Tym Nissanem podbijesz miasto. Twingo to przy nim gigant
Nissan Dayz to mały kei-car, który jest jednym z najchętniej kupowanym modeli japońskiej marki w ojczyźnie. Właśnie przeszedł lifting, dzięki któremu pozostaje ciekawą propozycją do miasta - szkoda, że nie europejskiego.

Nissan Dayz zadebiutował w 2013 r. i jest owocem współpracy Nissana z Mitsubishi. Co ciekawe, technicznie jest bardzo blisko spokrewniony z modelami Mitsubishi o nazwie eK X i eK Wagon - oba auta powstają w tej samej fabryce należącej do spółki join-venture NMKV (Nissan Mitsubishi Kei Vehicle). Auto pojawiło się w 2019 r., przechodząc lifting w 2023 r. Zgodnie z dzisiejszymi standardami powinien już uciekać z rynku, ale zamiast tego dostał kolejny lifting. Cały czas ma się dobrze - to co takiego w nim drzemie?
Wersje specjalnie wyglądają miodnie
To autko o ustawowej długości poniżej 3,4 m i szerokości zaledwie 1,48 m. Mimo mikroskopijnych wymiarów jest zaskakująco przestronny dzięki bardzo wysokiemu nadwoziu i niemal pionowym ścianom kabiny. W ramach liftingu nieco odświeżono i uatrakcyjniono wygląd - głównie grill, zderzaki i detale stylistyczne.





Zmodyfikowano także listę wyposażenia, m.in. przywracając uprzednio wycofane wersje specjalne. Pierwszą z nich jest Highway Star Urban Chrome o bardziej bardziej sportowo-eleganckim nadwoziu, wyróżniając się m.in. atrakcyjnym designem obręczy felg, nakładkami na zderzaki, czy innym grillem. Drugą wersją jest Bolero, stylizowana na retro, z innymi felgami, czy szeroką ofertą pastelowych lakierów.


Układ napędowy - typowo
Zgodnie z przepisami dla kei carów, Dayz oferuje silniczek o pojemności 659 cm3, generujący 52 KM w wersji wolnossącej, lub 64 KM turbo, zgodnie z ustawowym limitem dla kei carów. Moc jest przenoszona na przednią oś, lub – co jest typowe, ale i piękne dla tamtejszego rynku – na obie osie, za pośrednictwem przekładni CVT.
Jeżeli ktoś wolałby czegoś bardziej "eko", to daleko szukać nie musi. Nissan Sakura, najlepiej sprzedający się elektryczny kei-car w Japonii, bazuje właśnie na Dayzie. Nissan po prostu zastąpił w nim silnik spalinowy, elektrycznym motorem.
Ale czy takie autko przeszłoby w Europie?
Wersja podstawowa Dayza kosztuje od 1 500 400 jenów, czyli od 34,8 tys. zł. Wersja z napędem 4x4 startuje od 1 677 500, czyli ok. 39 tys. zł. Maksymalnie doposażony mały Nissan będzie kosztować zaś 2 217 600 jenów, czyli ok. 51,5 tys. zł.
Moim zdaniem takie autko jak najbardziej miałoby sens w Europie. W centrach dużych miast byłby fantastyczny - ze swoimi niewielkimi rozmiarami będzie w stanie wjechać w każdą uliczkę i zmieści się na każdym skrawku miejsca parkingowego.
Problemem są jednak europejskie realia. Przy naszych normach bezpieczeństwa, wymaganiach dotyczących osiągów na autostradach i kosztach homologacji, taki samochód byłby stosunkowo drogi. Szkoda - kei-cary to jeden z tych samochodów, których nieobecności możemy żałować.
Więcej o Nissanach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.