Ostatnie wydarzenia, czyli odkrycie, że ludzie ze świecznika to osoby, którym nawet nie chce się przeczytać tego, pod czym się podpisują, zmuszają nas do zadania pytania: jaka powinna być marka polska? Ta motoryzacyjna.

Nie jaka powinna być marka "Polska" — tym niech się zajmują ludzie w modnych okularach — tylko polska marka samochodowa. Jaka powinna być nasza marka, żeby budzić faktyczne zainteresowanie klientów? Jechać na patriotycznym sentymencie i szrotomotoryzacji z PRL-u i z dopiskiem "elektryfikacja" to nie sztuka. Sztuką jest stworzyć atrakcyjny samochód.
Wiadomo, że nie będzie nazywać się Izera, bo nie wolno brać niczego po poprzedniej ekipie rządzącej — takie są zasady. Wiadomo też, że partner wybrany do tego projektu potrafi zrobić wsad do samochodu elektrycznego. I jeszcze to, że powstaną trzy rodzaje SUV-ów średniej wielkości. Jaka powinna być polska nie-Izera, a jaka nie powinna być? Zapraszam do zabawy.
Polska marka nadchodzi:
Technologiczny popis - nie
Będziemy słyszeć, że ten projekt sięga tam, gdzie nikt nie sięgał, a jego nowoczesność wyprzedziła swoje czasy co najmniej o dwa raporty napisane przez darmową AI. To będzie cud techniki, elektroniki i informatyki, a mocą jego połączonych sił powstanie Kapitan Polska. Tak, niestety będzie. Tacy są politycy. Problem polega na tym, że to auto wcale nie musi być popisem.
Obecnie samochody w 90 proc. są takie same, bo muszą mieć to samo wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa. Trudno się tu przebić i w zasadzie nie bardzo trzeba, bo nikt nie czeka na żadne fajerwerki. „Chciałbym, żeby mój system monitorowania uwagi kierowcy był jeszcze bardziej uważny” — nie powiedział nigdy nikt.
Bardzo popularna u nas Dacia wręcz udaje, że jest prostym samochodem „bez tych wszystkich bajerów”. Tyle że też je ma, bo musi. Pokazuje to jednak, że ogromna rzesza klientów nie chce nowoczesności i się jej boi. Dobrze wie, że pod płaszczykiem nowoczesności wciskane są nam rozwiązania tańsze w produkcji, takie jak dotykowe panele, wykończenie typu piano black czy przenoszenie obsługi wszystkiego na ekran.
Polska marka musi oferować prostotę, a obowiązkowe elementy wyposażenia z zakresu bezpieczeństwa mają działać dobrze i powinny być łatwe do wyłączenia. Trzeba je po prostu kupić od dobrego dostawcy. W tym przypadku polska siła powinna się przejawiać w umiejętnym doborze towaru.
Oferta dla Polaka
Nie sztuka wprowadzić samochód na polski rynek. Chińczycy ciągle to robią. Sztuką jest wpasować się w oczekiwania klientów, a te nie zawsze są oczywiste. Tylko wydaje się, że niska cena załatwi wszystko. Już kilka marek się o tym przekonało.
Oferta wymaga namysłu. Wiem, że nie jest to szczególnie popularne wśród polityków żądnych sukcesu, ale jednak jest konieczne. Przemyśleć trzeba oczywiście wszystko, ale kilka prawd możemy wypisać bez większego zastanowienia:
- Napęd tego auta nie może być wyłącznie elektryczny, choć ma być wyłącznie elektryczny.
- Silnik spalinowy musi znaleźć się w ofercie, choć nikt tego nie planuje.
- Bez napędu hybrydowego nie da się na dłuższą metę sprzedawać auta spalinowego i nie płacić wielomilionowych kar.
Wydaje się to dziwacznym pomysłem, by samochód elektryczny miał być spalinowy, bo przecież zbliżamy się do 2035 r., gdy ma wejść zakaz wprowadzania do obrotu samochodów spalinowych. Partner wybrany do projektu nie dysponują nawet taką platformą.
Jest tu taki kłopot, że samochód elektryczny, mimo że jest napędem przyszłości, nie zapewni odpowiednio dużego zainteresowania. Najpopularniejszy producent aut elektrycznych na świecie sprzedaje u nas rocznie kilka tysięcy sztuk swoich pojazdów, po wielu latach istnienia i obecności na rynku.
Samochód polskiej marki musi oferować wybór, a jedną z dostępnych możliwości powinien być układ hybrydowy typu zamkniętego. Żeby wszystko ładnie wyglądało, można jeszcze pomyśleć o układzie typu plug-in, żeby fotowoltaiczanie się cieszyli. Sam napęd elektryczny to za mało, choć niewątpliwie ma zalety jeśli chodzi o możliwość dopłacania do zakupu, bo na to zezwala i do tego zachęca Unia Europejska.
Rozmyślania o klientach, czy oni na pewno chcą elektrycznego samochodu, można przerwać brutalnym pytaniem:
Dla kogo ma być to auto?
Dla Polaka — to pozornie oczywiste. Jednak liczenie na sprzedaż indywidualną w Polsce oznacza perspektywę niewielkiego wolumenu. Elektryczna marka przeznaczona dla Polaka będącego osobą fizyczną będzie marką niszową, a nisze trudno przedstawiać jako sukces.
Jeśli nasza marka, a właściwie jej samochód, ma być silnym produktem, niech lepiej będzie autem przeznaczonym do przewozu pasażerów. Szerokie dotarcie do ludzi zapewni pojazd nadający się do przewozów zamawianych przez aplikacje. Benzyna z instalacją gazową i przystępne finansowanie to prawdziwy przepis na sukces. Droga do niego wiedzie przez sprzedaż flotową, a nie przez upodobanie Kowalskiego do SUV-ów. Polska marka powinna trafiać przede wszystkim do flot, przeciętny Kowalski kupuje używane samochody. Nie jestem przekonany, czy zawiadującym tym projektem, dopuszczą do siebie taką myśl.
A części to do tego są?
Sam samochód to nie wszystko. Polska marka musi być wspierana przez sieć dostawców. Wie o tym dobrze rząd, bo już to zapowiada. Jest to ważne nie tylko ze względu na miejsca pracy, również poza regionem, w którym powstanie fabryka.
Ta marka musi hulać: mieć sieć stacji obsługi oraz magazyny części i zapewniać ich sprawną dostawę. Dostępność części i serwisów oraz krótkie czasy napraw są elementami rynkowego powodzenia w równym stopniu co samo auto. Tesla może nie być tu najlepszym punktem odniesienia, ale nie jest też wybitnie dobrym przykładem.
Wymyślcie coś, wymyślcie pieniądze
Samo auto ma niewielkie szanse rzucić nas na kolana. Może wyglądać lepiej albo gorzej. Coś może działać lepiej lub — niespodzianka — gorzej. Po prostu w 2026 r. trudno jest zaskoczyć ludzi czymś motoryzacyjnym, szczególnie gdy myśli się o aucie popularnym, a nie o Ferrari Luce. Powinniśmy raczej liczyć na wyjątkowo udany zestaw mocnych cech i możliwie mało słabych, bo stuprocentowego szału i doskonałości na pewno nie będzie.
Dlatego przydałoby się wymyślić coś świeżego poza samym samochodem. Wspaniała byłaby sieć tanich autoryzowanych stacji obsługi, ale to się nie wydarzy i niebezpiecznie pachnie PRL-em. Oferowanie ludziom tanich, profesjonalnych napraw nie mieści się w kompetencjach rządu ani chyba niczyich.
Dlatego przy wymyślaniu „czegoś dodatkowego” należy odwołać się do pieniędzy. Wszyscy wiemy, że to auto nie może być drogie. Jakiekolwiek rozczarowanie na tym polu zabije cały potencjalny sukces. Należy więc do niego dopłacać, co nie jest niczym niespotykanym w branży. Tylko dopłacajmy sprytnie.
Leasing socjalny
Trudno oczekiwać, by akurat nasi politycy wymyślili coś przełomowego w dziedzinie finansowania motoryzacji. Mogą się odwołać do zagranicznych rozwiązań. Francja pompuje pieniądze w swoich producentów aut elektrycznych poprzez system leasingu socjalnego. Zróbmy to i my.
Już w przypadku Izery pojawiały się głosy o nowych, atrakcyjnych formach finansowania. Rządzący wiedzą, że będą musieli do tego dopłacić, praktycznie wkładając ludziom pieniądze do ręki. Teraz nabrali już wprawy dzięki programowi NaszEauto. Polska marka musi się wyróżniać wyjątkowo niską miesięczną ratą lub opłatą za użytkowanie. Taką, żeby nie opłacało się nawet kupować roweru, a używane auto traciło sens.
A waszym zdaniem jaka powinna być polska marka? Moim zdaniem powinna być również spalinowa, w hybrydowym wydaniu. Ale to się nie wydarzy, będzie więc elektryczna. W takim razie polska marka samochodowa może być trochę dowolnym samochodem, ona bardziej musi być dobrą ofertą finansową i dobrym planem na użytkowanie pojazdu.
Zdjęcie głównie powstało z wykorzystaniem AI.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.