W latach osiemdziesiątych w różnych grupach rajdowych startowało mnóstwo dziwnych, niespodziewanych samochodów. Jednym z nich jest Łada 2105, którą można było oglądać w wielu krajowych mistrzostwach - m.in. w Austrii, gdzie na sprzedaż jest lokalna weteranka tych zawodów.

Markę Łada, a szczególnie jej klasyczną linię modeli Żiguli na pewno kojarzy większość z nas - a najbardziej to starsze pokolenie. Nie wchodząc w debatę, czy były to dobre samochody czy nie, albo czy były lepsze od naszych Polskich Fiatów 125p, można o nich powiedzieć jedno - to nie były samochody sportowe.
To znaczy, te które jeździły po naszych ulicach w PRL i latach dziewięćdziesiątych na pewno nie były. Ale różne wyjątki od tej reguły się znajdą.
Wprost z radzieckiej kuźni maszyn rajdowych
Przeszukując portal ebay.com można natrafić na Ładę 2105 - model z serii Żiguli, a dokładniej druga generacja jej taniej podstawowej linii. Auto zostało wyprodukowane w 1981 r., ale jego faktyczna historia rozpoczęła się w cztery lata później. Bowiem wtedy trafiło ono do VFTS - Wileńskiej Fabryki Samochodów Sportowych. Była to najważniejsza placówka zajmująca się motorsportem w ZSRR.
Tam została certyfikowana i zarejestrowana zarówno do rajdów w Grupie B, jak i do użytku drogowego przez austriackiego importera Ład - firmę ÖAF. Również w 1985 r. zaczęły się udziały owej Łady w Rajdowych Mistrzostwach Austrii. Prowadzili ją Rudi Strobel, Rainer Walenczko i Engelbert Helm.
Ostatnim sezonem był rok 1989 - po jego zakończeniu, Łada trafiła na emeryturę w austriackim garażu, trwającą niemal trzy dekady. Obecny właściciel kupił ją w 2018 r. i przywrócił do użytku z pomocą specjalistów rajdowych. W 2020 r. uzyskała Historyczny Paszport Techniczny (HTP) od FIA i spełnia homologację B222.
Od razu widać, że to nie jest zwykła Łada
Jako niegdyś pospolity gatunek w dżungli polskich dróg, Łada 2105 wraz ze swoją bogatszą odmianą 2107 zdążyły przyzwyczaić nas do swojej kanciastej sylwetki. Jednak rajdowa odmiana to już zupełnie inna para kaloszy.







Wyróżnia się ona wizualnie dzięki specjalnemu pakietowi nadwozia, obejmującemu pokaźne poszerzenia błotników, wyraźny spojler z przodu i i inny tylny zderzak. Samochód otrzymał również charakterystyczne dodatkowe reflektory i plastikowe szyby, aby obniżyć masę. Całość uzupełniają pięcioramienne, białe felgi aluminiowe, pasujące do białego nadwozia.
Wnętrze kabiny zostało zredukowane do dwóch stałych kubełkowych błotników i klatki bezpieczeństwa, a na desce rozdzielczej dodano kilka dodatkowych wskaźników i przełączników.
Najważniejszy jednak będzie silnik - wolnossąca jednostka benzynowa o pojemności 1,6 została wyposażona w dwa gaźniki Webera i kolektor dolotowy o wysokim przepływie. Dzięki temu moc wzrasta z fabrycznych 75 KM do 128 KM. Spięto go pięciobiegowa manualna skrzynia biegów o krótkich przełożeniach, zasilana mechanizmem różnicowym o ograniczonym poślizgu Torsen. Osiągi nie były oficjalnie podawane, jednak przy masie poniżej tony, Ładoczka powinna dawać frajdę nawet dzisiaj.
Od jej ceny Lenin się w grobie przewraca
Zabytkowy samochód z udokumentowaną historią rajdową nie może być tani. I nie inaczej jest w tym przypadku.
Auto wystawiono na portalu ebay.com w Niemczech. Na trzy dni przed jej zakończeniem najwyższa oferta wynosi 45 tys. euro, czyli 193 tys. zł. Sprzedawca oferuje jednak także możliwość szybkiego zakupu, za kwotę 63 tys. euro, czyli ok. 270 tys. zł.
Pytanie brzmi: czy to propozycja dla entuzjasty rajdów, motoryzacyjnych dziwactw, czy czasów żelaznej kurtyny? Zapewne wszystkiego naraz - byleby miał dostateczną ilość gotówki na koncie.
Więcej ciekawych ogłoszeń znajdziesz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.