Volkswagen chce blokować ładowanie samochodów. To dla naszego dobra
Volkswagen chce ograniczyć maksymalny poziom naładowania akumulatora w wybranych samochodach elektrycznych do 80 proc. Chodzi o potencjalną wadę akumulatora.

Zasięg w elektrycznym samochodzie to wrażliwa kwestia. Jeszcze bardziej wrażliwą jest ewentualne ryzyko zapłonu. A jak się połączy te dwie sprawy, wychodzi problem. Volkswagen właśnie go ma, dlatego ładowanie do 100 proc. niektórych modeli ich elektrycznych samochodów jest co najmniej nie wskazane. Właściwie to może okazać się niemożliwe.
Ładowanie Volkswagenów tylko do 80 proc.
Według doniesień niemieckiego magazynu Handelsblatt z 16 października 2026 r., Volkswagen przygotowuje europejską akcję serwisową, ponieważ wykryto podejrzenie wad produkcyjnych w niektórych ogniwach akumulatorów wysokonapięciowych.
Wadliwe ogniwa mogą nadmiernie się nagrzewać, a w skrajnym przypadku doprowadzić do pożaru. Wysoki poziom naładowania może w przypadku wadliwych ogniw zwiększać ryzyko niebezpiecznego wzrostu temperatury. I z tego producent chce zastosować ograniczenie ładowania do 80 proc. jako tymczasowe zabezpieczenie do czasu sprawdzenia i ewentualnej naprawy akumulatora.
To zasadnicza różnica w stosunku do zwykłego zalecenia, żeby ładować samochód do 80 proc. w codziennej eksploatacji. W tym przypadku nie chodzi o troskę o długowieczność baterii, tylko o możliwe zagrożenie bezpieczeństwa. Choć zakaz ładowania baterii w samochodzie do pełna rzeczywiście może brzmieć groteskowo.
A jakich samochodów to dotyczy?
Akcja dotyczy wybranych egzemplarzy aut zbudowanych na platformie MEB - Volkswagenów z serii ID: 3, 4, 7, Buzza, a także Cupry Born, wyprodukowanych w latach 2023-2025. Nie dotyczy to jednak zbudowanych na jej podstawie Fordów, Skód, ani Audi. Problem ma dotyczyć konkretnych partii ogniw i wybranych okresów produkcji, a dokładny zakres zależy od ustaleń producenta i identyfikacji konkretnych akumulatorów.

Na całe szczęście, mówimy o raczej ograniczonej liczbie samochodów. Najnowsze informacje z 21 października mówią już o ponad 72 tys. samochodów na świecie w ramach trzech akcji dotyczących problemów z akumulatorami. Przy ok. 600 tys. sprzedanych samochodów nie robi to wielkiego wrażenia. W Niemczech chodzi łącznie o około 10 tys. aut. Przy czym nie wszystkie te samochody muszą mieć identyczną usterkę ani podlegać dokładnie takim samym czynnościom serwisowym.
Cała sytuacja brzmi jak idealny powód do nabijania się przez kierowców samochodów spalinowych - bo znowu "te głupie elektryki" mają jakiś problem z bateriami.
Więcej o Volkswagenach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.