Przez lata obracania się w kręgu miłośników zabytkowej motoryzacji zauważyłem, że każdy ma własną definicję klasyka. Moja jest dość radykalna, ale postaram się ją obronić.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że mój zeszłotygodniowy tekst o zakończeniu przygody z graciarstwem spotka się z takim odzewem. Tymczasem odezwało się do mnie kilku znajomych, którzy mają nieco odmienne spojrzenie na tę kwestię. Swoje trzy grosze dorzucił nawet red. Reicher.
A ja postanowiłem jeszcze głębiej wsadzić kij w mrowisko i zabrać się za zdecydowanie bardziej bulwersujący temat, czyli próbę zdefiniowania, czym tak naprawdę dla mnie jest prawdziwy klasyk i dlaczego nie jest nim Skoda Felicia czy Daewoo Lanos.
Na początek wypada zbudować merytoryczne fundamenty
Dlatego zacznę od teorii i sięgnę do przepisów prawa. Polski ustawodawca okazuje się bardzo ostrożny przy tworzeniu definicji pojazdu zabytkowego. Zgodnie z ustawą z dnia 20 czerwca 1997 roku Prawo o ruchu drogowym brzmi ona:
Pojazd zabytkowy – pojazd, który na podstawie odrębnych przepisów został wpisany do rejestru zabytków lub znajduje się w wojewódzkiej ewidencji zabytków, a także pojazd wpisany do inwentarza muzealiów, zgodnie z odrębnymi przepisami.
Jeszcze inne określenie wprowadza ustawa z dnia 22 maja 2003 roku o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Dowiadujemy się z niej bowiem o istnieniu czegoś takiego jak pojazd historyczny, będący:
a) pojazdem zabytkowym w rozumieniu przepisów ustawy – Prawo o ruchu drogowym,
b) pojazdem mającym co najmniej 40 lat,
c) pojazdem mającym co najmniej 25 lat i który został uznany przez rzeczoznawcę samochodowego za pojazd unikatowy lub mający szczególne znaczenie dla udokumentowania historii motoryzacji.
Czyli każdy pojazd zabytkowy jest pojazdem historycznym, natomiast nie każdy pojazd historyczny jest pojazdem zabytkowym.
Ale zasadniczo wiele nam to do dyskusji nie wnosi, poza tym, że jako główne kryterium dla wskazania, czym jest klasyk, zarysowuje nam się wiek.
Nie inaczej jest także w przypadku regulaminów imprez dla zabytków organizowanych przez Polski Związek Motorowy. W przypadku bliskiego mi cyklu Mistrzostw Mazowsza Pojazdów Zabytkowych do rywalizacji dopuszczone są pojazdy wyprodukowane do 31 grudnia 1994 roku.
Z kolei regulamin Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych jest w tej kwestii o dziwo nawet bardziej liberalny, bo dopuszcza samochody wyprodukowane przed 2001 rokiem.
Ja nie jestem tak łagodny
Dla mnie granica między „klasyk” a „plastik” przebiega gdzieś w okolicach 1990 roku, kiedy modele wywodzące się z lat 80. stopniowo zaczęły być zastępowane nowszymi konstrukcjami.
Jest to jednak umowne rozgraniczenie, bo uważam, że istotniejsze od wieku są rozwiązania techniczne. Dlatego takiego Kadetta E jestem w stanie zaliczyć w poczet klasyków, ale już Astra F ląduje po stronie plastików. To samo chociażby z Golfami II oraz III.

W Kadecie E czy Golfie II nadal standardem w wersjach benzynowych był gaźnik, a wyposażenie przeważającej większości egzemplarzy było nader skromne. Co prawda zaczęły się już wtedy pojawiać znane do dziś i wciąż stosowane rozwiązania jak wtrysk paliwa czy ABS, ale na dobre upowszechniły się dopiero w następnej generacji obu wymienionych modeli.
Nie postrzegam takiej Astry F czy Felicii jako pełnoprawnego klasyka (mogę się co najwyżej zgodzić na określenie youngtimer), bo ich eksploatacja nie różni się zbytnio od jazdy ich współczesnymi odpowiednikami. Już wyjaśniam o co mi chodzi.
Taki Opel czy Skoda (zwłaszcza w wersjach po liftingu, z drugiej połowy lat 90.) ma silnik z elektronicznym wtryskiem paliwa, nie sprawia też kłopotu znalezienie egzemplarzy ze wspomaganiem kierownicy, ABS, poduszkami, a nawet klimatyzacją. Czyli w istocie oferują to samo, co nowa Astra czy Fabia, jeśli odjąć od nich całą „ekologię” i systemy bezpieczeństwa.
Ktoś, kto na co dzień jeździ współczesnym samochodem, w takim z okolic 2000 roku również się odnajdzie (choć może narzekać na zapach czy brak klimy), bo jego podstawowa obsługa właściwie niczym się nie różni. Nie trzeba samodzielnie ustawiać zapłonu czy regulować gaźnika, a odpalenia auta nie musi poprzedzać szukanie cięgna od ssania.
Sentyment to zupełnie inna kwestia
Rozumiem, że można kupić Golfa III, Matiza czy Corsę B, a później użytkować hobbystycznie, jeździć na zloty i ogólnie cieszyć się weekendowymi przejażdżkami, ale mówienie, że ma się klasyka tylko dlatego, że auto ma swoje lata, jest dla mnie nadużyciem.
Co innego, gdy mówimy o sentymencie. Sam mam na liście kilka aut, którymi byłem wożony przez rodziców oraz dziadków jako dziecko i którymi chętnie bym jeszcze kiedyś pojeździł. Ale w życiu nie postawiłbym np. takiej Sieny w jednej linii z moim W115.

Mógłbym pewnie jeszcze tak długo, ale wypadałoby w końcu dobić do brzegu i jakoś to wszystko zebrać w całość. Tak że w dużym skrócie – w mojej definicji klasyka mieszczą się co do zasady wszystkie auta sprzed mniej więcej 1990 roku oraz niektóre późniejsze, pod warunkiem, że zadebiutowały jeszcze przed tym rokiem, jako konstrukcyjnie starsze (w tym także polskie wozy pokroju Malucha czy Poloneza).
I to jest też według mnie grupa, która z automatu powinna spełniać kryteria rejestracji na zabytek.
Wszystko co nowsze to już youngtimery czy wręcz freshtimery. Samochody, które może i mają skończone 25 lat (albo i więcej oczywiście), ale są już na tyle nowoczesne, że jazda nimi niewiele się różni od współczesnych aut. I dlatego rozszerzanie katalogu zabytków o tego typu wozy jest dla mnie pomyłką, bo myli się klasyczność z sentymentem.
Możecie się rzecz jasna nie zgadzać z przyjętym przeze mnie rozróżnieniem – chętnie poznam wasze argumenty.
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.