Przyciski są lepsze od ekranu? Tak, ale nie

Szwedzi ponownie zmierzyli, ile metrów kierowca przejeżdża ze wzrokiem tkwiącym w kokpicie zamiast na drodze. Wyszło gorzej niż cztery lata temu. A najgorzej wypadło auto z największą liczbą przycisków.

Przyciski są lepsze od ekranu? Tak, ale nie

Test jest prosty i właśnie dlatego bezlitosny. Kierowca jedzie prosto po zamkniętym lotnisku ze stałą prędkością 110 km/h i ma wykonać cztery codzienne czynności: włączyć podgrzewanie fotela i zwiększyć temperaturę, zmienić stację radiową, wyzerować licznik dzienny oraz przyciemnić zegary i zgasić centralny ekran.

Każde zadanie mierzone jest osobno do momentu, gdy obie ręce wracają na kierownicę. Z czasu przeliczono dystans pokonany na wpół ślepo. Im dłużej kierowca dłubie, tym więcej metrów auto jedzie samo.

Niepokojące wnioski

Wynik ogólny pokazuje, że jest coraz gorzej. W poprzedniej edycji kierowcy pokonywali średnio 756 metrów, podczas gdy teraz było to już 813 m. To blisko 60 m i jakieś dwie sekundy dłużej z uwagą odciągniętą od drogi. Producenci mieli cztery lata na dopracowanie interfejsów, ekrany urosły i przesunęły się bliżej linii wzroku, a mimo to jest wolniej.

Drugi wniosek jest ciekawszy, bo wywraca popularną tezę. Okazuje się bowiem, że ekran dotykowy sam w sobie nie jest problemem. Dowodem jest Volvo XC60, które przejechało zaledwie 485 metrów (najlepszy wynik w całej stawce), a steruje się prawie wyłącznie przez dotyk. Menu jest logiczne, najczęściej używane funkcje leżą pod ręką i tyle.

Dla kontrastu, Volvo V60 z 2016 roku, wzięte do testu jako reprezentant epoki guzików, potrzebowało aż 863 metrów. Co samo w sobie jest ciekawe, bo w poprzednim teście z 2022 roku rolę „analogowego” auta pełniło starsze Volvo V70 z 2005 roku, które osiągnęło wówczas wynik dużo lepszy – wykonało zadania na zaledwie 306 metrach. Gdyby to ono jechało w tym teście, też wygrałoby w cuglach.

Decyduje layout, nie technologia

Nie chodzi zatem o to, czy przycisk jest fizyczny, czy narysowany na szkle, tylko o to, gdzie leży i ile trzeba szukać. Tesla – ikona sterowania ekranem – między testami poprawiła się o ponad 100 metrów (Model 3 kontra Model Y). Mercedes poszedł w drugą stronę: nowa klasa CLA z systemem MBUX potrzebowała 35 sekund, o 15 więcej niż wcześniej testowany GLB.

Sam ekran Mercedesa budził się do życia przez 19 sekund od odblokowania auta, zanim raczył w ogóle zareagować na dotyk. Tesla dla porównania wybudza ekran już w chwili otwarcia drzwi, więc jest gotowa, zanim zdążysz usiąść.

Nawet dobrze umieszczony wyświetlacz można zepsuć, co pokazała Toyota Corolla Cross: regulację podświetlenia zegarów schowano tak głęboko w menu licznika, że auto przejechało 580 metrów, zanim kierowca do niej dotarł.

Najgorsza jest przesada

Mazda uskuteczniła sabotaż wymierzony w obóz zwolenników fizycznego sterowania. CX-60 zamknęła stawkę z wynikiem 37 sekund i 1137 metrów. Rekordzistka, tyle że w złej konkurencji.

Powód? Naliczono w niej pięćdziesiąt przycisków – najwięcej w całym teście. Do tego ekran blokuje się podczas jazdy, więc kierowcy zostają tylko guziki, których liczba sprawia, że trudno zapamiętać ich rozmieszczenie i polegać na pamięci mięśniowej.

Zamiast jednego jasnego ruchu dostajemy polowanie. Japończycy uznali, że skoro ludzie chcą przycisków, to damy im przyciski. Wszystkie przyciski świata. W efekcie nic nie jest ani jasne, ani proste.

Ironia jest podwójna, bo to właśnie Mazda tłumaczyła niedawno, że to fizyczne przyciski rozpraszają bardziej niż ekran. Teraz ma jedno i drugie, i przegrała z autem, które postawiło na cztery guziki.

Odczucia jedno, wyniki drugie

Co ciekawe, panel kierowców został dodatkowo poproszony, żeby po prostu ocenił, jak im się w danym aucie siedzi i pracuje. I tu ranking staje na głowie.

Auta, które według wskazań stopera wlekły się w ogonie, w ankiecie satysfakcji znalazły się na podium. Z kolei Tesla – obiektywnie jedna z najszybszych – wylądowała w ocenach kierowców niemal na samym końcu.

Wychodzi więc na to, że ludzie chwalą to, co czują pod palcem, a nie to, co faktycznie działa szybko. Guzik daje poczucie panowania nad autem, nawet jeśli trzeba go najpierw odnaleźć wzrokiem. Ekran tego poczucia nie daje, choć może załatwiać sprawę szybciej.

Poszukiwania trwają

O tym, że branża szuka właściwej drogi, pisałem zresztą kilka dni temu. Audi właśnie ogłosiło powrót mniejszych ekranów i klasycznych pokręteł, przyznając wprost, że przesadziło z tabletami wielkości telewizora. Wcześniej wspominałem z kolei o Freelanderze, do którego wciśnięto ekran o przekątnej 46,3 cala i długości metr dwadzieścia.

Szwedzki test pokazuje, że nie ma niezawodnego przepisu na sukces. Nie jest nim ani mnogość ekranów, ani ich wielkość, ani upstrzenie wnętrza 50 przyciskami. Wniosek nie brzmi, że skoro guziki bywają gorsze od ekranu, to ekran wygrał. Otóż nie – wygrał porządek i umiar.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.