To, co zaserwowała nam wczoraj Tesla, bardziej przypomina film z niebieskiej platformy niż motoryzacyjny pokaz. Przynajmniej efekt ma być ten sam.

Z pewną taką wrodzoną oziębłością traktuję motoryzacyjne prezentacje. Nie różnią się specjalnie od pokazu garnków dla sąsiadek zebranych u pani Krysi z parteru. Garnki jednak mają pewną przewagę: można je kupić i pełnią pożyteczną rolę. Tesla Roadster gotuje, ale kompletnie nic z tego nie wynika.
Elon Musk pokazał światu swój najwspanialszy samochód – Teslę Roadster. Ten samochód lata, ale świat może już wrócić do jedzenia zupy. Elon powinien się trochę bardziej postarać. Chciałbym zobaczyć, jak w końcu rozwiązuje jakiś realny problem, zamiast zabawiać nas latającymi samochodzikami.
Przed pokazem
Przed prezentacją Tesli Roadster chciałem wieszczyć, ale nie zdążyłem. Planowałem przewidzieć, co się wydarzy i co zobaczymy. Możecie mi nie wierzyć, ale chciałem napisać, że:
- Tesla Roadster będzie niezwykle szybka i w jakiejś wersji zejdzie do 1 s na setkę,
- ale będzie daleka od wersji produkcyjnej,
- pokaże coś imponującego, nadającego się do tłumnej podniety i opisywania,
- coś odrzutowego do niej przyczepią i pewnie oderwie się od podłoża choć na chwilę,
- ale nie zobaczymy zbyt wielu konkretów.
Sami możecie sprawdzić, z czym bym trafił, a z czym nie, czytając opisy tego auta i wydarzenia, najlepiej tu niżej:
A na razie przejdźmy do sensu (lub braku) tego całego pokazu.
Samochód dla dzieci
Wykazuję pewne zrozumienie dla marketingowych potrzeb producentów, akceptuję pewien poziom przesady, ale to, co zobaczyliśmy na pokazie Tesli, to jest prezentacja samochodu dla dzieci. To wszystko robiło wrażenie, ale jest tak średnio na poważnie. Żeby to zrozumieć, musimy sobie odpowiedzieć na kilka pytań.
Czy to będzie produkowane seryjnie, jak w miarę normalne auto?
Należy w to wątpić, szczególnie w rozpoczęcie produkcji w zapowiadanym 2028 r. Raczej należy wierzyć w jakąś niewielką serię dla kolekcjonerów, do odsprzedania za 10-krotnie wyższą cenę za 20 lat. Przypomnijmy, że rezerwacje przyjmowano już niemal dziewięć lat temu.
Czy będzie można tym latać?
Może po swoim podwórku tak. Żaden poważny kraj nie skupia się obecnie na zmianach w prawie umożliwiających latanie samochodami.
Czy to w ogóle lata?
Bardziej skacze na niewielkie odległości, a to różnica.
Jakie jest tego zastosowanie praktyczne?
Chyba nikt nie kryje, że żadne.
A może chociaż nastąpi transfer technologii do bardziej cywilnych modeli?
Niby których technologii? Jakie problemy technologiczne dręczące samochody elektryczne rozwiązuje ten pojazd lotniczy?
Czy akumulatory mają niezwykłą gęstość energetyczną?
Nie.
Czy auto ładuje się w jakiś nowatorski sposób?
Nie.
To może chociaż to zasysanie powietrza i przyklejanie się do podłoża jest perspektywiczne?
A czy istnieje problem z niedostatecznym przysysaniem się samochodów do podłoża? Może na torze wyścigowym tak.
To po co jest to auto?
A po co jest miś? Nie wiem, może po tylu latach wypadało już coś pokazać. I wypadło, że trzeba pokazać coś, co da się ubrać w dziecięce emocje. O, leci samochodzik, a ti tu jesteś, moje ty moje.
Technologia w próżni
Trudno powiedzieć, by Tesli wiodło się źle. Wręcz przeciwnie, mimo braku akceptacji dla dotychczasowych reguł motoryzacyjnego świata jej auta sprzedają się znakomicie.
Ale nawet Tesli trudno jest uciec od cyklu życia produktu. Każdy produkt, a auto jest produktem, potrzebuje rozwoju i zmian. A tego tej marce w końcu zacznie brakować. Teslę Roadster dostaliśmy trochę zamiast.
Dostaliśmy ją zamiast małej Tesli, zamiast nowych wersji modeli 3 i Y (innych niż wersja wyposażenia), zamiast technologicznych innowacji związanych z budową akumulatorów i procesem ładowania.
Lider aut elektrycznych i autonomicznej jazdy ciągle przoduje w sprzedaży samochodów elektrycznych, ale nie w rozwoju samej konstrukcji samochodów. Tesla Roadster jest technologicznym popisem, dość imponującym, ale kompletnie odrębnym od pozostałych samochodów.
Na widok Tesli Roadster możemy klaskać jak dzieci. Do niczego innego to auto nie służy. Ale hola, hola, przecież tak to można powiedzieć o wielu producentach hiper i super samochodów? Tak, ale oni faktycznie je produkują.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.