Szef Mercedesa przemówił. Guzik dostaniesz, a nie ekran
Ekrany we wnętrzu samochodów to kontrowersyjny temat. Mercedes, który jest jednym z liderów w ich wprowadzaniu, ustami swojego prezesa przyznał, że trochę się zagalopował.

Choć w pakowaniu wielkich ekranów na deski rozdzielcze przodują Chińczycy, to za europejskiego lidera można chyba uznać Mercedesa - niemiecka marka była w końcu pionierem w zamontowaniu trzeciego ekranu we wnętrzu, umieszczonego przed pasażerem. Jednak nie każdy popierał tę cyfrową rewolucją, w tym wielu klientów marki ze Stuttgartu.
Prezes posypuje głowę popiołem
Teraz prezes Mercedesa Ola Kallenius przyznaje, że branża motoryzacyjna mogła dać się ponieść eliminowaniu fizycznych elementów sterujących. W rozmowie z brytyjskim magazynem Autocar, Szwed przyznał, że Mercedes poświęca mnóstwo czasu na rozwijanie swoich interfejsów, żartując, że muszą być one na tyle proste, aby mógł je obsługiwać zarówno pięciolatek, jak i członek zarządu Mercedesa (co za różnica?).
Przyznał jednak, że producenci samochodów być może zbyt agresywnie forsowali cyfryzację kokpitu.

Kallenius stwierdził, że producenci za bardzo wybiegli myślami w przyszłość. Stworzyli technologię dla samej technologii, zapominając przy tym o kliencie. Jego marka przywróciła już fizyczne przyciski na kierownicy, a także ma nadal przywracać guziki tam, gdzie mają sens.
Ale ekrany jeszcze zostaną
Jeśli liczycie na to, że gigantyczne ekrany wkrótce znikną, to mamy złe wieści. Kallenius przyznał jeszcze, że branża jeszcze nie osiągnęła swojego szczytu w umieszczaniu wszędzie ekranów.
I z jednej strony (biorąc pod uwagę wcześniejsze słowa) oznacza to, że ekrany po prostu będą umieszczane we wnętrzu w harmonii z przyciskami, będą się uzupełniać. Ale z drugiej, powiem bez ogródek: gdzie u licha chcą jeszcze wsadzić te ekrany?
W tym momencie zacząłem sobie wyobrażać, że producenci chcą tworzyć wnętrza samochodów na modłę popularnego niegdyś programu Pimp My Ride (naznaczonego skandalami po emisji, ale to już inna historia).
Tam mechanicy wciskali ekrany wszędzie, gdzie tylko się dało: nie mówimy o amatorce typu zagłówki czy podsufitka, ale o boczkach drzwi, elementach karoserii, a nawet - nie potrafię utrzymać powagi jak tylko o tym pomyślę - na chlapaczach. To program nadawany w pierwszej dekadzie XXI wieku, ale wyprzedził swoje czasy o dobrych 20 lat.
Ale już tak na poważnie
Choć wielu kierowców krytykuje producentów za napychanie wnętrz ekranami, to trudno tu mówić o konsensusie - zarówno kierowców, jak producentów. Bo oprócz Mercedesa, swój sprzeciw co do pogoni za ekranami zadeklarowały m.in. Volkswagen i Hyundai. Natomiast organizacja badająca bezpieczeństwo - Euro NCAP - zapowiedziała, że od 2026 roku będzie premiować samochody, które mają fizyczne elementy sterowania dla podstawowych funkcji związanych z bezpieczeństwem.
Ale i są przeciwnicy takich decyzji. Tutaj na czele mamy Mazdę, której szefostwo twierdzi nawet, że ekran rozprasza uwagę mniej niż przyciski.
Mamy zatem spór, który na tym etapie wydaje się nie do pogodzenia. Bo ekrany nie są złe - świetnie sprawdzają się do nawigacji, wyświetlania obrazu z kamer 360, ustawień samochodu czy niektórych multimediów.
Ale klimatyzacja, regulacja głośności, ogrzewanie szyb czy wybór trybu jazdy to czynności wykonywane dziesiątki razy podczas prowadzenia i w takich przypadkach fizyczny przycisk po prostu wygrywa ergonomią.
Wychodzi zatem na to, że potrzebny nam kompromis - bez skrajności, tylko złoty środek.
A więcej o Mercedesach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.