REKLAMA

Decyzja w sprawie koni nad Morskim Okiem. Ten kompromis nikogo nie zadowoli

Mamy kompromis w sprawie konnych powozów jeżdżących nad Morskie Oko. Po zakończeniu wakacji, będą one jeździć tylko część dotychczasowej trasy - do Wodogrzmotów Mickiewicza.

Decyzja w sprawie koni nad Morskim Okiem. Ten kompromis nikogo nie zadowoli

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów wykorzystywania zwierząt w Polsce, są zaprzęgi konne, wożące turystów nad jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce - jezioro Morskie Oko. Przeciwnicy tej działalności odnieśli właśnie małe zwycięstwo.

Konie będą jeździć mniej

Mamy kolejny etap bardzo długiego sporu o konie wożące turystów do Morskiego Oka. Od 1 września 2026 r. Tatrzański Park Narodowy uruchamia pilotaż, w którym konie przestaną jeździć na najtrudniejszym, górskim fragmencie drogi. To realizacja porozumienia zawartego w lutym 2025 r. między TPN, Ministerstwem Klimatu, samorządami i fiakrami.

Do tej pory fasiągi woziły turystów z Palenicy Białczańskiej, do Włosienicy, czyli ok 1,5 km do Morskiego Oka – trasa miała zaś długość ok. 7 km w jedną stronę. Teraz trasa koni będzie się kończyć pod najwyższym polskim wodospadem - Wodogrzmotami Mickiewicza. Ci, którzy i tak wolą skorzystać z transportu do Włosienicy, będą mogli resztę trasem elektrycznym busem, jadącym zarówno od wodospadu, albo już od Palenicy Białczańskiej.

Konie będą więc pokonywały około 3 km zamiast 7 km. Najważniejsze jest jednak nie tyle skrócenie dystansu, ile wycięcie najbardziej stromego fragmentu. Powyżej Wodogrzmotów trasa jest zdecydowanie bardziej wymagająca.

Ale nie wiem, czy ktoś będzie naprawdę zadowolony

To raczej próba znalezienia kompromisu między dwiema stronami wieloletniego konfliktu, niż pójście na rękę którejś z waśnionych stron. Choć konie będą miały trochę lżej, to wciąż nie jest to zakaz używania koni do Morskiego Oka.

Obrońcy zwierząt niezmiennie będą uważać, że konie nie powinny ciągnąć wozów pod górę z turystami. Natomiast fiakrzy będą obstawać przy tym, że przewozy konne są źródłem dutków tradycją Podhala i to turyści ich chcą.

TPN i Ministerstwo Klimatu wybrały rozwiązanie pośrednie - konie zostają, ale nie będą pokonywać najgorszego kawałka trasy. Resort wprost podkreśla, że celem nie jest całkowita likwidacja transportu konnego, tylko odciążenie koni i pozostawienie ich na krótszym, łagodniejszym odcinku. Jednym słowem - świński remis.

Ja tymczasem wybieram rozwiązanie neutralne - własne nogi. I wszystkim, którzy mogą poruszać się o własnych siłach, polecam to samo. W góry się jedzie, żeby po nich chodzić.

Więcej wieści z Polski znajdziesz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.

Tagi: