REKLAMA

SOK sprawdzi twoją trzeźwość. Dostaną zbiór nowych uprawnień

Ponad osiem tysięcy policyjnych etatów stoi pustych. Zamiast je obsadzić, rząd znalazł ludzi gdzie indziej. Zgodnie z nowym projektem Ministerstwa Infrastruktury Straż Ochrony Kolei dostanie uprawnienia, o jakich dotąd mogła tylko pomarzyć.

SOK sprawdzi twoją trzeźwość. Dostaną zbiór nowych uprawnień

Według danych KGP latem tego roku w polskiej policji było 7,66 proc. nieobsadzonych stanowisk. Na początku maja liczba wakatów przekraczała 8 tys. przy 110 709 stanowiskach etatowych. Statystycznie jest lepiej niż dwa lata temu i policja ma prawo się tym chwalić.

Ja za to mam prawo zauważyć, że gdy ostatnio stałem na przejeździe i patrzyłem, jak trzy auta objeżdżają opadającą półrogatkę, radiowozu nie było. Nie dlatego, że policjanci są zbyt leniwi, tylko dlatego, że jest ich po prostu za mało.

Państwo mogłoby więc zrobić rzecz oczywistą: dosypać pieniędzy, podnieść prestiż, wyszkolić ludzi. Tylko to zajęłoby dekadę i kosztowałoby miliardy. Drugą opcją było znalezienie paru tysięcy osób, które już mają mundur i broń, już pracują w terenie, a następnie zmienić im zakres kompetencji. Zgadnijcie, która opcja wygrała.

3 tys. ludzi w poczekalni

W Straży Ochrony Kolei pracuje dziś około 3100 funkcjonariuszy, oddelegowanych do nadzorowania ponad 18 000 km torów. Formacja umundurowana, uzbrojona, ze ślubowaniem i stopniami. A jednocześnie z uprawnieniami, które przy policyjnych wyglądają jak drezyna przy Shinkansenie.

Zgodnie z art. 60 ustawy o transporcie kolejowym sokista może wylegitymować podejrzanego, ująć go i odprowadzić na komisariat, zatrzymać pojazd na terenie kolei, wystawić mandat i pójść do sądu. Do tego zamknięta lista sytuacji, w których wolno mu sięgnąć po środki przymusu bezpośredniego lub broń. Wszystko poza tym kończy się telefonem po kolegów z policji, którzy – jak wiemy – mogą przyjechać po kilku godzinach albo nie przyjechać w ogóle.

radiowóz na przejeździe kolejowym

Opublikowany 18 sierpnia projekt Ministerstwa Infrastruktury „delikatnie” tę listę rozszerza, dorzucając trzydzieści osiem nowych punktów. W opisie pada wprost, że chodzi między innymi o to, by nowe rozwiązania „odciążyły Policję”. Innymi słowy: skoro nie mamy policjantów, zrobimy policjantów z tego, co jest pod ręką.

Zmiany idą bardzo daleko

Już sama liczba dopisywanych punktów jasno wskazuje, że zmieni się dużo. SOK ma dostać cały wachlarz nowych uprawnień, w tym między innymi:

  • do kontroli ruchu drogowego na przejazdach kolejowo-drogowych, na obszarze kolejowym i w przyległym pasie gruntu;
  • do kierowania ruchem;
  • do badania stanu trzeźwości kierujących;
  • do uniemożliwienia jazdy komuś, kto jest po spożyciu alkoholu;
  • do przeszukania osoby, rzeczy i środka transportu;
  • do zaglądania w bagaże i ładunki;
  • do dostępu do CEPiK-u, PESEL-u i do Rejestru Dowodów Osobistych.

Do tego dochodzą kamery nasobne, drony i prawo do zestrzelenia cudzego drona, a także prawo do pościgu przez pola uprawne. Do katalogu trafiają też siatki obezwładniające i plecakowe miotacze substancji obezwładniających. A na deser nowe przesłanki do użycia broni palnej, w tym neutralizacja przedmiotu grożącego wybuchem i zatrzymanie pojazdu.

Nawet zażalenie na czynności sokisty ma trafiać do prokuratora – dokładnie tak jak w przypadku policji. Resort zresztą otwarcie uzasadnia to analogią do rozwiązań policyjnych. Jest tu tylko jeden zasadniczy problem: sokista policjantem nie jest.

Służba Ochrony Kolei jest jednostką spółki akcyjnej PKP PLK, nie organu państwowego. Pracownik SOK-u nie ma nawet statusu funkcjonariusza publicznego, a jedynie „przy wykonywaniu czynności służbowych korzysta z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych”. Nie przechodzi analogicznych szkoleń, nie podlega analogicznym konsekwencjom.

Formalnie to wciąż strażnik spółki kolejowej. Funkcjonalnie zmieni się w człowieka, który zatrzyma wam auto, sprawdzi trzeźwość, przeszuka bagażnik, wylegitymuje, wystawi mandat, a potem wystąpi przeciwko wam do sądu jako oskarżyciel. Niebieskie koguty na wyposażeniu już są. Państwu to najwyraźniej nie przeszkadza. Ważne, żeby liczby się zgodziły.

Mgliste granice

Cały ten projekt wygląda trochę jak akt desperacji. Oczywiście ministerstwo zasłoni się tym, że „czasy są niepewne, sytuacja jest napięta”. I trudno się z tym nie zgodzić. Tylko zdrowy rozsądek podpowiada, że potrzeba więcej ludzi, a nie więcej uprawnień.

Kodeks wykroczeń przewiduje minimum 2000 mandatu za wjazd na przejazd na czerwonym świetle. A większość i tak ma to gdzieś. Kiedy w Radomsku postawiono jedną kamerę Red Light, w pół roku wypluła setki mandatów. Pokusa na pewno jest. Tylko jak oddelegujemy SOK do pilnowania przejazdów i wlepiania mandatów, to kto będzie zajmował się „ochroną kolei”?

Widać tu też pewien niebezpieczny schemat. W maju rząd zapowiedział, że urządzenia na rogatkach będzie obsługiwać straż miejska. Teraz SOK ma dostać alkomat i dostęp do CEPiK-u. Co dalej? Uprawnienia do kontroli drogowej dostanie pani z okienka w urzędzie skarbowym, bo przecież też ma legitymację służbową?

Część z tych zmian ma szansę przynieść pozytywne rezultaty, ale nie udawajmy, że to reforma bezpieczeństwa. To po prostu swoista inwentaryzacja. Państwo sprawdziło, kto ma mundur, i dopisało mu całą listę nowych obowiązków i uprawnień. A wakaty jak świeciły, tak świecą nadal.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.