REKLAMA

Prezes przeprasza za Omodę 5. To nie było tylko 600 samochodów

Yin Tongyue, szef jednego z największych chińskich koncernów motoryzacyjnych, osobiście przeprosił malezyjski resort przemysłu za kłopoty z Omodą 5, z której odpadła tylna oś. Akcja serwisowa obejmuje 8878 aut – ale żadnego z polskich egzemplarzy.

Prezes przeprasza za Omodę 5. To nie było tylko 600 samochodów
REKLAMA

6 października w malezyjskim Johor Bahru z jadącej Omody 5 z rocznika 2023 odpadła tylna oś razem z kołami. Nikomu nic poważnego się nie stało, zadziałała poduszka powietrzna. Przyczynę zdarzenia wciąż bada policja, a na zdjęciach obok uszkodzonego auta stoi motocykl i widać wgniecenia z prawej strony, więc nie da się wykluczyć kolizji.

REKLAMA

11 października malezyjski urząd transportu tymczasowo zawiesił homologację chińskiego modelu i wstrzymał rejestracje nowych egzemplarzy do czasu zakończenia audytu, który obejmie produkcję, montaż, kontrolę jakości, spawy i dostawcę osi. Sama usterka dotyczy spawów mocujących tylną belkę do nadwozia, które według producenta w skrajnych warunkach mogą pęknąć. Urząd poinformował, że zawieszenie zdejmie dopiero po wdrożeniu i technicznej weryfikacji środków naprawczych.

Prezes zgięty w pół to rzadki widok

Na pekińskiej konferencji 21 października Yin Tongyue, przewodniczący i prezes Chery, uderzył się publicznie w pierś. Potwierdził, że przeprosiny złożył osobiście, i zaapelował, by chińskie marki nie wchodziły na obce rynki po szybki zysk, lecz z myślą o zapuszczaniu korzeni, szkoleniu lokalnych kadr i z szacunkiem do miejscowego prawa. Brzmi to o tyle niepokojąco, że można to potraktować jak przyznanie, że dotąd tak nie było. Prezes zapowiedział też, że Chery będzie prowadzić w Malezji badania, produkcję i eksport.

REKLAMA

Gdy na początku października opisywaliśmy ten wypadek, pytanie było proste: czy koncern zrzuci winę na kierowcę, czy przyjmie ją z pokorą. Odpowiedź przyszła z samej góry, w formie publicznego ukłonu prezesa, i to nie byle gdzie, bo na branżowej konferencji przed konkurentami.

8878 aut i druga odsłona tej samej historii

14 października Chery Malaysia podało skalę akcji: 8878 aut marki Omoda w odmianach C i H, z bezpłatnym przeglądem i wymianą elementu tam, gdzie okaże się to konieczne. Nieoficjalnie mówi się też o rozszerzeniu kontroli na inne rynki azjatyckie.

REKLAMA

Właściciele mogą sprawdzić swoje auto po numerze VIN, a prawo do bezpłatnej naprawy przypisane jest do egzemplarza – także przy zakupie z drugiej ręki. Pierwszą partię części zamiennych już wysłano do serwisów, choć konkretnego terminu realizacji nikt nie podał.

W 2024 roku, również w Malezji, Chery wezwało do kontroli 600 egzemplarzy Omody, a wadliwe części znaleziono ostatecznie w 60. Winę zrzucono wtedy na źle skalibrowaną spawarkę po wymianie końcówki. Różnica skali mówi sama za siebie: z 600 aut zrobiło się 8878.

REKLAMA

Czy październikowy przypadek ma to samo źródło? Na razie nikt tego nie potwierdził, a zarówno producent, jak i media zastrzegają, że obu spraw nie należy ze sobą łączyć. Powtórka po dwóch latach stawia jednak pytania o jakość komponentów i nadzór nad dostawcami – a te przy chińskiej ekspansji wracają jak bumerang. Nic więc dziwnego, że prezes postanowił ratować sytuację nawet kosztem własnej reputacji.

Polskie Omody? Inna oś, inna bajka

Cała akcja dotyczy jednego z najpopularniejszych chińskich SUV-ów w naszym kraju. Klienci i właściciele nad Wisłą mogą być jednak spokojni – feralne egzemplarze z Malezji miały z tyłu zwykłą belkę skrętną.

REKLAMA

Nasza Omoda 5 od premiery jeździ na układzie wielowahaczowym, na który Malezja przesiadła się dopiero po zeszłorocznym liftingu, przy okazji zmieniając nazwę auta na Chery O5. Samochodów z polskiej dystrybucji akcja serwisowa nie ma więc potrzeby obejmować.

Yin sam przyznał, że zagraniczna ekspansja wymaga pokory, a marka, która uczy się tego kolejny raz na tym samym elemencie, powinna wziąć to sobie wyjątkowo do serca. W grę wchodzi w końcu nie tylko wizerunek, ale przede wszystkim bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA