Nowy samochód dla 14-latka. Nie pojedzie szybko, za to daleko
Ligier to jedna z najbardziej znanych marek mikrosamochodów. Jako lider na rynku takowych często pokazuje nowe rozwiązania techniczne. Najświeższą propozycją jest nowa bateria do elektrycznego modelu JS50, dzięki której może się pochwalić największym zasięgiem w swojej klasie.

Ligier to francuska marka założona przez byłego kierowcę Formuły 1, Guya Ligiera. Mimo motorsportowych powiązań twórcy, od lat specjalizuje się w produkcji mikrosamochodów. W jego ojczystej Francji są one bardzo popularne wśród nastolatków, seniorów i osób, które potrzebują niewielkiego pojazdu wyłącznie do jazdy po mieście.
Bo nawet nowa bateria nie pozwoli pojechać dalej
Ligier właśnie zaprezentował odświeżoną wersję topowego modelu JS50. Największą różnicą w stosunku do poprzedniej jest nowy zestaw baterii o nazwie B11 i pojemności 11 kWh, oparty na ogniwach typu LFP (litowo-żelazowo-fosforanowych). Może się on pochwalić aktywnym zarządzaniem temperaturą czy 5-letnią gwarancją.

Zwiększona bateria pozwala również na korzystanie z takich funkcji jak klimatyzacja i wspomaganie kierownicy bez znaczącego wpływu na zasięg. Swoją drogą, ten wzrósł do 164 km według normy WMTC dedykowanej mikrosamochodom, czyli osiągnął rekord segmentu. Ładowanie z domowego gniazdka do pełna trwa ok. 6 godzin.
Można się oczywiście naśmiewać, że nigdzie tym czymś nie dojedziemy - zresztą, za miasto to i tak strach - ale nie można odmówić progresu. Jeszcze kilka lat temu mikrosamochody elektryczne oferowały zasięg na poziomie 70-90 km, a trzycyfrowy zasięg był nieosiągalnym marzeniem.
Nawet jeśli gdzieś dojedziemy, to na pewno niezbyt szybko
W wersji zgodnej z kategorią L6e moc silnika to 7,6 KM, a prędkość maksymalna jest ograniczona zgodnie z prawem do 45 km/h. Wersja z homologacją rozwija 13,3 KM i osiąga prędkość maksymalną 75 km/h.
Tym, o czym warto wspomnieć w kontekście zalet JS50, jest jego mikry promień skrętu - wynosi on zaledwie 4,5 m. Auto ma także cztery hamulcowe tarczowe.
W parze ze zmianami od strony technicznej podążyły także poprawki na liście wyposażenia i w wyglądzie wnętrza. JS50 ma w pełni cyfrową deskę rozdzielczą z 10-calowym ekranem dotykowym, na którym obsłużymy multimedia z Apple CarPlay i Android Auto.
Na liście dodatków znajdziemy zaś system audio Pioneer, w pełni diodowe reflektory, kamerę cofania, klimatyzację automatyczną oraz skórzane fotele w wyższych wersjach wyposażenia. Wciąż jednak pojedzie nim zaledwie dwójka pasażerów.

Jak zawsze - jest drogo
Za JS50 w wersji B11 zapłacimy we Francji 16 790 euro. W przeliczeniu wyjdzie 72,6 tys. zł, czyli znacznie więcej, niż można się spodziewać za takie małe autko. Nawet tańsza wersja z dieslem jest bardzo droga - kosztuje 15 490 euro (67 tys. zł).
Dla większości kierowców w Polsce taki pojazd będzie miał niewielki sens – za podobne pieniądze można kupić pełnoprawny samochód segmentu A lub B, jak choćby Dacię Sandero czy Fiata Pandinę. I jasne, takie pojazdy można u nas spotkać, ale są zdecydowanie mniej popularne niż we Francji czy we Włoszech.
Pojazd kategorii L6e można prowadzić z prawem jazdy AM, czyli od 14. roku życia. Z tego powodu mikrosamochody bywają alternatywą dla skuterów - oferują dach, ogrzewanie i ochronę przed deszczem.

Ale u nas to i tak nie ma sensu. Jedyny klient, jakiego potrafię sobie wyobrazić, to bogaty ojciec, którego 14-letni Oskarek nie może przestać męczyć o samochód. Natomiast na rynkach takich jak Francja czy Włochy ma swoje uzasadnienie.
Tam mikrosamochody są elementem codziennego krajobrazu, a możliwość prowadzenia ich od 14. roku życia sprawia, że pełnią rolę czegoś pomiędzy skuterem a klasycznym autem.
Więcej o mikrosamochodach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.