Nowy SUV Porsche już jeździ. Niepotrzebnie płakaliście
Porsche testuje na Nurburgringu SUV-a mającego naprawić błąd, który szefostwu w Stuttgarcie nadal odbija się czkawką. Na razie auto wygląda jak poszerzone Audi Q5 z dziwnym gustem co do biżuterii. Na premierę jeszcze trochę poczekamy.

Na drogach wokół Nurburgringu przyłapano czarnego SUV-a, który z daleka wygląda jak Audi Q5, ale z bliska przestaje nim być. Błotniki poszerzono nakładkami w stylu „Hans, sprawdź tę nową drukarkę 3D”, z tyłu sterczą cztery końcówki wydechu, a pod podwoziem wiszą rzędy białych trójkątów.
Nie, Porsche nie wymyśla nowego języka stylistycznego (chyba). To prototyp testowy, a dziwne elementy mają pomóc w badaniu samochodu, zanim dostanie docelowe nadwozie.
Pod tym przebraniem jeździ muł testowy następcy spalinowego Macana. W doniesieniach motoryzacyjnych jest już określany jako Octan, choć Porsche oficjalnie tej nazwy nie potwierdziło.
Audi to nie wstyd, tylko oszczędność
Porsche nie przebiera prototypu w Audi dla żartu. Nowy SUV ma bazować na tej samej platformie PPC (Premium Platform Combustion) co najnowsze Audi Q5, więc wykorzystanie nadwozia kuzyna z Ingolstadt do testowania podzespołów jest całkiem sensownym rozwiązaniem. Pierwszy Macan również dzielił rozwiązania techniczne z Audi Q5, co oczywiście nie oznaczało, że oba auta były identyczne.
Już teraz widać, że Porsche chce nadać nowemu modelowi własny charakter. Poszerzone błotniki sugerują szerszy rozstaw kół, a więc potencjalnie lepsze właściwości jezdne. To zresztą jeden z elementów, które mają odróżnić nowego SUV-a od technicznego kuzyna z Audi.
Pod maskę mają trafić silniki spalinowe oraz hybrydy plug-in. Według doniesień branżowych można spodziewać się jednostek czterocylindrowych i V6, choć szczegółowa gama napędów nie została jeszcze oficjalnie przedstawiona. Na razie wiadomo jedno: Porsche nie zamierza już udawać, że każdy klient marzy o SUV-ie na prąd.
Liczby, które wywróciły strategię
W pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 roku Porsche dostarczyło 178 532 samochody, czyli o 16 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym znalazło się 51 025 chętnych na Macana – 27 996 w wersji spalinowej i 23 029 z napędem elektrycznym.
Jest w tym pewna ironia. Produkcja spalinowego Macana zakończyła się latem, a mimo to w pierwszych dziewięciu miesiącach roku dostarczono więcej egzemplarzy tej wersji niż bliźniaka na baterie. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o dostawach, a nie o produkcji czy zamówieniach. Samochody wyprodukowane wcześniej nadal trafiały do klientów.
Elektryczny Macan odpowiadał za około 45 proc. dostaw. Niby nie jest to wynik, który pozwala ogłosić klęskę elektromobilności, ale wystarcza, żeby zadać pytanie, czy rezygnacja z możliwości wyboru napędu była dobrym pomysłem.

Porsche samo zaczęło zadawać sobie podobne pytania. 7 października producent przedstawił nową strategię Sportwagenschmiede ’35. Zapowiedział w niej nowego SUV-a, który zostanie zaprezentowany w 2028 roku i będzie oferowany równolegle z elektrycznym Macanem. Do wyboru mają być napędy spalinowe i hybrydowe typu PHEV.
Nowy model ma zauważalnie wesprzeć sprzedaż i rentowność w 2029 roku, po rozkręceniu produkcji seryjnej rok wcześniej. To element szerszego planu poprawy wyników, obejmującego również ograniczenie kosztów, redukcję około 9000 miejsc pracy i obniżenie progu rentowności do poziomu poniżej 200 000 samochodów rocznie.
Plan ratunkowy Porsche nie opiera się więc na jednym benzynowym SUV-ie. Ale trudno nie zauważyć, że marka, która postawiła na elektrycznego następcę Macana, teraz szykuje dla niego spalinowego towarzysza.
Europa głosu nie miała
Spalinowy Macan zniknął z oferty w Unii Europejskiej w 2024 roku, ponieważ nie został dostosowany do nowych wymogów cyberbezpieczeństwa. Porsche uznało, że nie będzie modernizować modelu, który i tak miał zostać zastąpiony. W rezultacie w europejskiej ofercie został tylko elektryczny Macan, podczas gdy wersja spalinowa nadal była sprzedawana na wielu rynkach poza UE.
To właśnie na tych rynkach klienci mogli nadal wybierać między dwiema wersjami. Globalne dane dostaw pokazują więc, że spalinowy Macan wciąż miał swoich odbiorców, ale nie mówią nam, jak zachowaliby się europejscy klienci, gdyby mieli taki sam wybór.
Europa w tej sprawie nie głosowała, bo nawet nie dostała karty. Porsche podjęło decyzję za klientów, a teraz wraca do rozwiązania, które wybór napędu ponownie odda w ich ręce.
Dwa lata dziury w cenniku
Były szef Porsche Oliver Blume przyznał, że wycofanie spalinowego Macana było błędem. Jednocześnie tłumaczył, że przy ówczesnych danych i założeniach strategicznych decyzja wydawała się racjonalna. To dość elegancki sposób na powiedzenie: pomyliliśmy się, ale mieliśmy swoje przesłanki.

Rachunek za tę pomyłkę nie sprowadza się do samej liczby sprzedanych samochodów. Produkcja spalinowego Macana skończyła się latem 2026 roku, a prezentację następcy zaplanowano na 2028 roku. Dokładnego terminu rozpoczęcia dostaw jeszcze nie znamy, ale luka w ofercie jest faktem.
Dealerzy mogą więc przez pewien czas tłumaczyć klientom, że elektryczny Macan to przecież też Macan. Niektórzy to kupią, inni pójdą po coś, co ma rurę wydechową.
Nie wiadomo jeszcze, czy następca zachowa nazwę Macan. Doniesienia o Octanie sugerują, że Porsche może zdecydować się na nową nazwę, pozostawiając Macana elektrykowi. Jeśli tak się stanie, marka, która chciała uprościć gamę, będzie miała dwa SUV-y podobnej wielkości, ale pod różnymi nazwami. Oficjalnego potwierdzenia jednak nie ma.
Na razie przyszłość Porsche jeździ wokół Nurburgringu przebrana za Audi. Ma poszerzone błotniki, cztery końcówki wydechu i białe trójkąty pod podwoziem. Zanim dostanie własne szaty, musi jeszcze przejść testy. A producent musi mieć pewność, że tym razem nie pomylił się co do oczekiwań klientów.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.