REKLAMA

To Suzuki Jimny to wcale nie jest Jimny. W teren też nim nie pojedziesz

Chińczycy mają talent do kopiowania zagranicznych samochodów. Modelowym przykładem jest mikroautko o nazwie Dayang Chok-G - ewidentna kopia znanego i lubianego Suzuki Jimny.

To Suzuki Jimny to wcale nie jest Jimny. W teren też nim nie pojedziesz

Dayang to chiński producent, który ma korzenie w motocyklach i lekkich pojazdach elektrycznych. Jednym z jego produktów jest model przypominający Suzuki Jimny. Oczywiście dopóty, dopóki nie przetrzemy oczu.

Takie Jimny, ale mniejsze

To niby-Jimny nazywa się Chok-G i jest wręcz podręcznikowym przykładem chińskiego "inspirowania się" zagranicznymi samochodami. Podobieństwo wizualne jest ewidentne - auto różni się tylko stylizacją przedniej części nadwozia (inny zderzak, grill, reflektory) oraz kołem zapasowym na tylnej klapie - w Choku nie ma go w ogóle.

Identyczne są nawet takie detale, jak kształt szyb, klamek czy tylne światła w zderzaku.

Grafik zasłużył na podwyżkę

Większą różnicę zauważymy w rozmiarze: Suzuki Jimny ma 3665 mm długości, 1600 mm szerokości i 1705 mm wysokości, a rozstaw osi to 2250 mm. Tymczasem Chok G ma 3214 mm długości, 1466 mm szerokości i 1580 mm wysokości, zaś rozstaw osi wynosi 2030 mm.

Deska rozdzielcza to autorski projekt Dayanga, z cyfrowym panelem wskaźników, którego nie ma w starym Suzuki. Oprócz dziwnego umieszczenia dźwigni zmiany biegów, w oczy rzucają się pojemne uchwyty na kubki przed pasażerem. To wygląda na projekt zgodny z potrzebami Amerykanów - któż inny potrzebowałby dwóch potężnych cupholderów na dużą colę z fast fooda dla jednej osoby?

Ale w teren za Jimny nie pojedziemy

Dayang Chok-G jest dostępny w dwóch wersjach - Chok-G1 i Chok-G2. Obydwie są napędzane pojedynczym silnikiem elektrycznym o mocy 8,2 KM, napędzającym tył, co jest standardem w pojazdach elektrycznych niskich prędkości. Bateria ma pojemność 150 Ah, a pełne naładowanie pozwala na przejechanie 150 km (choć obawiam się, że to optymistyczne szacunki).

To na czym polega różnica między G1 a G2? G2 to idealny przykład "tego wzmocnionego" - odróżnia się on od G1 hamulcami tarczowymi na czterech kołach, prześwitem podwyższonym o 25 mm, większymi felgami (15 cali zamiast 13) i oponami o szerszym bieżniku. Jest też szybszy - G1 rozpędzi się maksymalnie do 42 km/h, a G2 osiągnie o 4 km/h więcej.

I co ważne, nie jest to dzieło jakiejś garażowej manufaktury, a model, który można było kupić nie tylko w Chinach, ale też na niektórych rynkach eksportowych. Ale ani informacji o zakończeniu produkcji, ani aktualnego cennika nie znajdziemy. W 2018 r. w Chinach kosztował on 44 800 juanów (24,6 tys. zł), a w 2019 r. w Ekwadorze - 8900 dol. (32,9 tys. zł).

Obecnie chińska motoryzacja coraz częściej przybiera kształt świata dwóch prędkości - z jednej strony mamy gigantów jak Chery czy BYD, którzy podbijają świat zupełnie normalnymi samochodami, a z drugiej takich maluczkich jak Dayang. I nie będę ukrywać, że ten pierwszy wzbudza zainteresowanie, ale ten drugi jest dla mnie - czysto subiektywnie - o wiele ciekawszy.

Więcej o chińskich samochodach elektrycznych przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.