REKLAMA

Polonez Truck Roy znalazł się w USA. Nie wiadomo jak, ale chce wrócić

Na facebookowej platformie sprzedażowej Marketplace pojawił się FSO Polonez Truck Roy. No i nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie dwie rzeczy. Pierwsza - jest w stanie idealnym. Druga - wystawiono go w Stanach Zjednoczonych.

Polonez Truck Roy znalazł się w USA. Nie wiadomo jak, ale chce wrócić

Polonez to największa duma polskiej motoryzacji - co tylko pokazuje, jakie samochody osobowe produkowano w naszym kraju. Eksportowano go też do całego mnóstwa państw świata - tak komunistycznych, jak i kapitalistycznych. Ale nigdy do Stanów Zjednoczonych. Mimo to jakiś egzemplarz jakimś cudem się tam znalazł.

To najładniejszy Truck Plus jakiego widziałem od dawna

Wystawiony na Facecbook Marketplace FSO Polonez Truck Plus Roy wygląda po prostu wspaniale - w ogłoszeniu napisano, że „Poldżer” przeszedł kompletną renowację nadwozia, w co bardzo łatwo uwierzyć. Zdjęcia przedstawiają go w stanie niemal wystawowym, z lśniącym turkusowym lakierem. Zadbano nawet o spód, nakładając nową powłokę antykorozyjną i montując nowy układ wydechowy.

Galeria: 4 zdjęcia
fot. Facebook Marketplace
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

We wnętrzu są dwa nieoryginalne elementy. Pierwszym jest radio, które zdaje się obsługiwać system Apple CarPlay. Drugim są fotele: skórzane, pochodzące z zupełnie innej parafii. Na moje oko pochodzą z Alfy Romeo 147, gdyż takowe pasują do Polonezów i czasem trafiają w ramach modyfikacji dokonywanych przez właścicieli.

Według ogłoszenia silnik został gruntownie odnowiony i - co tu dużo mówić - wygląda w komorze nieskazitelnie. Może nawet czyściej, niż gdy schodził z taśmy w Nysie. Jeżeli zaś chodzi o jednostkę samą w sobie, to stary, dobry "ochłap", czyli czterocylindrowa jednostka w układzie OHV. Tutaj mamy do czynienia z jedną z jego ostatnich iteracji, czyli odmianą o pojemności 1,6 l z wtryskiem paliwa, o mocy 76 KM.

Jak Maryla Rodowicz w szybie wentylacyjnym

Niestety, całości tego mema przytoczyć nie mogę, gdyż zawiera on słowa nienadające się do druku. A szkoda, bo idealnie opisuje moją reakcję na Trucka Roya w miasteczku Roselle w stanie Illionois w Stanach Zjednoczonych. Taki model, podobnie zresztą jak cała rodzina Polonezów, nigdy nie był eksportowany za Atlantyk. No chyba że ktoś to robi prywatnie - bo i takie kwiatki się zdarzają.

Amerykanie kochają pickupy, więc sprowadzenie akurat Poloneza Trucka dziwi najmniej. Niestety, sprzedający ukrył dane ze swojego profilu, więc nie wiemy, czy mamy do czynienia z Polakiem, czy chociaż osobą pochodzenia polskiego - ale trudno mi się spodziewać kogoś innego. No chyba że to faktycznie będzie ktoś inny - to wtedy bardzo chciałbym uścisnąć tej osobie dłoń, bo taka pasja do motoryzacyjnych dziwactw (mówiąc z perspektywy Ameryki) jest naprawdę godna podziwu. Ale raczej wygrywa pierwsza opcja, gdyż nasz Polonez ma w ogłoszeniu doklejone komputerowo polskie tablice rejestracyjne o numerach "DO LANSU".

Ach, zapomniałbym o najważniejszym - cenie. Tą można określić jako "polską", gdyż sprzedający chce za swojego Poloneza 13 500 dol., czyli równowartość ok. 50,7 tys. zł. Jak na Poloneza we względnie niepopularnej odmianie to normalna cena jak na polskim rynku. Natomiast jak na Plusa to drogo. A jak na dziwactwo kompletnie nieznane w USA? To raczej średnio.

Więcej o polskich samochodach przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.