REKLAMA

Jakość prześladuje Stellantis. Zamykają się w pokojach

W Stellantisie ktoś w końcu wymyślił, co jest największym problemem koncernu. W poprawie sytuacji ma pomóc nowy plan naprawczy, na czele którego stoi instytucja „pokojów wojennych jakości”.

Jakość prześladuje Stellantis. Zamykają się w pokojach
REKLAMA

Od samego początku Stellantis nie ma lekko. Wszakże połączył on ze sobą marki niesłynące raczej z bezawaryjności, takie jak Fiat, Citroen czy Alfa Romeo. W związku z tym od momentu utworzenia koncernu towarzyszą mu ciągłe naigrywania z tego tematu - dlatego w końcu ktoś uznał, że czas na zmiany.

REKLAMA

„Pokoje wojenne jakości”

Stellantis wziął się za naprawianie jakości swoich samochodów, a jego szef Antonio Filosa twierdzi, że problemy są rozwiązywane w rekordowym tempie. I owszem, brzmi to jak typowa korporacyjna deklaracja, ale w tym przypadku za słowami stoją konkretne problemy, które Stellantis musi rozwiązać, a także niemałe pieniądze, które już na to przeznacza.

Ten gagatek już został uratowany

Otóż, podczas Automotive News Congress w Detroit, który odbył się 30 września, prezes Stellantis Antonio Filosa przedstawił strategię poprawy jakości produktów koncernu. Jej najbardziej charakterystycznym elementem jest utworzenie niemal 50 tzw. quality war rooms, czyli dosłownie „pokoje wojenne jakości”.

REKLAMA

50 specjalnych zespołów zatrudnia ponad 2000 dodatkowych inżynierów, którzy do 2028 roku mają doprowadzić do znalezienia się wśród 25 proc. producentów osiągających najlepsze wyniki jakościowe na każdym rynku, na którym konkuruje.

Nie chodzi oczywiście o pomieszczenia, w których inżynierowie siedzą przy mapach i planują ofensywę na północną Francję. To specjalne zespoły robocze, w których spotykają się konstruktorzy i inżynierowie odpowiedzialni za projektowanie, specjaliści ds. jakości, pracownicy zakładów produkcyjnych czy przedstawiciele dostawców podzespołów.

REKLAMA

Ich zadaniem jest szybkie identyfikowanie źródeł usterek i eliminowanie ich u samego źródła, zamiast czekania, aż problemy zaczną masowo zgłaszać klienci i serwisy, dając tylko kolejny powód do żartów.

Na razie przede wszystkim Ameryka

Ważne jest również to, że zespoły mają zajmować się konkretnymi problemami, a nie ogólnym doskonaleniem procesów. Jeśli dany element samochodu sprawia kłopoty, odpowiedzialni za niego ludzie mają wspólnie ustalić, co poszło nie tak i jak temu zaradzić.

REKLAMA

Koncern od dłuższego czasu zmaga się z problemami jakościowymi, o czym często wspominamy m.in. my, ale równie mocno jest to widoczne na rynku północnoamerykańskim. Problemy dotyczą zarówno niezawodności poszczególnych podzespołów, jak i oprogramowania oraz jakości montażu.

Jeep Wrangler

Co więcej, już w lutym 2026 roku Stellantis poinformował o konieczności dokonania korekty rezerw na naprawy gwarancyjne. Łączna wartość korekty wyniosła 5,4 mld euro, z czego 4,2 mld euro przypadało na Amerykę Północną, a 1,2 mld euro na rozszerzoną Europę.

REKLAMA

Pierwsze efekty już widać

Według danych przedstawianych przez sam koncern Stellantis, już zaobserwowano poprawę wskaźnika (rozumianego jako spadek liczby) usterek zgłaszanych w pierwszym miesiącu użytkowania samochodu: w Ameryce poprawa w drugim kwartale tego roku wyniosła 38 proc., a w Europie 24 proc.

Jednak tych wewnętrznych wskaźników nie należy mylić z dowodem na to, że wszystkie samochody Stellantis stały się teraz bardziej niezawodne. W swoim trzyletnim badaniu niezawodności z 2026 roku, firma JD Power umieściła Jeepa na poziomie 267 problemów na 100 pojazdów, a Rama na poziomie 216 - dla porównania, średnią dla całego rynku amerykańskiego wynosi 204.

REKLAMA

To tylko przykład, że przed całym Stellantisem jeszcze długa droga. Trudno uwierzyć, że w ciągu kilku lat jeden z największych obiektów do żartów z jakości stanie się nowym Volkswagenem czy Toyotą - ale niech zrobią chociaż cokolwiek. W obecnej sytuacji nawet minimum może im pomóc.

Więcej o koncernie Stellantis przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.

REKLAMA
REKLAMA