodzielnego psucia się na komendę.

To zresztą chińska specjalność. Norwedzy przetestowali chińskie autobusy Yutong w Oslo i odkryli, że producent może zdalnie sięgnąć do sterowania akumulatorem trakcyjnym i teoretycznie je unieruchomić.
Wojsko w różnych krajach z kolei banuje chińskie auta w pobliżu baz, bojąc się kamer i czujników zbierających dane. A raporty o tym, że nowoczesne auto to szpieg na kółkach, wcale nie dotyczą wyłącznie Państwa Środka – każdy producent zbiera dziś tyle danych, ile się da.
Kluczem jest to, kto trzyma pilota. W przypadku Zeekra okazało się, że to nie kierowca, tylko serwer gdzieś w Chinach. Kupujesz auto, płacisz za nie jak za mieszkanie, a i tak jesteś tylko użytkownikiem na warunkowym zezwoleniu. Właścicielem twoich funkcji pozostaje ktoś inny.
Morał nasuwa się sam i smakuje podobnie do kanapki z bagażnika gdzieś na parkingu pod granicą. Im więcej auto potrafi, tym mniej z tego jest twoje. Dawniej wystarczyło zatankować i jechać, choćby na koniec świata.
Dziś twój samochód najpierw musi sprawdzić w chmurze, czy wolno ci ruszyć dalej. A jak uzna, że nie – to sobie posiedzisz na przygranicznym krawężniku i pomyślisz o dawnych, głupich autach, które po prostu jeździły.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.