REKLAMA

Rząd rozdaje prezenty. Od mandatu z fotoradaru odejmie 5 km/h

Ministerstwo Infrastruktury po raz pierwszy chce wpisać do ustawy margines błędu fotoradaru. Wygląda to na ukłon w stronę kierowcy, przynajmniej dopóki nie sprawdzimy, jak wąsko jest odmierzony.

Rząd rozdaje prezenty. Od mandatu z fotoradaru odejmie 5 km/h

W projekcie tak zwanej ustawy fotoradarowej, obok opłat sięgających 7500 zł na niewskazanie sprawcy wykroczenia, ma pojawić się gest dobrej woli ze strony resortu. Chodzi o korektę pomiaru – margines błędu, jaki system odejmie kierowcy, zanim wystawi rachunek. Wygląda jak coś, co już znamy, ale faktycznie to nowość. Dziś taki mechanizm nie istnieje.

Przez ostatnią dekadę tolerancja fotoradaru wisiała w prawnej próżni. Ustawa mówi jedno, rozporządzenia brak, a kierowcy latami powtarzali sobie półprawdy o zapasie. GITD potwierdza, że 61 km/h przy limicie 50 km/h jest minimalnym progiem wyzwolenia, ale w praktyce próg może być ustawiony znacznie wyżej. Więc tak naprawdę nic do końca nie wiadomo.

Skąd te problemy?

Dotychczasowa zasada, że urządzenie ma uwzględniać błąd kierowcy do 10 km/h, siedzi co prawda w art. 129h ustawy Prawo o ruchu drogowym. Tyle że przepis odsyła do rozporządzenia, którego nie ma. Poprzednie obowiązywało do końca 2015 r., a nowego przez dziesięć lat nikt nie wydał. Powstała luka, na którą raz po raz zwracał uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich.

GITD twierdzi jednak, że margines działa mimo braku papieru. Marek Konkolewski, pełniący obowiązki zastępcy głównego inspektora transportu drogowego, tłumaczył, że brak rozporządzenia nie zwalnia z obowiązku stosowania ustawy. Innymi słowy: przepisu wykonawczego nie ma, ale wola ustawodawcy jest doskonale znana, więc się ją respektuje. Mgliste pod kątem prawnym, ale w praktyce jakoś się kręci.

To dlatego fotoradar zaczynał reagować dopiero od 11 km/h ponad limit, niezależnie od tego, czy jechałeś przez teren zabudowany, czy autostradą. Z kolei przepisy metrologiczne określają dopuszczalne błędy przyrządów pomiarowych – do 100 km/h błąd nie może przekraczać 3 km/h, a powyżej 100 km/h jest to 3 proc.

Dwa różne progi

Nowy projekt robi kilka rzeczy naraz. Utrzymuje próg rejestracji – a więc zdjęcie poleci dopiero, gdy przekroczysz limit o więcej niż 10 km/h. A dodatkowo ma pojawić się mechanizm korekty przy liczeniu kary – od zmierzonej prędkości odejmowane będzie 5 km/h na drogach krajowych i 6 km/h na autostradzie oraz ekspresówce.

Ważne jest tutaj rozróżnienie dwóch kwestii. Dziś zapas 10 km/h to wyłącznie próg wyzwolenia urządzenia, poniżej którego kamera nie zrobi zdjęcia. Ale kiedy już je zrobi, to przekroczenie liczone jest od limitu prędkości. Po nowemu próg wyzwolenia się nie zmieni, ale dojdzie zupełnie nowy mechanizm: korekta przy naliczaniu kary. Ustawiona wprawdzie bardzo nisko, ale jednak.

Resort nie owija tego w bawełnę. Odpowiedzialny za projekt Stanisław Bukowiec, sekretarz stanu w resorcie, ma jasne intencje, o których niejednokrotnie mówił. Oficjalny cel projektu to zwiększenie skuteczności systemu fotoradarowego i poczucia nieuchronności kary.

Uczciwość papieru, mniej uczciwości na liczniku

Wpisanie marginesu do ustawy to realny plus – koniec z sytuacją, w której cała tolerancja opiera się na dobrej woli inspektoratu i zapewnieniach, że „jakoś to stosujemy”. RPO od lat pisał do kolejnych ministrów, że rozstrzyganie wątpliwości na korzyść kierowcy powinno być zapisane, a nie domniemane. Jeśli zapis znajdzie się w ustawie, dostanie to, o co prosił – w wersji odmierzonej co do kilometra.

Niemniej prawnicza schludność to jedno, a odczucie zza kierownicy – drugie. Kierowca nie czyta delegacji ustawowych. Widzi tylko bardzo wąski margines. A urządzeń, które to wyłapią, przybywa w tempie trzech zdjęć na minutę. Nowe fotoradary potrafią mierzyć kilka pasów naraz, w dzień i w nocy, więc na przeoczenie nie ma co liczyć.

Państwo po raz pierwszy zamierza sformalizować margines błędu. Dostajemy wreszcie pieczątkę pod dotychczasowymi zapewnieniami, co poniekąd stanowi potwierdzenie, że urządzenia też się mylą i lepiej dla świętego spokoju zostawić niewielki zapas.

Na razie dokument trafił do konsultacji. Biorąc pod uwagę szereg wątpliwości, które budzi, trudno zakładać, żeby utrzymał się w obecnej formie. Na finalną wersję trzeba jeszcze poczekać.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.