Odwiedziłem międzynarodowy salon motoryzacyjny w Paryżu. Wpadli też Chińczycy i francuski prezydent. Atmosfery kapitulacji nie było.

Motoryzacyjny salon w Paryżu trochę ostatnimi laty słabował. Kaszelku dostał i zapadł na brak ważnych premier, a tym samym zainteresowania. W tym roku udało się znaleźć dobre tabletki i impreza była porządna.
Wprawdzie ponarzekałbym trochę na nadmiar prototypów, konceptów i innych dziwnych nazw na samochody, które nigdy nawet nie stały obok kogoś, kto zna kogoś z jakimś pomysłem na ich powstanie, ale nie czepiajmy się zbytnio.
Dla europejskich marek najważniejsze powinno być, że nie dało się doznać wrażenia, że jeden kontynent schrupał drugi i jest już po europejskiej motoryzacji. Jeśli chcecie poczytać o premierach, to poniżej. A zamiast relacji z targów, bo bym uświerkł od opisywania tych wszystkich stoisk, zapraszam na przegląd targowych „naj” (jeszcze niżej).

W Paryżu:
Najbardziej niepozorne konie
BYD pokazał Atto 8, które w wariancie Excellence AWD ma 775 KM mocy. Nawet w wariancie z napędem na tył ma jej aż 462 KM. Jednocześnie to auto ma aparycję każdej twarzy, którą minąłeś dziś w drodze do sklepu i kompletnie jej nie zapamiętałeś.

Nic, ale to absolutnie nic, nie wskazuje, że ten elektryczny SUV ma tyle mocy. Po co ma jej aż tyle, to jest oddzielne pytanie, a odpowiedź brzmi, że po nic. Atto 8 wygląda jak z generatora elektrycznych chińskich SUV-ów, a to nie jest koniec niespodzianek, bo ma wyjątkowo szybko się ładować.
Hitem w Polsce jest Omoda 9, czyli chiński SUV o mocy przekraczającej pół tysiąca KM. BYD Atto 8 też mógłby być, ale na przeszkodzie stanie mu to, że jest elektryczny. Niezła próba, ale żeby sprzedawać w Polsce, trzeba dodać do tych akumulatorów napęd spalinowy.
Największy sentyment
Trochę nie potrafię zrozumieć tego szału, ale może dlatego, że bardziej wzrusza mnie los jelonka Bambi niż los budzonych do życia po kilkudziesięciu latach blaszanych samochodzików. Szał polega na tym, że największym oblężeniem na targach cieszyły się auta, które odwoływały się do sentymentów.

Do Renault E-Space i do Citroena 2CV trudno było się dopchać, płynęły do nich nieprzerwane potoki zainteresowanych. Może łatwiej byłoby to zrozumieć, gdyby któryś z tych samochodów miał trafić zaraz na ulicę, ale tak się nie stanie.
Citroen zastosował ten sam zabieg, co Renault w przypadku Twingo. Sięgnął do szafy z dobrze kojarzącymi się nazwami i przywrócił do życia coś, co dobrze rokuje. W przypadku 2CV musiał sięgnąć dość głęboko, ale się opłaciło.











Niestety nowa kaczka ma pojawić się dopiero w 2028 r. Może Citroen będzie miał szczęście i inne marki jeszcze nie zdążą podzielić między siebie rynku z małymi elektrycznymi samochodami, szczególnie tymi bazującymi na sentymentach.
Nie wiadomo zaś w ogóle, czy Renault E-Space powstanie. Jeśli jakimś wyznacznikiem przy podejmowaniu decyzji ma być liczba widzów na targach, to szanse powinny wzrosnąć. Auto z pewnością nijak nie zbliża się do tego, co kiedyś zobaczymy (pomijając, czy w ogóle), a świat może umiarkowanie czekać na elektryczne minivany. Nie szkodzi, E-Space poczarował dużo bardziej niż modele koncernu, które faktycznie będą się sprzedawać.

Najwyższa konstrukcja
Z konstrukcji, którą zobaczyłem na jednym z chińskich stoisk, byłbym w stanie kraść ziemię z kwiatków z balkonu na trzecim piętrze. Czegoś tak wysokiego na targach motoryzacyjnych się nie spodziewałem.
Znam już trochę chińską fantazję w wymyślaniu sposobów na spędzanie czasu na łonie natury. Chiny atakują rynek kamperów, małych przyczepek kempingowych, a ostatnio głośno jest o aucie SkyNomad N90 czy minivanie z unoszonym dachem. Sposobów na spędzanie czasu w plenerze wydaje się być nieskończenie wiele.

A jednak da się ciągle czymś zabłysnąć, tak jak zrobiła to bliżej nikomu nieznana marka o wdzięcznej nazwie 212. Konstrukcja, którą ustawili na swoim pickupie, sięgała wyjątkowo wysoko.
Nie wiem, jak to się zachowuje na wietrze. Wchodzi się na wysoko zawieszoną pakę, z tej paki okienkiem na wyższe pięterko, a na tym pięterku można jeszcze okno na górze otworzyć.
Niezły popis, ale pewnie polskich klientów do tej marki najpierw przyciągnie diesel i nadwozie oparte na ramie.

Najbardziej uratowana motoryzacja
Byłem przekonany, że będę mógł wrócić z przekazem, iż Chińczycy znowu coś zdominowali, przyćmili, choćby liczbowo, co jest w miarę łatwe. Że przywołam mikrą ofertę stoisk z Europy, a przytłaczającą chińskich. Otóż nie tym razem.

Marek chińskich było mnóstwo, także z nowymi, premierowymi samochodami, ale o efekcie nakrywania czapką mówić nie można. Europejczycy mieli wielkie stoiska, byli również przygotowani, a imprezę wsparł francuski prezydent.
Stoisko, a właściwie kilka przestrzeni zagospodarowanych przez Renault, odwiedził Emmanuel Macron. Do francuskich marek koncernu Stellantis też wpadł. Wprawdzie nie słyszałem podnoszącej na duchu przemowy, ale podobno była i chęć wsparcia dla francuskich wysiłków była odczuwalna.

A w tle tej wizyty trwała batalia Komisji Europejskiej z Chinami. W efekcie nacisków i negocjacji ustalono chiński limit na import hybryd typu plug-in. Przyszła na nie kolej po chińskich samochodach elektrycznych. W przypadku aut wyłącznie na prąd ustanowiono dodatkowe cła, hybrydy doczekały się limitów na liczbę sztuk.

Europejska motoryzacja walczy. Może nie zawsze za pomocą nowych, wspaniałych modeli, choć i te były. Czasami lepszym orężem jest prezydent.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.