REKLAMA

Na ten model klienci czekają rok. W Polsce nikt o nim nie słyszał

Nissan niedawno otworzył zamówienia na nową wersję luksusowego vana Elgrand. W krótkim czasie znalazło się ponad 6 tys. chętnych, co przerosło oczekiwania producenta, a dla niektórych klientów oznacza ponad roczny czas oczekiwania.

Na ten model klienci czekają rok. W Polsce nikt o nim nie słyszał

Niedawno miała miejsce premiera nowej generacji Nissana Elgranda. Jest uważany za jednego z najlepszych minivanów premium oraz najgroźniejszego rywala Toyoty Alphard. U nas ten segment jest niemal nieznany - obecnie mamy tylko jednego przedstawiciela w postaci Lexusa LX, bazującego na wspomnianej Toyocie, a szansę na jego poszerzenie mają producenci z Chin.

Wracając do Elgranda - w krótkim czasie zebrał on niezłą liczbę zamówień, szczególnie jak na tak drogie i duże auto. Warto przyjrzeć się bliżej, co oferuje tenże model.

Van jak kolej magnetyczna

Nowy Elgrand został całkowicie przeprojektowany, czerpiąc inspirację z japońskich pociągów magnetycznych, osiągających duże prędkości - maglev. Nadwozie łączy masywne proporcje z nowoczesnymi elementami wzornictwa, w tym grillem charakterystycznym dla marki.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Wnętrze koncentruje się na maksymalnym komforcie pasażerów - wykończono je skórą TailorFit, doprawioną elementami z palisandru. Przed kierowcą znajduje się pojedynczy zestaw ekranów, łączący 14,3-calowy zestaw wskaźników i 14,3-calowy ekran systemu multimedialnego. Co mnie osobiście podoba się najbardziej, do wyboru jest wykończenie w kolorze fioletowym.

Co typowe dla azjatyckich, luksusowych vanów, we wnętrzu znajdzie się miejsce dla czterech pasażerów w dwóch rzędach lub dla sześciu w trzech.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Najważniejsze jest tu jednak wyposażenie - topowa wersja wyposażenia obejmuje rozkładane fotele kapitańskie Zero Gravity z podnóżkami w drugim rzędzie, 64-kolorowe oświetlenie ambientowe, 22-głośnikowy system audio Bose (w tym głośniki w zagłówkach), drewniane wykończenia techniką Kumiko czy ekrany dla pasażerów z tyłu.

Jest i wersja drapieżna - ale tylko z wyglądu

Z ciekawostek można też dodać pewną, typową dla Japonii pozycję z listy wyposażenia. To pakiet stylistyczny Autech, który dodaje nieco animuszu i sportowego zacięcia. Owszem, w Europie też mamy coś takiego - ale w Japonii ma to znacznie dłuższą historię i można to mieć w niemal każdym modelu, z wyłączeniem tylko aut dostawczych.

Choć trzeba również dodać, że w przypadku Elgranda taki pakiet jest relatywnie powściągliwy - ogranicza się do zmodyfikowanej osłony chłodnicy z metalicznymi akcentami, poszerzonymi przednimi zderzakami z charakterystycznymi, niebieskimi światłami w technologii LED oraz 18-calowymi alufelgami.

Nissan Elgrand z pakietem Autech

Niestety, za ładnymi dodatkami nie nadążają osiągi. Elgranda we wszystkich wersjach napędza tylko jeden możliwy układ napędowy - to hybryda z nissanowskiej serii E-Power, będąca jednak w swojej istocie układem elektrycznym ze spalinowym przedłużaczem zasięgu. Funkcję generatora pełni 1,5-litrowy, trzycylindrowy silnik o mocy 138 KM. Auto zaś napędzają dwa silniki elektryczne, z których przedni generuje moc 202 KM, a tylny 134 KM - Nissan nie podaje łącznej mocy układu.

Sprzedaż przerosła oczekiwania

Według firmy nowy Elgrand otrzymał ponad 6000 zamówień w ciągu pięciu dni od rozpoczęcia przyjmowania zamówień. Japońskie media donoszą, że około połowa z tych zamówień dotyczyła najdroższych wersji wyposażenia tego modelu.

Jak się okazuje, zainteresowanie klientów przerosło oczekiwania producenta, co wpłynęło na przewidywany czas dostaw. Osoby zamawiające wcześniej będą musiały czekać na swoje pojazdy nawet do dziewięciu miesięcy, a ci, którzy złożą zamówienie później, będą musieli czekać na nie prawdopodobnie ponad rok.

W takich wynikach mogła pomóc cena - z europejskiego punktu widzenia brzmi jak żart albo błąd w druku. Cena podstawowego Elgranda w Japonii startuje bowiem od 6,897 mln jenów, co w przeliczeniu odpowiada kwocie 160,6 tys. zł. Natomiast za model w "pełnym tłuszczu" z pakietem Autech, trzeba przeznaczyć 8,257 mln jenów, czyli 192,3 tys. zł.

Dla porównania, podobny do Elgranda model - Lexus LM - w Polsce startuje z cenami od 699 900 zł. Nasuwa się tu jedno pytanie - gdzie popełniliśmy błąd?

Więcej o Nissanach przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.