REKLAMA

Nowy Ford Mondeo wjeżdża na rynek. Superba zjada na śniadanie

Ford pokazał nowe Mondeo Sport Edition – to hybrydowy fastback o mocy 308 KM i zasięgu do 915 km. Brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe, prawda?

Nowy Ford Mondeo wjeżdża na rynek. Superba zjada na śniadanie
REKLAMA

Europejczycy pożegnali Mondeo w 2022 roku i od tego czasu mogą o nim tylko poczytać – najczęściej w relacjach z chińskich targów. Tak jest i tym razem. Na salonie samochodowym w Chongqing Ford odsłonił Mondeo Sport Edition, czyli wariant, którego nazwa obiecuje więcej emocji niż klasyczny sedan. Europejscy fani modelu mogą co najwyżej popatrzeć na zdjęcia.

Pod maską siedzi układ 2.0T EcoBoost E — turbobenzyna wspierana silnikiem elektrycznym. Łącznie daje 308 KM i, co ważniejsze, nie wymaga ładowania z gniazdka. Ford nie próbuje tu wygrać konkursu na największy akumulator. To po prostu klasyczna hybryda: tankujesz benzynę, jeździsz długo, nie szukasz ładowarki.

I rzeczywiście pali mało, a przynajmniej tak twierdzi producent. Średnie zużycie w cyklu WLTC podano na poziomie 5,99 l/100 km, a w trasie ma spadać do 4,64 l. Z tych wyliczeń Ford wyprowadza efektowną liczbę: 915 km teoretycznego zasięgu na jednym baku. To oczywiście wynik laboratoryjny, ale nawet po odjęciu marketingowej fantazji zapowiada się auto, które stację benzynową odwiedza rzadziej niż większość SUV-ów.

Stworzony na rynek chiński

Gabarytowo Mondeo dawno przestało być „średniakiem”. Nowa odsłona mierzy 4920 mm długości przy rozstawie osi 2945 mm, co plasuje go w górnej części klasy średniej – bliżej dużych limuzyn niż kompaktowych sedanów, z którymi kiedyś konkurował.

We wnętrzu to, co w Chinach obowiązkowe: ekrany i sztuczna inteligencja. Pokładowy system Sync Max napędza Snapdragon 8155, a asystent głosowy korzysta z dużego modelu językowego, więc teoretycznie można z autem pogawędzić, a nie tylko wydawać mu komendy. Do tego dochodzi kamera 540 stopni, pokazująca również to, co dzieje się pod podwoziem.

Cennik również jest chiński, czyli z perspektywy europejskiej wprost rozbrajający. Mondeo Sport Edition startuje od 209 800 juanów, czyli po przeliczeniu po kursie 0,54 – mniej więcej 113 300 zł. Wersja ST-Line, czyli ta lepiej wyposażona, to koszt 229 800 juanów, czyli około 124 100 zł. To ceny, które w Europie wyglądałyby jak pomyłka księgowego.

Żeby było jasne, o jakiej skali mowa: spójrzmy na duże auto segmentu D w postaci Skody Superb – mierzącej 4912 mm wobec 4920 mm Forda. Mondeo Sport jest co prawda wyraźnie wyższe i stylistycznie bliżej mu do modnych fastbacków niż do klasycznego liftbacka pokroju Superba, ale to chyba najbliższa analogia. W Polsce ceny za Superba zaczynają się od 148 000 zł w bazowej, 150-konnej wersji 1.5 TSI mHEV. A jeśli ktoś chciałby mocy zbliżonej do 308-konnego Mondeo, najmocniejszy Superb Liftback – hybryda plug-in o mocy 272 KM – kosztuje od 206 800 zł.

Chiński Ford w przeliczeniu byłby więc tańszy nawet od najtańszego Superba, a od jego najmocniejszej odmiany dzieliłaby go przepaść ponad 100 tysięcy zł – i to przy wyższej mocy. Tyle że to dyskusja czysto akademicka, bo jeden z tych samochodów po prostu do nas nie trafi.

Sama wersja Sport to zresztą rozwinięcie historii, którą Ford pisze w Chinach od dłuższego czasu. Pisaliśmy już o liftingu chińskiego Mondeo i o tym, że marka uparcie trzyma model przy życiu mimo kurczącego się popytu na sedany. Sport Edition dokłada do tego nowe nadwozie i mocniejszy, hybrydowy napęd – ale fundament pozostaje ten sam.

To może w przyszłości?

I tu dochodzimy do pytania, które zadaje sobie każdy fan marki: skoro takie Mondeo istnieje, to czy jest cień szansy, że wróci do Europy? Odpowiedź, niestety, brzmi: nie.

Ford ogłosił właśnie strategię „Ready-Set-Ford” i zapowiedział pięć nowych modeli osobowych dla Europy do 2029 roku. Na liście jest europejska wersja Bronco z napędem plug-in, mały elektryczny hatchback nawiązujący do Fiesty, elektryczny następca Pumy oraz dwa hybrydowe crossovery powstające we współpracy z Geely. Czego na tej liście nie ma? Sedana ani fastbacka klasy średniej. Mondeo nie pojawia się w planach ani jako nazwa, ani jako koncepcja.

Owszem, pojawiały się spekulacje o nowym sedanie Forda, ale dotyczą one rynku amerykańskiego i bliżej nieokreślonej przyszłości pod koniec dekady. Europa w tych planach dostaje SUV-y, crossovery i małe elektryki – wszystko, byle nie klasyczne, niskie nadwozie.

Zostaje więc patrzeć na zdjęcia z Chongqing i przełykać ślinę. Nowe Mondeo Sport Edition wygląda jak samochód z równoległej rzeczywistości: duży, mocny, oszczędny i relatywnie tani. Problem polega na tym, że ta rzeczywistość znajduje się w Chinach. Ford widzi przyszłość Starego Kontynentu w stylizowanych na terenówki SUV-ach, a nie w eleganckich fastbackach. Mondeo żyje – tylko nie tam, gdzie chcielibyśmy je oglądać.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.