Najtańsze nowe auto w Polsce zmienia się co kilka godzin. Sandero właśnie straciło koronę
Fiat? Dacia? Może coś chińskiego? Jakie samochody są obecnie najtańsze w naszym kraju? Jedno jest pewne - sytuacja zmienia się dość dynamicznie.

Niestety tym, którzy wciąż pamiętają samochody, którymi można było wyjechać z salonu za okolice 30 tys. zł - i to nie w ramach pierwszej wpłaty - trzeba przypomnieć: takich czasów już nie ma. Obecnie okolice 60 tys. zł to kwota, bez której nie ma co się w ogóle wybierać do salonu.
Pozostaje jednak pytanie - jaki jest obecnie najtańszy samochód w Polsce? Dacia Sandero? Fiat Pandina? A może coś zupełnie innego?
Zerknijmy na pierwszą piątkę najtańszych samochodów w 2026 roku. Zamiast jednak przeglądać teoretyczne cenniki, zobaczmy, co stoi na placach i ile faktycznie kosztują te tanie samochody.
Drobna uwaga - nie chodzi wyłącznie o pojedyncze najtańsze ogłoszenia. Musi się ich pojawić co najmniej kilka w zbliżonym przedziale cenowym.
Fiat Pandina - 55 490 zł i jest twój

Z taką ceną trudno dyskutować w jakikolwiek sposób. Tak, konstrukcyjnie Pandina - wcześniej Panda - jest autem mocno archiwalnym. Tak, litrowy silnik o mocy 65 KM nie dostarczy nas na miejsce podróży zbyt szybko. Tak, lista wyposażenia jest równie krótka, co lista mundialowych sukcesów naszej obecnej reprezentacji.
Z drugiej strony - to 55 tys. zł za nowe auto, z gwarancją, klimatyzacją i CarPlayem/Android Auto, a do tego ma dach i nie pada na głowę. Wiele więcej w tej cenie nie można wymagać, tym bardziej, że rywalem cenowym "od dołu" są raczej mikro-auta, a nie prawdziwe samochody.
Przy okazji - w segmencie nowych aut za 55-60 tys. zł Fiat Pandina nie tyle dominuje, co jest właściwie jedyną opcją.
Dacia Sandero - 61 990 zł i w standardzie LPG

Druga opcja pojawia się w momencie, kiedy odrobinę przekroczymy 60 tys. zł. Wtedy zaczynają się pojawiać Dacie Sandero, czyli auta większe, z mocniejszym silnikiem (1.2 122 KM), do tego od razu z LPG w komplecie. Oczywiście, w przypadku tego egzemplarza, żeby uzyskać dokładnie taką cenę, jak na obrazku, trzeba trochę pokombinować, ale w skrócie - mając ok. 60 tys. zł z haczykiem, można myślec o właśnie takim Sandero.
Niestety - choć zaskoczeniem trudno to nazwać - i tutaj nie ma co marzyć o wyposażeniu jak z bajki. Manualna klimatyzacja, jakiś ekran systemu pokładowego, tempomat i kierownica obszyta sztuczną skórą to w sumie wszystko, czego można oczekiwać.
Skoro jednak mowa była o najtańszych możliwych samochodach - to jesteśmy w ścisłej topce, więc chyba nikt nie miał wygórowanych życzeń.
Volkswagen Polo - 63 900 zł i nogi nie bolą

Dość fascynujący zwrot akcji. Po latach utrzymywania sytuacji, w której Polo może i jest dobrym autem, ale jest od większości konkurentów zdecydowanie droższe, najmniejszy Volkswagen nagle staje się jednym z absolutnie najtańszych aut na rynku. Do tego o ile Sandero z poprzedniego ogłoszenia miała tak na oko z 5 cen, w zależności od tego, ile mamy lat i gdzie pracujemy, tak Polo kosztuje tyle... tak po prostu.
Na cuda oczywiście nie ma co liczyć. Pod maską pracuje sobie niespiesznie 1.0 MPI o mocy 80 KM, łączony z 5-biegową przekładnią manualną. Po mieście pewnie w sam raz, w trasę raczej ze sporym zapasem czasowym.
Wyposażenie też znajdziemy tutaj raczej z kategorii "tego się spodziewałem", choć może z kilkoma bonusami. Jest tu m.in. klimatyzacja manualna, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, cztery głośniki, cztery złącza USB-C i - o dziwo - elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tyłu. Nie, to ostatnie wcale nie jest takie oczywiste w tym segmencie cenowym.
Ciekawostka: Fabia i Ibiza są przeważnie droższe.
Peugeot 208 - 67 790 zł i można przestać narzekać

Podobny przypadek jak z Polo - tutaj wręcz od premiery narzekano, że drogo, na co to komu i tak dalej. I proszę - 208 nie tylko został na rynku, przy coraz szybszym wymieraniu spalinowego segmentu B, ale też mieści się do top najtańszych aut w naszym kraju. Choć trzeba też uczciwie przyznać, że dobiliśmy już do prawie 70 tys. zł.
Na co możemy tutaj liczyć? Na uwielbiany przez tłumy silnik 1.2 100 KM, którego nazwę na wszelki wypadek w ogłoszeniu pominięto. Łączony jest z 6-stopniową przekładnią manualną i do tego niewielkiego nadwozia powinien być raczej wystarczający.
Lista wyposażenia jest krótka, ale dość konkretna. Jest manualna klimatyzacja, 10-calowy ekran, Bluetooth, "wspomaganie parkowania tyłem" i - o dziwo - podgrzewane przednie fotele. Bonusem są 16-calowe felgi stalowe. Po co? Pewnie nikt nie wie
Piąte miejsce jest dość skomplikowane
Zbliżając się do 70 tys. zł zaczyna się pojawiać coraz więcej ogłoszeń i coraz więcej różnych modeli. Przykładowo - tuż pod granicą 70 tys. zł znajdziemy m.in. Kię Picanto, Dacię Sandero Stepway, Hyundaia i10, Citroena C3, Suzuki Swift, Opla Corsę, Hyundaia i20, Leapmotora T03, Dacię Spring, MG3, Fiata 500 i Fiata Grande Panda.
Wybór, trzeba przyznać, bogaty, tym bardziej, że obejmuje nawet crossovery. Zakładam zresztą, że jeśli chodzi o preferencje współczesnych kupujących, to takie Picanto czy i10 ma niewielkie szanse na porwanie tłumów w zestawieniu z C3 czy Sandero Stepway.
Drugi wniosek może być taki, że owszem, można kupić dzisiaj nowe auto i za 55 tys. zł. Z drugiej strony - mając 70 tys. zł, możemy przebierać w ofertach i nie ograniczać swojego wyboru do pojedynczych modeli czy marek.
Chociaż mówienie komuś, kto uzbierał 55 tys. zł, żeby uzbierał jeszcze 15 tys. zł może nie być najlepszą poradą, więc niech będzie - król cenowy w tej chwili jest jeden. I jest to Fiat Pandina.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.