Używany Passat przegrywa z chińskim SUV-em. Liczby nie kłamią
Import używanych aut leci w dół czwarty miesiąc z rzędu, a październik był najsłabszy od lat. Handlujący samochodami z Niemiec tracą klientów na rzecz nowych chińskich SUV-ów w podobnym budżecie.

Jeszcze niedawno schemat był prosty: masz mało pieniędzy, ściągasz używane auto z Niemiec. Dziś ten odruch przestaje działać. Najnowsze dane Samaru pokazują, że import kilkuletnich aut z zagranicy przestał być pewnikiem, a w komisach zaczyna hulać wiatr.
W październiku polskie tablice dostało 77 426 sprowadzonych używanych aut osobowych i dostawczych do 3,5 tony. To o 9 proc. mniej niż rok wcześniej i – pomijając pandemiczne zawirowania – najsłabszy październik od 2015 roku. Co istotne, to nie jest jednorazowa anomalia: w ujęciu rocznym import maleje czwarty miesiąc z rzędu.
Niemcy tracą, Ameryka rośnie
Od początku roku do końca października sprowadzono łącznie 757 632 pojazdy – o 6,6 proc. mniej niż przed rokiem. Największym dostawcą wciąż pozostają Niemcy z udziałem 52,8 proc. całego importu, ale zza Odry przyjechało o 5,5 proc. mniej aut niż rok wcześniej. Dane pokazują kurczenie się niemal każdego kierunku – tąpnięcie zaliczyły też m.in. Włochy.
Jeszcze wymowniejszy jest trend liczony za ostatnie dwanaście miesięcy. W tym ujęciu wynik spadł do około 895 tys. sztuk, podczas gdy rok wcześniej przekraczał 956 tys. Z rynku wyparowało w ten sposób ponad 60 tys. samochodów, a to już nie statystyczna huśtawka, tylko odczuwalny ubytek na komisowych placach.
Na tym tle wyłamują się Stany Zjednoczone – import zza oceanu wzrósł o 3,8 proc. Zanim jednak zaczniecie planować wyprawę po auto do Wujka Sama, drobny szczegół: ściąganie nieuszkodzonego egzemplarza przez Atlantyk najczęściej się nie opłaca, a te tańsze miewają historię tak barwną, że na porównywalną sztukę z Europy nawet byście nie spojrzeli. Ameryka rośnie, ale od niskiej podstawy i nie dla każdego.

Nowy chińczyk kontra kilkuletni Niemiec
Druga strona równania wygląda odwrotnie. Nowe auta biją rekordy, a napędzają je między innymi chińskie marki. W październiku odpowiadały za 13,5 proc. rejestracji nowych osobówek, czyli mniej więcej co ósme auto, które wyjechało z salonu, miało paszport z Państwa Środka. Apetyt na dania kuchni chińskiej nadal rośnie.
I nie ma się co dziwić. Za 80-100 tys. zł można dziś dostać nowego chińskiego SUV-a z bogatym wyposażeniem i kilkuletnią gwarancją. W tym samym budżecie alternatywą bywa kilkuletni Volkswagen, często po bliżej nieokreślonych przejściach i z przebiegiem grubo powyżej 100 tys. km. Różnica między salonem a komisem stopniała do kilku, kilkunastu tysięcy.
Konkrety? Proszę bardzo. Autoryzowany dealer VW wystawił Passata Variant 2.0 TDI 200 KM 4Motion z 2023 roku: pierwszy właściciel, bezwypadkowy, z przebiegiem 132 681 km, za równe 100 000 zł. Woli ktoś benzynę? 1.5 TSI 150 KM z 2024 roku i przebiegiem 87 015 km, wystawiony za 106 700 zł.

Po drugiej stronie stoi nowe MG HS, którego wersja benzynowa z automatem kosztuje w cenniku 108 900 zł, a w podstawie i z manualem potrafi zejść do 99 900 zł, albo nowa Omoda 5 w cenie od 107 900 zł po rabacie. Trzy-, a za chwilę czteroletnie kombi z nalotem 130 tys. kontra SUV prosto z salonu, na gwarancji i bez cudzej historii w tle. Wybór nie jest już tak oczywisty i dane pokazują to coraz wyraźniej.
Do tego dochodzi jeszcze jeden szczegół: jeśli jest taka możliwość, klient wybiera gwarancję zamiast prestiżu. O tym, jak chińska oferta zamroziła rynek używanych aut premium, krążą już całe wątki na grupach. Siedmioletnie BMW za sto tysięcy potrafi wisieć miesiącami, bo obok stoi coś nowego za zbliżone pieniądze, z dużo bogatszym wyposażeniem i kilkoma latami spokoju.
Same Chiny to nie wszystko
Zrzucenie całej winy na Państwo Środka jest wygodne i pisze się samo. Dane pokazują jednak, że nie jest to takie zero-jedynkowe. Spadek importu to także efekt rosnących cen aut za granicą.
Coraz droższe jest też przygotowanie ich do sprzedaży, bo usługi mechaników, blacharzy i lakierników potrafią dziś pożreć niezły kawałek marży. Do tego rekordowe rejestracje nowych aut zasilają rynek wtórny krajowymi egzemplarzami.
Co ciekawe, handlarze pozostają niewzruszeni, a ceny w komisach ani myślą spadać. W październiku średnia cena używanego auta sięgnęła 51 461 zł, czyli o 313 zł więcej niż miesiąc wcześniej. Nawet mimo kurczącego się rynku. A może właśnie z tego powodu. Tak czy inaczej, wygląda na to, że branżę czeka zaciskanie pasa.
Dla kupującego z budżetem 20-30 tys. zł nic się nie zmienia, bo nowy chińczyk to nadal inna półka. Ale dla kierowcy planującego wydać nieco więcej decyzja faktycznie przestała być oczywista. Handlarze „perełkami” z Niemiec długo nie mieli konkurencji. Teraz mają ją w salonie obok, z gwarancją, czujnikami parkowania i wielkim ekranem w standardzie.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.