Po tanie auta elektryczne jedź na zachód. 3 tys. euro wystarczą
Samochody elektryczne są sporo droższe niż ich spalinowi pobratymcy. Przy niewielkiej podaży tanich aut używanych na prąd w naszym kraju, trudno znaleźć coś naprawdę taniego. Jest jednak jedno proste rozwiązanie, znane już w naszym społeczeństwie - jedź do Niemiec.

W naszym kraju auta na prąd są dość drogie - aut używanych jest mało, a zazwyczaj są to modele 2-3 letnie, których trudno szukać za naprawdę niewielkie kwoty. Na całe szczęście, dla oszczędnych fanów elektromobilności jest prosta rada - auta "z Rajchu". Za Odrą i Nysą Łużycka dużo szybciej zaczęto kupować auta na prąd, dzięki czemu można znaleźć coś za bardzo niewielkie kwoty.
Minimum już za niecałe 2 tys. euro
Najtańszym kompletnym pojazdem, jaki można znaleźć na największym niemieckim portalu z ogłoszeniami samochodowymi - Mobile.de - jest malutki Th!nk City. To w zasadzie coś niewiele większego niż czterokołowiec, wyprodukowany przez niewielką norweską firmę, z czasem przejętą przez Forda. Napędza go silnik o mocy 34 KM, a pełne naładowanie baterii pozwala na przejechanie - teoretycznie - 160 km. Cena to zaledwie 1800 euro (7800 zł).

Czymś nieco porządniejszym, ale wciąż niedużym, jest znacznie lepiej znany Smart Fortwo Electric Drive. Ma też znacznie większy przebieg niż Th!nk - 175 tys. km, przez co nie wiadomo, jak będzie wyglądał jego zasięg. Ale za to ma dużo mocniejszy silnik generujący 75 KM, dodatkowo wzmacniany naklejkami w temacie Star Wars i mapą toru Nurburgring na klapie bagażnika. Jest on sporo droższy niż Th!nk, ale wciąż jest to jedynie 2990 euro (13 tys. zł).

W okolicach 3-4 tys. euro nie brakuje także większej liczby ofert - tyle zapłacimy za auta takie jak Renault Twizy czy jeszcze mniejsze mikrosamochody (głównie produkcji chińskiej).
Ale chcę przewieźć coś więcej niż siebie, lekkiego pasażera i paczkę Laysów Fromage
Na to też się znajdzie rada. Za nawet mniejszą kwotę niż Smart znajdzie się Peugeot iOn - nieco zapomniany model francuskiej marki, będący w istocie japońskim Mitsubishi i-MiEV ze znaczkiem z lwem. Ale trudno się dziwić brakowi popularności, gdyż w momencie jego premiery kosztował aż 145 tys. zł. Jednak wystarczyło 15 lat eksploatacji, niecałe 100 tys. przejechanych km i dzisiaj jest do wyrwania za 2890 euro (12,5 tys. zł).

Za nieco więcej dostaniemy innego małego "Francuza" - Renault Zoe ZE. Ten ma większy przebieg niż Peugeot (126 tys. km), ale też jest sporo młodszy (2016 r.). Cena to 3499 euro (15,1 tys. zł)

A może potrzeba coś dostawczego? Nie ma problemu - jest Renault Kangoo ZE. Francuski kombivan z 2012 r. przejechał 82 tys. km i dzisiaj można go kupić za 2368 euro (10,2 tys. zł). Ale nie będzie to dobry wybór na dalekie dostawy - w momencie premiery jego zasięg wynosił 170 km, a dzisiaj może to być jeszcze mniej.

Więcej o samochodach elektrycznych przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.