REKLAMA

Najdziwniejsze nowe auta w Polsce. Chińsko-włoska terenówka to początek

Na polskim rynku oferowanych jest naprawdę wiele marek samochodów - o wielu z nich nawet nie wiemy. W ogłoszeniach na portalach pojawiają się jedynie pojedyncze sztuki od niezależnych dealerów lub prywatnych importerów. Postanowiliśmy zebrać kilka najciekawszych.

Najdziwniejsze nowe auta w Polsce. Chińsko-włoska terenówka to początek

Na polskich portalach dominują samochody marek niemieckich - zalewają nas tysiące Audi, BMW czy Volkswagenów. A co gdyby poszukać czegoś rzadszego? Oto kilka ciekawostek z polskich portali.

Nowy chiński maluch

Wcześniej w tym roku pisaliśmy wam o Sarini Lili - to chiński Wuling Hongguang Mini EV, przebrany za europejski samochód. No to właśnie doszedł do niego braciszek - Sarini Bentu, czyli Bestune Pony.

fot. Otomoto

Bentu jest - podobnie jak Lili - samochodzikiem elektrycznym, łapiącym się na homologację L7E. Napędza go silnik elektryczny o mocy 19 KM, zaś energia do jego napędu jest magazynowana w akumulatorach o pojemności 18,11 kWh. Na liście wyposażenia znajdziemy m.in. klimatyzację, poduszkę powietrzną i całkiem atrakcyjny zestaw multimediów. Cena wynosi 49 999 zł - czyli o dwa tysiące mniej niż Lili.

Minidodge

Zostając w temacie chińskiej motoryzacji, przechodzimy do czegoś większego. A dokładniej do kompaktowego SUV-a o nazwie SWM G01 Pro. Nie wiem, czy to moje kaprawe oko, ale nie potrafię odrzucić od siebie wrażenia, że z przodu przypomina nieco taką skurczoną odmianę Dodge'a Durango.

Marka SWM ma dość dziwną historię. Zaczynała lata temu we Włoszech jako producent motocykli, by w obliczu problemów finansowych zostać przejętą przez Chińczyków i zająć się SUV-ami. Model G01 Pro jest obecnie najdroższym w jej ofercie, choć wciąż nie wykracza poza segment C. Napędza go 1,5-litrowy silnik benzynowy o mocy 177 KM. Cena najdroższej odmiany wynosi 102 800 zł.

Chińsko-włoskich powiązań ciąg dalszy

Tutaj można umieścić dwa auta w jednej kategorii. Pierwszym jest Sportequipe 6 GT, czyli auto efemerycznej marki należącej do grupy DR Automobiles. To włoski koncern oferujący chińskie auta wykańczane we Włoszech - w przypadku 6 GT mamy do czynienia z Jetourem Dashing o nazwie "drużyna sportowa". Napędza go silnik benzynowy o pojemności 1,6 l, generujący 185 KM.

Drugim pojazdem w tym punkcie jest już nie SUV, a prawdziwa terenówka na ramie - i to o jeszcze głupszej nazwie. Marka ICH-X (wymawiane "iks") również należy do DR Automobiles i oferuje w Polsce model K2, będący w istocie Beijingiem BJ40. Auto ewidentnie stara się naśladować jeden z najbardziej kultowych samochodów w tym segmencie - Jeepa Wranglera. Z małą różnicą w postaci pasa przedniego, przypominającego współczesne Land Rovery.

Co nietypowe w przypadku chińskich samochodów osobowych, napędza go diesel - dwulitrowa jednostka o mocy 163 KM, mająca korzenie w konstrukcji Saaba. To jedno z najdroższych aut sprzedawanych przez DR - kosztuje od 224 tys. zł.

Dobrze, już dość tych Chińczyków

Wisienką na torcie jest coś naprawdę specjalnego - Ariel Atom. To brytyjska, drogowa wyścigówka, słynąca z niespotykanej mocy w stosunku do masy - jego najmocniejsze odmiany mają lepszy stosunek KM/t niż Bugatti Chiron. A kiedyś zniszczył twarz Jeremy'emu Clarksonowi.

Ariel Atom to jeden z najbardziej bezczelnych samochodów, jakie można legalnie mieć na drodze. Nie jest to klasyczny supersamochód. To właściwie rurowa rama z silnikiem, dwoma fotelami i odrobiną nadwozia, ważąca około 600 kg. Atom 4 korzysta z 2-litrowego silnika Hondy K20C, czyli jednostki znanej z Civica Type R. W ogłoszeniu podano 320 KM, 1996 cm3 i manualną skrzynię.

Jednak samo ogłoszenie jest trochę mylące, bo wygląda jak oferta używanego Atoma za 390 tys. zł, a w rzeczywistości sprzedający oferuje przede wszystkim zamówienie nowego Ariela Atom 4, z konfiguracją ustalaną przez klienta. Opis mówi o możliwości zamówienia fabrycznie nowego egzemplarza i odbiorze za około 12 miesięcy.

Cena również nie jest dokładnie podana - 390 tys. zł to jedynie wartość orientacyjna, która zależy od aktualnego kursu funta. Tak czy inaczej, wydatek jest całkiem spory jak na samochód bez absolutnie żadnych udogodnień. Ale jeżeli ktoś szuka najczystszych wrażeń, to lepszej oferty nie znajdzie.

Więcej przeglądów ogłoszeń znajdziesz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.