REKLAMA

Volkswagen znowu to zrobił. Ale tym razem nie usłyszysz klekotu

Volkswagen wraca do eksperymentów z największą możliwą wydajnością samochodu. Najnowszy projekt o nazwie Mission Efficiency kontynuuje tradycję zapoczątkowaną przez XL1, bijąc trzy rekordy. Co ważne, ma trafić do produkcji seryjnej.

Volkswagen znowu to zrobił. Ale tym razem nie usłyszysz klekotu

Volkswagen XL1 był najlepszym dowodem tego, że nawet gdy Niemcy spróbują zrobić szalone auto, to i tak będzie ono bardzo praktyczne. Samochód, który wyglądał jak statek kosmiczny, był zarazem super aerodynamicznym i super oszczędnym pojazdem, zużywającym zaledwie 2 litry oleju napędowego na 100 km.

Koncern z Wolfsburga wprowadził go na krótko do produkcji seryjnej, która mimo wysokiej ceny dość szybko się wyprzedała. Teraz Volkswagen postanowił odkopać ten stary projekt, lecz tym razem bardziej adekwatnie do roku 2026.

XL1 2.0, czyli Mission Efficiency

Nowym wcieleniem XL1 jest jeżdżący koncept o nazwie Mission Efficiency. Jego zadaniem jest wycisnąć jak najwięcej z samochodu. A może raczej - żeby to on wyciskał z siebie jak najmniej.

Galeria: 3 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Jak widać, ewidentnie nawiązuje do ducha genialnego, małego XL1 z 2013 roku. Volkswagen zbudował łezkę na kołach z niskim, małym przodem, zakrytymi tylnymi kołami i całkowicie zabudowanym podwoziem. Drzwi są bezramkowe i wyposażone w zintegrowane klamki.

Podobnie jak w XL1, wszystko zostało dopracowane tak, aby Mission Efficiency mógł niemal szybować - Volkswagen podaje współczynnik oporu powietrza na poziomie 0,158.

Jak powiedział szef designu Volkswagena Andreas Mindt, to „najnowocześniejszy, wydajny samochód sportowy” oraz że „kształt nadwozia jest w pełni funkcjonalny, a tym samym zgodny z prawami aerodynamiki”.

Wnętrze Mission Efficiency jest dość minimalistyczne i bardzo ciasne. Choć znajdziemy w nim cztery miejsca siedzące, to te w drugim rzędzie pomieszczą tylko pasażerów o wzroście do 160 cm.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Napęd oczywiście elektryczny

Wspomniany, bardzo niski współczynnik oporu powietrza jest pierwszym z trzech rekordów ustanowionych przez Mission Efficiency. Kolejne dwa wiążą się z układem napędowym, jednak tym razem (w przeciwieństwie do XL1) nie mamy tu do czynienia z hybrydą plug-in z dwucylindrowym dieselkiem, a autem czysto elektrycznym.

Opiera się on na platformie MEB+ z napędem na przednie koła, która jest podstawą nowych, elektrycznych ID. Polo i ID. Cross. Opisywany samochód jest jednak znacznie dłuższy i niższy niż ID. Polo, ale układ napędowy ma ten sam - akumulator w Mission Efficiency ma pojemność 54,9 kWh netto, a silnik elektryczny generuje 135 KM.

Volkswagen wykonał test zużycia energii poprzez porządną, liczącą 1274 km jazdę próbną z Wolfsburga do Wiednia, przez Polskę i Czechy. Choć może być ciężko w to uwierzyć, po drodze ładował się tylko raz. Zużycie prądu wyniosło zdumiewające 6,89 kWh/100 km, a po dotarciu do celu miał jeszcze około 160 km zasięgu.

W warunkach idealnych osiągnął jeszcze niższe zużycie energii - 6,41 kWh/100 km, z którym wiążą się dwa następne rekordy - w kategorii samochodu „bliskiego seryjnej produkcji” i dla samochodu elektrycznego w ogóle.

Tak, owszem, dobrze przeczytaliście - bliskiego produkcji. Podobnie jak z XL1, Volkswagen planuje wprowadzenie Mission Efficiency do produkcji. Trzeba jednak brać poprawkę, że XL1 był autem bardziej małoseryjnym niż seryjnym oraz że jego zużycie paliwa wynosiło 2 l/100 km, a nie hucznie obiecywane 1 l/100 km.

Ale już dobrze, nie będę się znęcać nad biednym Volkswagenem - dobrze że ma jakiś promyczek nadziei w swojej nieciekawej sytuacji.

Więcej o Volkswagenie przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.