Jeśli dziś sobota, to Niemcy nie chcą elektrycznych samochodów
W niemieckim oddziale Lidla, kadra kierownicza będzie miała mniejszy wybór samochodów służbowych. "Góra" zadecydowała, że nie będzie można wybrać sobie modeli elektrycznych.

Niemcy są obecnie jednym liderów elektryfikacji w przemyśle samochodowym. Niemieccy producenci mogą się pochwalić szybko rozwijającą się gamą elektrycznych modeli, a i w kraju kupuje się coraz więcej aut. Stąd może dziwić pewna decyzja jednej z największych sieci supermarketów w tym kraju.
Kierownicy Lidla mogą zapomnieć o "elektrykach"
Jak podaje niemiecki magazyn Lebensmittel Zeitung, niemiecki oddział Lidla zdecydował, że kierownicy i część pracowników uprawnionych do samochodu służbowego nie będą już mogli wybierać aut elektrycznych, a dostępne pozostaną jedynie modele spalinowe. Jako oficjalny, podany przez sieć powód nie są osiągi czy zasięg, lecz… finanse. A dokładniej jest to niska wartość rezydualna - przewidywana wartość samochodu przy potencjalnej odsprzedaży po kilku latach użytkowania, np. po zakończeniu leasingu.
W ciągu kilku lat w Europie ceny używanych samochodów elektrycznych mocno spadły. Producenci obniżali ceny nowych aut elektrycznych, co też automatycznie obniża wartość używanych, a na rynek trafia coraz więcej poleasingowych aut elektrycznych. Do tego, szybki rozwój technologii sprawia, że starsze modele szybciej się starzeją w oczach kupujących, a wielu klientów nadal obawia się stanu baterii.
A dlaczego to jest problem?
Z punktu widzenia osoby prywatnej, pragnącej kupić sobie samochód elektryczny, to przecież dobre wieści - auta elektryczne są w końcu tańsze, czyli wszystko super. Ale dla dużych firm - a takową jest niewątpliwie Lidl - to sytuacja zgoła odmienna.
One bowiem bardzo często nie kupują samochodów na własność, tylko biorą je w leasing lub wynajem długoterminowy. A miesięczna rata zależy głównie od tego, ile samochód straci na wartości. To właśnie tę różnicę trzeba pokryć w ratach leasingowych - im niższa wartość rezydualna, tym wyższy koszt dla firmy.
Lidl akurat robi to trochę inaczej, ale wynik jest w zasadzie ten sam - oni kupują samochody na własność, ale po pewnym okresie eksploatacji je odsprzedają.
Osobowe nie mogą być elektryczne, ale ciężarowe - wręcz przeciwnie
Historia z tym nakazem jest o tyle zabawna, że na innej płaszczyźnie Lidl forsuje jak największą dekarbonizację. A dokładniej chodzi o samochody ciężarowe, rozwożące produkty do sklepów - ich flota musi być jak najbardziej elektryczna.
Przedstawia to pewien ciekawy obraz, który po chwili głębszego zastanowienia przestaje dziwić i można podpasować do wielu korporacji. Mianowicie - ekologia jest spoko, dopóki nie jest nieopłacalna.
Więcej o samochodach elektrycznych przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.