Znikną trzy odcinkowe pomiary prędkości. Nie otwierajcie szampana
Nagłówek o znikającym odcinkowym pomiarze prędkości działa na kierowcę jak zapach wolności. Wystarczy jednak zajrzeć do dokumentu, żeby ten zapach błyskawicznie się ulotnił.

Wielu z nas na pewno się zdziwiło na wieść o tym, że GITD będzie zdejmował kilka odcinkowych pomiarów prędkości. Ostatnie miesiące przyzwyczaiły nas do odwrotnych doniesień. A jednak kamery zdemontowane zostaną z obwodnicy Tarnowa, DK78 pod Gliwicami i obwodnicy Tarnowskich Gór. Nie trafią jednak na złom, tylko na autostradę A2, gdzie wkrótce pojedziemy 70 km/h. Sprzęt ma po prostu zmienić adres.
Postępowanie Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego nosi zresztą wszystko mówiący tytuł „Przeniesienie stacjonarnych urządzeń rejestrujących”. Nie są likwidowane, nie zostają wycofane ani nie trafią na złom. Zostaną spakowane i pojadą tam, gdzie zdaniem urzędu będą bardziej potrzebne.
Skąd, kiedy i co dokładnie
Pierwszy odcinek to obwodnica Tarnowa na drodze krajowej nr 94. Pomiar działa tam na obu nitkach, na odcinkach o długości niespełna 4,4 km, przy limicie 100 km/h dla osobowych i 80 km/h dla ciężarówek. Drugi to droga krajowa nr 78 między Wilczą a Nieborowicami na Śląsku, z ograniczeniem 90 i 70 km/h. Trasa kiedyś ważna dla jadących do Ostrawy, dziś zepchnięta do roli lokalnej przez A1.
Trzeci adres to południowa obwodnica Tarnowskich Gór na DK11. Odcinek pomiarowy ma tam zawrotne 990 m. Limity te same: 90 i 70 km/h. Kto przez ten pomiar przejeżdżał, ten wie, że da się go przeoczyć między jednym a drugim spojrzeniem w lusterko.
Oferty w przetargu można składać do 13 października 2026 roku do godziny 9:30, otwarcie zaplanowano na 10:00. Zwycięzca ma mieć na całą operację do siedmiu tygodni, choć sam dokument nie podaje terminu zakończenia postępowania.
Robota nie kończy się na odkręceniu kamer: trzeba usunąć całe konstrukcje, wykopać fundamenty i doprowadzić otoczenie do stanu, w którym nic nie będzie przypominać o dawnym lokatorze. To może wskazywać, że w dotychczasowe miejsca kamery już nie wrócą.
Dokąd pojadą
Zdemontowane urządzenia trafią na A2 między Warszawą a Łodzią, która właśnie wchodzi w rozbudowę obejmującą 92 km trasy, zakładającą trzeci pas na odcinku Łódź Północ – Pruszków i czwarty od Pruszkowa do Konotopy.
Autostrada nie zostanie jednak zamknięta. Prace będą prowadzone pod ruchem, przy dwóch pasach w każdą stronę i ograniczeniu do 70 km/h. Czyli na autostradzie pojedziemy wolniej niż drogą krajową, z której właśnie zdejmujemy kamery.

CANARD poinformował, że pomiar obejmie odcinek Dzierzgów – Niesułków, około 30 km w stronę Łodzi i 29 km w kierunku Warszawy, oraz rekordowy odcinek Koszajec – Michałówek o długości 48 km. Jeden zestaw trafi też na obwodnicę Gdańska, na S7 na wschód od łącznika z A1.
Z Tarnowskich Gór znika zatem 990 m kontroli, a na A2 powstaje odcinek o długości 48 kilometrów. Ten jeden fragment autostrady jest więc blisko pięćdziesiąt razy dłuższy od pomiaru, który właśnie likwidujemy. Bilans średnio korzystny dla kierowców.
Skuteczność tego rozwiązania bierze się z jego konstrukcji. Zwykły fotoradar mierzy prędkość w jednym punkcie, więc wystarczy zdjąć nogę z gazu na dwie sekundy i jechać dalej swoje. Pomiar odcinkowy liczy średnią między dwoma bramkami, a średniej nie da się oszukać krótkim hamowaniem. Kierowca musi jechać przepisowo przez cały odcinek albo zapłacić.
Na ile to zadziała?
Ciekawe natomiast, jak to ma działać na 48 kilometrach. Na tak długim odcinku nie tylko będzie kilka zjazdów, ale przede wszystkim można stanąć na którymś z MOP-ów. Toaleta, telefon czy parę minut na rozprostowanie kości i resztę trasy w praktyce można spędzić na wyprzedzaniu jadących z zadaną prędkością „maruderów”. Żeby to miało sens, musiałoby to być kilka pomiarów, gdzie każdy byłby odcinkiem ograniczonym zjazdem z obu stron.

Ale na to potrzeba dodatkowych przetargów i dodatkowych pieniędzy. A tych chyba zaczyna brakować, skoro zamiast dołożyć nowe urządzenia, GITD postanowił przenieść te, które już ma.
Innym scenariuszem jest to, że nagle w Tarnowskich Górach i Tarnowie jazda stała się absolutnie bezpieczna, a kierowcy przestali przekraczać prędkość. Mam swoje podejrzenia, która z tych opcji jest bardziej prawdopodobna.
Najciekawszy fragment tej historii to jednak stanowisko resortu. Jeszcze w lipcu wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec w odpowiedzi na interpelację poselską pisał, że odcinkowy pomiar nie znajduje zastosowania na odcinkach robót drogowych, gdzie organizacja zmienia się dynamicznie.
Teraz okazuje się, że na czas przebudowy A2 trafią tam właśnie takie pomiary. Urzędowa logika bywa mięciutka jak sweterek wyprany w Coccolino.
Mapa i tak gęstnieje
W skali kraju trzy zdemontowane zestawy to statystyczny pył. W Polsce działa już ponad 600 punktów automatycznej kontroli prędkości, a sieć CANARD rośnie dalej. W Warszawie odcinkowy pomiar ma zastąpić sześć fotoradarów na Moście Poniatowskiego, bo kierowcy przestali się nimi przejmować, a konserwator zabytków i tak chciał je zdjąć.
Wiadomość o likwidacji ma więc charakter lokalny. Mieszkańcy Tarnowa i Tarnowskich Gór faktycznie odetchną. Tyle że kosztem wszystkich tych, którzy dojeżdżają do Warszawy z zachodniej strony – oni zapłacą za to kilkudziesięciokilometrowym odcinkiem na autostradzie, po której i tak będą się wlec w zwężeniu.
Morał jest prosty i nudny, jak to morały mają w zwyczaju: jeździć zgodnie ze znakami. Wtedy przeprowadzki kamer można śledzić z czystej ciekawości, a nie z kalkulatorem mandatów w głowie.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.