REKLAMA

17 zakazów jazdy zlewa się w jeden. Państwo: ojej

Jeden zakaz jazdy, drugi, trzeci – bez różnicy, bo i tak „odsiadujesz” tylko najdłuższy. Reszta leci gratis, w tle, jednocześnie. Ministerstwo Sprawiedliwości odkryło tę matematykę dopiero teraz i chce, żeby zakazy szły po kolei, a nie w pakiecie.

17 zakazów jazdy zlewa się w jeden. Państwo: ojej

Naiwnie wyobrażałem sobie, że jak sąd orzeka komuś trzy zakazy prowadzenia, to znaczy, że ten ktoś nie siądzie za kółko przez sumę tych trzech. Ministerstwo Sprawiedliwości też. Okazuje się, że polskie prawo liczyło zakazy jazdy tak, jak dyskont liczy promocje: bierzesz trzy, płacisz za jeden. Dostajesz rok, dwa lata i trzy lata zakazu, a odbywasz najdłuższy z nich, bo cała reszta biegnie sobie równolegle w tle. Gratis.

To nie żart. Wynika to wprost z art. 43 kodeksu karnego, który mówi, że zakazy obowiązują od uprawomocnienia się orzeczenia. Jeśli wobec kierowcy toczy się kilka spraw naraz – a przy drogowych recydywistach to norma – i wyroki uprawomocnią się mniej więcej w tym samym czasie, wszystkie okresy ruszają razem i mijają razem.

Sumując dziewięć lat zakazu, delikwent realnie musi odczekać nieco ponad trzy. Odkąd pamiętam, śmieszyły mnie amerykańskie wyroki typu „dwa dożywocia plus 140 lat pozbawienia wolności”. Aż tu okazuje się, że w Polsce mamy bardzo podobny teatrzyk.

Szalone liczby

Skalę tego absurdu widać w liczbach Komendy Głównej Policji. 36 tys. kierowców ma na koncie więcej niż jeden sądowy zakaz. Rekordzista uzbierał ich siedemnaście. Pięćdziesiąt cztery osoby przekroczyły dziesiątkę. To nie są ludzie, których jeden papierek od sądu czegokolwiek nauczył – to kolekcjonerzy, dla których zakaz jest jak znaczek do klasera.

A produkcja idzie pełną parą: w samym 2025 roku uprawomocniło się 64 521 sądowych zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych, a przez pierwsze pół 2026 roku kolejne 45 991. Papieru sądy nie żałują. Gorzej z tym, że papier przyjmie wszystko, a przełożenie na realia ma mizerne.

O tych kolekcjonerach pisaliśmy tu zresztą wielokrotnie. Była 24-latka z pięcioma aktywnymi zakazami. Był kierowca z trzema promilami i trzema zakazami – po jednym na każdy przyswojony promil. Motyw tego, że sądowy zakaz to żart, który świetnie wygląda na papierze, a w praktyce nie robi nikomu różnicy, jest swoistym evergreenem.

Ministerstwo się obudziło

Resort Sprawiedliwości pod batutą Waldemara Żurka w końcu to zauważył. W projekcie nowelizacji przepisów pojawił się prosty pomysł: zakazy mają być wykonywane jeden po drugim, a nie hurtem. Zsumowane lata wreszcie będą znaczyć tyle, ile pokazuje kalkulator. Rewolucja polega więc na tym, że państwo nauczyło się dodawać.

Do tego sąd, który orzeka jako ostatni, dostanie prawo ustawiania kolejności, a pierwszy w kolejce będzie zakaz obejmujący najwięcej kategorii pojazdów. Chodzi o przedawnienie: gdyby najpierw ruszył dożywotni zakaz (który po dekadzie da się skrócić), pozostałe mogłyby w tym czasie po prostu wyparować. Dlatego dożywotni ma biec równolegle, a terminowym wstrzyma się bieg przedawnienia.

Przy okazji resort chce posprzątać jeszcze jedno kuriozum. Dziś, gdy skazany siedzi w więzieniu, jego zakaz jazdy nie biegnie – czas mu się nie liczy, zgodnie z logiką, że za kratami i tak nie pojeździ. Ale gdy odbywa karę w domu z elektroniczną bransoletką, część sądów uznaje, że zakaz leci. Efekt: dwóch ludzi z tym samym wyrokiem kończy zakaz w różnych momentach, zależnie od tego, gdzie zostali zamknięci. Nowy przepis ma to wyprostować.

Są też wątpliwości do wyprostowania

Prawnicy w większości kiwają głowami z aprobatą, nazywając sekwencyjne zakazy najrozsądniejszym elementem projektu. Przy czym konieczne jest dopracowanie legislacyjne, żeby sądy się nie pogubiły w kolejności.

Pojawiają się też jednak wątpliwości: skoro recydywista w najgorszym razie odbędzie sumę zakazów, to niewiele ryzykuje. Opłacalne może się więc okazać bombardowanie sądów wnioskami o wyrok łączny. Inni pytają, czemu akurat kierowcy dostają tę specjalną formułę arytmetyczną, a np. zakaz wykonywania zawodu nie. Pytanie w sumie zasadne: skoro odkryliśmy, że dodawanie działa, to może warto stosować je szerzej.

Mnie jednak najbardziej bawi punkt wyjścia. Przez lata drogowy recydywista mógł zbierać zakazy jak punkty w programie lojalnościowym, bo i tak płacił tylko za najdroższy. Teraz ktoś w resorcie policzył to na kartce i się złapał za głowę. Lepiej późno niż wcale, ale ci, którzy przez ten cały czas jeździli na siedemnastu zakazach naraz, pewnie zdążyli się już nieźle pośmiać.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.