REKLAMA

Pojechał autem elektrycznym do ASO. Tanie przeglądy to mit

Jeśli myśleliście, że mając samochód elektryczny można sporo zaoszczędzić na przeglądzie w ASO, byliście w dużym błędzie. Niektórzy kasują nawet 670 zł za wymianę płynu hamulcowego.

Pojechał autem elektrycznym do ASO. Tanie przeglądy to mit

Wielu entuzjastów samochodów elektrycznych nadal wierzy, że z ich posiadaniem wiążą się jedynie plusy. Owszem, rozwój technologii i motoryzacji sprawił, że coraz łatwiej doszukać się zalet idących za użytkowaniem aut na prąd, ale jak widać, nie w każdym przypadku można sporo oszczędzić. Dobry przykład to ceny przeglądów w ASO.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Ceny przeglądu samochodów elektrycznych mogą zaskoczyć

Najlepiej posłużyć się rzeczywistym przykładem właściciela auta elektrycznego, który pochwalił się kwotą, jaką przyszło mu zapłacić za przegląd w ASO na grupie zrzeszającej użytkowników samochodów na prąd. Będzie na bogato, ale pamiętajcie, że po polskich drogach nie brakuje też jeszcze droższych modeli.

Mowa bowiem o kosztach pierwszego przeglądu Mercedesa-AMG EQE 43 4MATIC, czyli 476-konnej, niespełna 5-metrowej elektrycznej limuzyny po pokonaniu 30 tys. km. Auto w tej wersji co prawda zniknęło już z polskiego konfiguratora, ale kwoty ocierające się o 500 000 zł to tutaj standard. Dodam jeszcze, że przykładowa miesięczna rata za podstawowe EQE 350 4MATIC kosztujące obecnie 324 100 zł to minimum 3020 zł brutto.

Czy zatem kwota wynosząca 3268,38 zł brutto – po uwzględnieniu rabatu w wysokości 360,03 zł brutto – za przegląd samochodu elektrycznego powinna jakkolwiek dziwić? Tak, porównując do Dacii Spring i nie, porównując do innych dużych i mocnych Mercedesów.

Na fakturze dobrze widać, jak ASO wyceniło poszczególne usługi:

  • płyn hamulcowy DOT4+ – 53,65 zł,
  • napięcie w sieci pojazdu i podtrzymanie – 133,95 zł,
  • test amortyzatorów na ścieżce diagnostycznej – 267,89 zł,
  • przegląd A z pakietem Plus – 1875,26 zł,
  • wykonanie krótkiego testu – 267,89 zł,
  • wymiana płynu hamulcowego – 669,74 zł.

Miejscami to lekka przesada

W komentarzach pod wpisem na grupie szybko pojawiło się wiele opinii użytkowników, którzy w większości kpią z kwoty 3268,38 zł brutto i sugerują właścicielowi, że „tak się kończą marzenia o aucie klasy premium”. Z drugiej strony, sama w sobie wymiana płynu hamulcowego wyceniona na niemal 670 zł to faktycznie kosmos w porównaniu z ceną samego płynu wynoszącą 53,65 zł.

Nie zabrakło też komentarzy czepiających się sensu drugiego podpunktu na liście, mianowicie „napięcia w sieci pojazdu i podtrzymania przy pracach kontrolnych i diagnostycznych” za ponad 130 zł. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak opłata za ładowanie, w praktyce zaś chodzi o podpięcie akumulatora niskonapięciowego pod prostownik, żeby nie rozładował się podczas czynności serwisowych. Niektórzy twierdzą, że to oczywistość przy przeglądzie, która nie powinna być dodatkowo liczona.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Właściciele aut innych marek pochwalili się w komentarzach, jak wyceniono przegląd w ich przypadku. Użytkownik Kii EV6 napisał, że płaci średnio 1400–1500 zł co 30 tys. km, a właściciel Hyundaia Ioniqa 5 1200 zł brutto. Inny przykład to 800 zł za bliżej nieokreślone Volvo, a przegląd CLA (też bez szczegółów) po 30 tys. km to 2300 zł.

Wiadomo, ile komentarzy, tyle opinii, ale prawda jest taka, że te pokroju „dobrze, że na fakturze nie ma jeszcze policzonego wjazdu na halę” w przypadku EQE 43 zdecydowanie przeważają. Oczywiście nie oznacza to, że kilka tysięcy złotych przyjdzie wam zapłacić za przegląd elektrycznej Dacii Spring, bo komentarze użytkowników pokazują, że nawet za większego Ioniqa 5 czy EV6 nie ma aż takiej tragedii.

Odwiedzając ASO jakimkolwiek dużym i drogim autem segmentu premium należy liczyć się z większymi kwotami, bez różnicy, czy mowa o aucie spalinowym, czy elektrycznym.

Zielony kolor nie powinien więc kojarzyć się wyłącznie z zielonymi tablicami rejestracyjnymi i ekologią. Czasem oznacza po prostu nowy przelew za przegląd drogiego wozidła i niestety trzeba to zaakceptować. Oby za kilka lat kwoty nie urosły do jeszcze bardziej abstrakcyjnego poziomu.

Więcej o ASO możesz przeczytać tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.