Policjanci mają prodiż. To bat na stare diesle
Policjanci postanowili wyposażyć się w nowe urządzenie, które budzi postrach wśród posiadaczy samochodów z silnikiem Diesla. Może i wygląda jak prodiż, ale jest groźniejszy.

Zawsze bałem się prodiża. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że to akie urządzenie, które wyglądało jak garnek, do którego wrzucało się różne rzeczy, a następnie się piekło. Powiedziałbym, że to piekarnik elektryczny, ale nie do końca, bo te miały inny kształt. Prodiże były źródłem wielu pożarów, często przypalały dania, ale miały jeszcze inną funkcję. Ich charakterystyczny biało-czarny kabel był doskonałym straszakiem dla dzieci. Mówiono, że jak się nie zaczną zachowywać, to ten kabel spotka się z ich pośladkami. Każdy się bał, mało kto dostał, a dzisiaj policja wraca do tych tradycji z PRL. Ma prodiż i poluje na kierowców starych samochodów. Nikt nie jest bezpieczny.
Policja ma prodiż, a kierowcy boją się tego kabla
Podkarpacka policja rozpoczęła akcję "Cichy i czysty Rzeszów". Chociaż nazwa kojarzy się z panami w białych kapturach, to nie o ludzi tu chodzi, a o spaliny. Celem akcji było ujawnianie i eliminowanie z ruchu pojazdów niesprawnych technicznie, a w szczególności tych, emitujących nadmierną ilość spalin do atmosfery i dźwięki przekraczające dopuszczalne normy. Obejrzyjcie sobie ten filmik z Toyotą Avensis z dieslem D4D.
Policjanci wzięli na cel pojazdy, które są za głośne i emitują zbyt dużo zanieczyszczeń. W trakcie kontroli pojazdu pod kątem nadmiernej emisji spalin, mundurowi weryfikowali stan układu wydechowego oraz rzeczywiste parametry spalin za pomocą specjalistycznego sprzętu, takiego jak dymomierze (dla diesli) i analizatory spalin. To właśnie ten prodiż. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, funkcjonariusze zatrzymywali dowód rejestracyjny pojazdu lub nie dopuszczali go do dalszej jazdy.

Powiecie, że taka akcja na pewno była szeroko zakrojona, że Rzeszów stał się czysty. No tak nie do końca. Skontrolowano 11 pojazdów - 10 samochodów i 1 motor (z premedytacją tak piszę). Z tego trzy samochody przekroczyły normy emisji spalin. W skontrolowanej Toyocie norma została przekroczona ponad 2-krotnie (z 3,0 do 7,05), w dostawczym Volkswagenie, prawie 3-krotnie (z 2,5 do 7,05). Największe przekroczenie mundurowi ujawnili kontrolując osobowego Volkswagena, w którym emisja spalin została przekroczona blisko 4,5-krotnie (z 0,6 do 2,71).

Niestety nie wiem, jaka to norma, co oznacza 3.0, 2.5 i 0.6, czy mowa o tlenku azotu, a może CO2? Nie zadawajmy tego typu pytań, bo możemy popsuć efekty. Policjanci zatrzymali trzy dowody rejestracyjne, a właściciele będą musieli naprawić auta i przejść ponowne badanie techniczne.

To wszystko marność
Klaszczę rękami i uszami za kontrolą wydechów, nie ma nic gorszego niż poranna dawka raka przyjęta z wydechu wiekowego diesla w złym stanie technicznym. Tylko sorry, ale 11 pojazdów, to nawet nie jest kropla w morzu, to ziarnko piasku na Saharze. Żeby takie kontrole miały sens, to trzeba byłoby je przeprowadzać codziennie w szerokim zakresie i w okolicach stacji diagnostycznych, tak żeby od razu zabierać uprawnienia diagnostom, którzy bezmyślnie podbijają przeglądy. Niestety to się nie wydarzy, a kierowcy nie będą bać się tego kabla od policyjnego prodiża.
Chciałbym, żeby policja przeprowadziła akcję Czysta Polska, ale obawiam się, że to się nie uda.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.