REKLAMA

Chcą tankować olej spożywczy. Desperaci nie widzą wad

Wysokie ceny na stacjach paliw doprowadzają kierowców do skrajności, ale nie idźcie tą drogą. Za laniem oleju spożywczego zamiast diesla idzie zbyt dużo wad.

Chcą tankować olej spożywczy. Desperaci nie widzą wad

Czasy są trudne, Polacy szukają oszczędności na wiele różnych sposobów. Są jednak takie płaszczyzny, na których lepiej nie próbować oszczędzać lub przynajmniej nie w ten sposób. Mam na myśli tankowanie auta, bo ceny paliw ostatnio poszybowały w górę. Naprawdę myślicie, że jazda na oleju rzepakowym zamiast oleju napędowego ma sens? Silnik waszego auta chętnie powiedziałby, co myśli o tym absurdzie, ale nie ma jak, więc pozwólcie, że przemówię za niego.

Tankowanie auta olejem spożywczym ma wiele wad

Właśnie wymyśliłem nowy sposób sprawdzania ilorazu inteligencji. Osobie badanej wystarczy pokazać powyższe nagranie (lub jakiekolwiek, których w sieci pełno). Tu widać akurat dwójkę bohaterów chwalącą się laniem oleju rzepakowego do starego Mercedesa 190 zamiast oleju napędowego.

Jeśli filmik wywoła w badanym pozytywne emocje, bo „przecież ON na stacji kosztuje 9 zł, a olej spożywczy dwa razy mniej”, to test byłby oblany Jeżeli zaś reakcją będzie łapanie się za głowę, szok i niedowierzanie, próba zakończyła się wynikiem pozytywnym.

Wybaczcie, ale taka właśnie jest prawda. Osobiście wolałbym mieć w telefonie aplikacje wszystkich sieci stacji paliw i krążyć między nimi, by zawsze tankować z uwzględnieniem choć drobnej promocji niż lać do baku olej spożywczy, ale niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jakie wady za tym idą.

Więc dziś wam je wymienię

Warto zacząć od tego, że stosowanie oleju spożywczego zamiast oleju napędowego może wiązać się z nierówną pracą jednostki, spadkiem osiągów i zwiększonym zużyciem paliwa. Osoby popierające jazdę na oleju roślinnym pewnie spróbują zbić ostatni argument tym, że różnica będzie podobna do jazdy na LPG, którego też spala się zazwyczaj trochę więcej niż benzyny, ale koszt przejechania 100 km i tak jest niższy.

Cóż, ciekawe, czy tak samo powiedzą, gdy z samochodem nagle zacznie się coś dziać i oszczędność dwóch stówek miesięcznie stanie się rachunkiem u mechanika na kilka tysięcy złotych. Bo tak jak prosty leciwy diesel z mechaniczną pompą wtryskową jeszcze poradzi sobie z olejem spożywczym, to nowoczesna jednostka z Common Rail może łatwo ulec uszkodzeniu.

Lista głównych problemów zaczyna się od wysokiej lepkości oleju spożywczego. Jest on dużo gęstszy od oleju napędowego, zwłaszcza w niższych temperaturach, co sprawia, że gorzej przepływa przez układ paliwowy i słabiej rozpyla się we wtryskiwaczach. W efekcie silnik może mieć problemy z rozruchem na zimno.

Ponadto olej spożywczy nie spala się w silniku Diesla tak jak olej napędowy. Powstający w wyniku tego nagar i osad może z czasem zatykać filtr paliwa, powodować problemy z wtryskiwaczami i turbosprężarką oraz wpływać na pracę układu oczyszczania spalin. Co więcej, część niespalonego oleju może przedostawać się do oleju silnikowego i go rozcieńczać, pogarszając jego właściwości smarne.

Jest jeszcze kwestia prawna

Olej roślinny kupiony jako produkt spożywczy nie jest tym samym co paliwo, od którego zapłacono podatek. Jeśli wykorzystujecie go jako paliwo, w grę wchodzą przepisy akcyzowe. Osobiście nie chciałbym jeździć autem, które pachnie jak frytkownica i bać się, że policja zwróci na to uwagę przy przypadkowej kontroli.

Jazda na oleju spożywczym na pierwszy rzut oka brzmi jak prosty sposób na dużą oszczędność, zwłaszcza jak ma się starego diesla. Coś mi jednak mówi, że takim podejściem zabłyśniecie co najwyżej przy rodzinnym stole, a po cichu i tak każdy was wyśmieje. Cała ta wizja dużej oszczędności minie, gdy przyjdzie wam tłumaczyć się przed mechanikiem, któremu przyjdzie naprawiać uszkodzony silnik albo fiskusem, który nałoży na was grzywnę.

Zdjęcie tytułowe zostało wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji.

Więcej o silnikach diesla przeczytasz tutaj:

Damian Lewandowski
Redaktor

Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.