REKLAMA

To miał być najszybszy diesel świata. Coś poszło nie tak

Trident to niewielki producent samochodów z Wielkiej Brytanii, który mógł dokonać czegoś niecodziennego. Stworzył on bowiem projekt supersamochodu z dieslem. Niestety, na fazie projektowej się skończyło.

To miał być najszybszy diesel świata. Coś poszło nie tak
REKLAMA

Najpiękniejsze rzeczy w motoryzacji powstają wtedy, kiedy ktoś stwierdzi "zróbmy coś totalnie bezsensownego, nielogicznego i sprzecznego z dotychczasowymi standardami". Nie dzieje się to szczególnie często, ale jak już się wydarzy, to trudno to wymazać z historii - nawet (a może i szczególnie), jeśli pomysł okaże się klapą.

REKLAMA

Takim pomysłem był Trident

Firma Trident powstała w latach sześćdziesiątych w Wielkiej Brytanii jako dziecko dealera samochodów TVR. Na początku produkowała auta wywodzące się właśnie z marki z Blackpool, zaczynając od niezrealizowaną przez pierwotnych twórców modelu TVR Trident - stąd też nazwa firmy. Po zawirowaniach właścicielsko-finansowych oraz kilku kolejnych zmianach siedziby, marka została rozwiązana pod koniec lat siedemdziesiątych.

Trident Iceni

Drugi rozdział w historii firmy zaczął się w 1999 roku. Nowy twór miał produkować samochód o nazwie Iceni - roadstera w klasycznym, iście brytyjskim stylu, choć z dziwnym pałąkiem biegnącym wzdłuż linii hipotetycznego dachu. Później Trident przygotował także odmiany Magna - zamknięte coupe, oraz Venturer - coś w rodzaju shooting brake'a.

REKLAMA

Wszystkie miały wykorzystywać tę samą koncepcję napędu. W 2014 roku Trident zapowiadał nawet sprzedaż wszystkich trzech modeli w ograniczonej serii, w cenie od około 96 tys. funtów.

Galeria: 2 zdjęcia
Trident Magna
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii
REKLAMA

A tym napędem był... diesel

Dokładnie tak, jak zaprezentowano w prototypie z 2007 roku, Trident Iceni miał być supersamochodem z 6,6-litrowym dieslem V8 z rodziny GM Duramax. To linia silników, która normalnie kojarzy się z wielkimi pick-upami i samochodami użytkowymi – Chevroletem Silverado, GMC Sierrą (w wersjach Heavy Duty) czy Hummerem H1. Trident wsadził ją do lekkiego samochodu sportowego.

W podstawowej konfiguracji moc miała wynosić ok. 400 KM, a moment obrotowy miał sięgać łamiących kręgosłup 950 Nm. W najbardziej ekstremalnej wersji miało to być nawet nawet 660 KM i 1424 Nm. Prędkość maksymalna tej najmocniejszej specyfikacji miała przebijać 300 km/h, a sprint od 0 do 100 km/h miał trwać 3,7 s.

REKLAMA

A przy tym miało być oszczędnie

Jednostka miała być spięta z sześciobiegowym automatem, przenoszącym siłę napędową na tył. Ale nie była to zwykła skrzynia - Trident opracował własną technologię określaną jako Torque Multiplication. Chodziło o to, żeby wykorzystać gigantyczny moment diesla i pozwolić silnikowi pracować na bardzo niskich obrotach. Trident twierdził, że przy 70 mph (113 km/h) silnik wykręca zaledwie 980 obr./min.

To miało dawać jednocześnie potężne przyspieszenie, a przy tym bardzo niskie obroty i niskie spalanie. Deklarowane spalanie wynosiło około 4,1 l/100 km przy prędkości 70 mil/h (113 km/h).

REKLAMA

Trident reklamował Iceni jako samochód, którym można przejechać około 2000 mil na jednym tankowaniu, czyli ponad 3200 km. Jednak nigdy nie zostało to potwierdzone przez niezależne testy.

Niestety, pozostał on w sferze marzeń

Mimo ambitnych planów i unikatowych pomysłów, auto nigdy nie weszło do produkcji. Powstało jedynie kilka egzemplarzy różnych wersji, głównie o statusie prototypu, na potrzeby salonów samochodowych i różnych innych prezentacji. Nie ma żadnych przekonujących dowodów na regularną produkcję i dostawy aut klientom.

REKLAMA

W 2017 roku założyciel Tridentu Phil Bevan powiedział Top Gearowi, że głównym problemem był brak finansowania. Firma działała bez kredytów bankowych i próbowała rozwijać samochód własnymi środkami.

Trident rozwijał samochód w czasach, kiedy diesel był jeszcze postrzegany jako technologia przyszłości, z niskim spalaniem i świetnym zasięg. Ale potem w 2015 roku wybuchła afera Dieselgate, przez co diesel z "ekologicznego rozwiązania" stał się technologią, której producenci zaczęli się pozbywać.

REKLAMA

Jeżeli chodzi o supersamochody - równolegle, w 2008 roku Volkswagen zaprezentował światu Audi R8 z silnikiem V12 TDI, znanym z SUV-a Q7. Ten również pozostał modelem koncepcyjnym.

Trident Iceni

Dzisiaj Trident wciąż jako-tako istnieje. Ich oficjalna strona również - co więcej, nadal przedstawia ona model Iceni, choć 6,6-litrowy diesel został już zastąpiony 3-litrowym turbodoładowanym V6 o mocy 500 KM, napędzanym biopaliwem.

REKLAMA

Firma twierdzi również, że nadal pracuje nad Magną, zmianami stylistycznymi i nowym układem napędowym. Gdyby auto w końcu wyszło, to naprawdę mógłby być najdłuższy okres przedprodukcyjny w historii motoryzacji.

Ale raczej się to już nie wydarzy.

REKLAMA

Więcej o supersamochodach przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.

REKLAMA
REKLAMA