REKLAMA

Chińskie auto wyleciało w powietrze. Uważajcie na autostradzie

Założę się, że lepszego przykładu tego, by nie ufać całkowicie systemom w nowych samochodach nie znajdziecie. Nieuważny kierowca wyskoczył z hałdy ziemi, która leżała na autostradzie.

Chińskie auto wyleciało w powietrze. Uważajcie na autostradzie
REKLAMA

Wyścig producentów na to, który z nich zaoferuje klientom bardziej zaawansowane systemy wspomagające trwa w najlepsze. Ale gdy przychodzi co do czego, ich technologia nie potrafi poradzić sobie z niespodziewanym zagrożeniami. Przekonał się o tym kierowca Xiaomi SU7, który widocznie patrzył wszędzie, tylko nie na drogę przed sobą.

Fot. CarNewsChina.com

Xiaomi SU7 wyskoczyło z hałdy ziemi

W nowych samochodach roi się od asystentów i systemów wspomagających kierowcę, ale praktyka pokazuje, że ich obecność nie przynosi jedynie korzyści. Nie wszyscy im ufają, bo wiedzą, że linijki kodu oprogramowania mogą odbierać niektóre sytuacje inaczej niż oni sami, choć oczywiście czasem zdarzy się, że to one uratują im życie. Dzisiaj jednak nie o tym, tylko o tym, że lepiej traktować je na chłodno, bo mogą łatwo doprowadzić do niebezpieczeństwa.

W ostatnią sobotę na autostradzie 331 w Chinach doszło do groźnego zdarzenia. Według tamtejszych portali informacyjnych pewien kierowca jadący Xiaomi SU7 z 2024 roku minął zakręt, zza którego wyłoniła się hałda ziemi leżąca prosto na drodze. Jak się pewnie domyślacie, takie rzeczy nie biorą się znikąd i tak samo było w tym przypadku. Kierujący z jakiegoś powodu znajdował się bowiem na odcinku, który nie był jeszcze udostępniony dla ruchu.

Jego samochód jechał tak długo, aż uderzył w hałdę i przeleciał na jej drugą stronę, co doprowadziło do uszkodzeń i wystrzelenia poduszek powietrznych, ale na szczęście nikomu nie stało się nic poważnego (akumulator też nie ucierpiał). Tu przechodzimy jednak do sedna, bo w internecie można znaleźć filmik z kamery umieszczonej w aucie, który pokazuje, że kierowca miał na reakcję cztery, może pięć sekund, ale z jakiegoś powodu nie zrobił nic.

Fot. CarNewsChina.com

Poleciał jak na skoczni

Okazało się, że podczas wypadku kierowca Xiaomi SU7 korzystał z funkcji LCC kontrolującej tor jazdy – coś jak Travel Assist w Volkswagenie. Jego egzemplarz z uwagi na tańszą wersję wyposażenia nie miał LiDAR-u, który jest standardowym elementem dopiero w modelach z 2026 roku, ale i tak miał 11 kamer, 12 czujników ultradźwiękowych i radar milimetrowy. Mimo to samochód nie potrafił odpowiednio zareagować i nie rozpoczął autonomicznego hamowania awaryjnego AEB.

Kierowca zeznał policji, że zauważył przeszkodę, gdy było za późno na hamowanie. Dodał też, że nie zauważył znaków ostrzegawczych. Skupcie się – nie, że ich tam nie było, tylko że ich nie zauważył. Chyba już wiecie, do czego to wszystko zmierza. Skoro miał tyle czasu na reakcję, a funkcja LCC była włączona, wszystko wskazuje na to, że z jakiegoś powodu jego uwaga była rozproszona, a już na pewno nie skupiona na drodze przed nim.

Chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że wina leży po stronie kierowcy, który nie dość, że nie powinien znaleźć się na tym fragmencie autostrady, to jeszcze nie nadzorował działania systemu i nie był gotowy zareagować w razie jego błędu, do którego finalnie doszło. Z drugiej strony trudno przejść obojętnie obok faktu, że tak nowoczesny samochód jak Xiaomi SU7 nie zauważył hałdy ziemi i do ostatniej chwili jechał jak gdyby nigdy nic. Morał z tego taki, że nigdy nie należy całkowicie ufać systemom w aucie, bo choć te mogą uratować życie, nadal popełniają poważne błędy.

Więcej o bezpieczeństwie na drodze przeczytasz tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.