REKLAMA

Volvo zapowiada 13 nowości. Wśród nich tani SUV

Szwedzka marka zapowiada 13 nowych modeli, tańsze auto na prąd i miliardowe oszczędności. W tle czają się jednak potężne straty, 2500 zwolnień i akcje na historycznym dnie. Nadchodzi ofensywa, tyle że z desperacji.

Volvo zapowiada 13 nowości. Wśród nich tani SUV
REKLAMA

Liczby są bezlitosne: operacyjnie Volvo Cars zjechało z zysku 5,8 mld koron rok wcześniej do straty na poziomie 3,7 mld koron. Przychody spadły o 23 proc. do 66,9 mld koron, a w kolumnie „wolne przepływy pieniężne” wyświetliło się minus 8,9 mld. Rynek zareagował tak, jak zwykle reaguje na takie wieści: akcje poleciały do historycznego minimum, bo strata okazała się znacznie głębsza, niż zakładali analitycy.

REKLAMA

Powodów jest co najmniej kilka i wszystkie są boleśnie znajome każdemu, kto choćby pobieżnie śledzi branżę. W Chinach przychody Volvo spadły o niemal 50 proc., bo lokalni producenci zrobili z wojny cenowej sport narodowy. W USA doszły cła i wygaszenie dopłat do aut elektrycznych.

Do tego jednorazowe ciosy: przeszacowanie kredytów na 1,1 mld koron i 0,9 mld straty zaksięgowanej po Polestarze. Rzeczywistość wystawiła rachunek, a Volvo akurat nie miało drobnych.

REKLAMA

Szwedzi mają plan, napisany po chińsku

Sama firma mówi o „planie naprawczym”, chociaż trafniejszym określeniem wydaje się „plan ratunkowy”. W praktyce to kolejne 5 mld koron oszczędności oraz redukcja 2500 etatów, z czego 2000 w Szwecji. Do końca 2027 roku koszty pośrednie mają spaść o około 25 proc. w porównaniu z rokiem 2024. Mówiąc wprost – zaciskanie pasa, tyle że po szwedzku.

Żeby nie było wyłącznie ponuro, Volvo opakowało to w ofensywę produktową. Firma zapowiada 13 nowych modeli do 2030 roku, a już w 2027 roku pokaże trzy z nich: jeden dla Europy i dwa skrojone pod Chiny.

REKLAMA

Gwoździem programu ma być nowy, tańszy samochód elektryczny dla masowego, europejskiego klienta. Mimo krążących plotek Szwedzi niczego jednak na jego temat nie potwierdzają. Nie wiadomo nawet, co mają na myśli, mówiąc o „małym” modelu. Pierwsze dostawy zapowiadane są na jesień 2027 roku. Teoretycznie świetnie. Praktycznie to jeden model nadziei, i to taki mało oryginalny.

Koniec z autami globalnymi

Nowa filozofia zakłada podział świata na trzy osobne części. W USA Volvo ulokuje produkcję XC60 w pierwszym kwartale 2027 roku, a do końca dekady dołoży tam drugi, zupełnie nowy model. W Chinach – w „bliskiej współpracy” z Geely – powstanie sześć aut skrojonych pod tamtejszy rynek, z których pierwsze dwa klienci mają zobaczyć w połowie 2027 roku.

REKLAMA

Do tego jasna deklaracja: zamiast gonić chińskich rywali wojną cenową, Szwedzi wolą pilnować marż, nawet kosztem udziałów w rynku. Wygląda to na pogodzenie się z faktem, że na własnych warunkach w Chinach konkurować się już nie da.

W Europie problem jest niemal odwrotny. Auta elektryczne odpowiadają za 45 proc. sprzedaży marki, a nowy SUV EX60 zebrał ponad 50 000 europejskich zamówień. No właśnie – zamówień, nie sprzedaży czy rejestracji.

REKLAMA

Okazało się bowiem, że produkcja rozkręca się wolniej, niż zakładano, a nowa technologia „cell-to-body” jest bardziej wymagająca niż slajd w prezentacji. Zamówienia są, tylko aut brak.

Ze Szwecji to głównie znaczek

A we wszystkim tym coraz więcej chińskiego właściciela. Volvo należy do koncernu Geely i zamierza mocniej się na nim oprzeć – wspólni dostawcy, wspólne podzespoły, a w fabrykach w Chengdu i Gandawie rozważany jest „montaż wielomarkowy”.

REKLAMA

W praktyce oznacza to jeden model, tylko dystrybuowany pod różnymi szyldami. Szwedzkie, premium, bezpieczne… kiedyś. Teraz coraz mocniej zrośnięte z Geely.

A nie tak dawno, bo jeszcze w 2021 roku, Volvo odważnie obiecywało, że od 2030 roku będzie sprzedawać wyłącznie samochody elektryczne i planuje solidnie na tym zarabiać. Dziś zamiast zysków są bolesne straty, a zuchwały plan „tylko prąd” zmiękł do „auta elektryczne i hybrydy, zależnie od regionu”. Tyle zostało z rewolucji, która miała rozjechać spalinową konkurencję.

REKLAMA

Ironią jest też to, że tanie auto elektryczne dla mas Volvo już kiedyś zrobiło. EX30 – kompaktowy SUV premium w przystępnej cenie – miał być właśnie przepustką do elektrycznego świata marki. Swojego zadania najwyraźniej nie spełnił.

Teraz dostaniemy jego następcę, najpewniej opartego na chińskiej konstrukcji. Tyle że w roli koła ratunkowego, a nie zapowiedzi podboju świata. Poprzedni plan nie przetrwał zderzenia z rynkową rzeczywistością. Nowy ma zapewnić marce szanse na przetrwanie turbulencji, które właśnie nią targają.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

Tagi:
REKLAMA
REKLAMA