REKLAMA

Przestałem tęsknić za dieslem. 1000 km na jednym baku

Przez lata uważałem, że nowoczesny turbodiesel to najlepsze źródło napędu dla sporego SUV-a. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że zmieniłem zdanie.

Nissan Qashqai e-Power
REKLAMA

W moich niedawnych tekstach o Suzuki Vitarze (tutaj oraz tu) pisałem, że pomimo różnych niedoskonałości tego auta, zawsze miło do niego wracam. Z SUV-ami Nissana miałem natomiast wręcz przeciwnie – jakoś nie mogłem się do nich przekonać, zwłaszcza że nasze relacje do tej pory były dość przelotne. Aż do czerwcowego długiego weekendu.

Przez ostatnie trzy lata „bożocielny” weekend oznaczał dla mnie udział w kolejnych edycjach Rajdu Koguta. Tegoroczną imprezę z różnych względów sobie odpuściłem, wybierając zamiast niej luźny wypad z rowerami nad Zatokę Pucką, podczas którego wyjątkowo nie towarzyszył mi żaden z moich gratów, tylko prasowy Nissan Qashqai z najnowszą wersją hybrydowego napędu e-Power. W tej konstrukcji za napęd kół odpowiada wyłącznie silnik elektryczny, a jednostka benzynowa pełni jedynie funkcję generatora ładującego baterię. Czyli to taki trochę…

Nissan Qashqai e-Power

Elektryk na sok z dinozaurów

Testowy Qashqai, jak przystało na egzemplarz z parku prasowego, był doposażony po kokardę, ale ja, jak przystało na mnie, w momencie odbioru auta nie zwracałem wcale uwagi na te wszystkie gadżety. W kontekście nadchodzącego wyjazdu bardziej interesowały mnie wskazania komputera pokładowego, które były więcej niż obiecujące – średnie spalanie na dystansie ponad 1400 km na poziomie zaledwie 5,5 l/100 km i zasięg przy zbiorniku zatankowanym pod korek wynoszący 853 km (jedno i drugie widoczne na zdjęciu głównym).

Teoretycznie więc wszystko mogło się udać – do przejechania miałem po 400 km w jedną stronę, czyli paliwa było tak na styk, z lekkim zapasem. Miałem przy tym świadomość, że podczas jazdy ekspresówką z dwiema osobami, bagażami i rowerami na pokładzie zasięg może zacząć szybko topnieć. W dodatku zanim przyszła pora wyjazdu, przez dwa dni nakręciłem Qashqaiem po mieście około 70 km. Spalanie nie przekraczało jednak 5,0 l/100 km, a zasięg przed wyruszeniem w trasę nadal utrzymywał się w okolicach 800 km.

Po przejechaniu dokładnie 401,5 km i dotarciu do naszego miejsca docelowego, średnie zużycie paliwa na odcinku Warszawa-Puck wyniosło 6,4 l/100 km, ale muszę zaznaczyć, że wynik ten został nieco zawyżony z powodu oberwania chmury, które złapało nas po drodze, a jak wiadomo jazda po mokrej nawierzchni zdecydowanie nie sprzyja oszczędzaniu.

Nissan Qashqai e-Power

Mimo to moje nadzieje na powrót do domu na tym samym zbiorniku wzrosły. Łącznie od tankowania mieliśmy zrobione 474 km, a komputer pokładowy obiecywał jeszcze 412 km zasięgu. Sumarycznie zbliżaliśmy się więc do 900 km na jednym baku. Nieźle.

Zbawienne korki na S7

Nawet najdłuższy długi weekend musi się kiedyś skończyć, więc w niedzielę nie pozostało nam nic innego jak spakować się i ruszyć w drogę powrotną do domu. Oczywiście na trasie S7 co i rusz czekały nas często nieuzasadnione niczym zatory, a czas dojazdu wydłużył się o niemal godzinę.

Korek na S7

Niczym po świeżo ukończonym kursie u trenera motywacyjnego, potraktowałem te korki nie jako problem, ale jako okazję. Okazję do tego, żeby za sprawą dużo wolniejszej jazdy obniżyć spalanie i dotrzeć do celu bez odwiedzania stacji benzynowej. Efekt na poniższym obrazku:

Nissan Qashqai e-Power

Na 408-kilometrowej trasie Puck-Warszawa hybrydowy Qashqai spalił średnio 5,4 l/100 km i po przejechaniu w sumie 882 km (ze średnią 5,8 l/100 km) był gotowy na jeszcze kolejne 109 km, zanim całkowicie osuszy bak.

Uznałem więc, że skoro dzięki korkom na S7 udało mi się wrócić znad morza bez tankowania, to teraz podniosę poprzeczkę i spróbuję dojeździć do 1000 km na wciąż tym samym zbiorniku.

To trzeba mieć silną psychikę

Żeby jeździć o kropelce, należy mieć psychikę niemal tak silną, jak niejaki Jarosław Psikuta bez s. Od momentu, gdy zasięg spadł poniżej 120 km, przy każdorazowym uruchomieniu auta witał mnie taki komunikat (plus dla Nissana za to, że zaznaczył, gdzie znajduje się wlew paliwa):

Nissan Qashqai e-Power

Uznałem, że nie ulegnę i kontynuowałem jazdę jak gdyby nigdy nic. A z racji, że znów zacząłem jeździć głównie po mieście, gdzie ze zużyciem paliwa schodziłem nawet poniżej 4,0 l/100 km, zasięg spadał wolniej, niż przybywało przejechanych kilometrów. Aż w końcu komputer pokładowy pokazał, że sumarycznie uda mi się pokonać ponad 1000 km bez tankowania.

Tankowanie - dystrybutor

Ostatecznie podjechałem pod dystrybutor, gdy licznik wskazywał dokładnie 1005,6 km, a w baku nadal miałem paliwo na jeszcze 24 km. Z czystej matematyki wydaje się to niemożliwe – przecież zbiornik ma 55 litrów pojemności, a średnie spalanie z całego dystansu wyniosło 5,6 l/100 km. Pamiętajmy jednak, że w chwili rozpoczęcia testu samochód był zatankowany pod korek, czyli dodatkowy litr czy dwa znajdowały się w rurze wlewowej oraz, rzecz jasna, w przewodach paliwowych.

Nissan Qashqai e-Power

No i efekt tego wszystkiego jest taki, że po tygodniu spędzonym z najnowszą ewolucją Nissana Qashqaia e-Power muszę zrewidować swoje dotychczasowe poglądy i skończyć z narzekaniem na to, że na rynku jest coraz mniej wysokoprężnych SUV-ów, skoro te hybrydowe potrafią już oferować zbliżone rzeczywiste spalanie oraz zasięg. Problem w tym, że ja bardzo nie lubię zmieniać zdania. Ale w tym przypadku chyba jednak nie mam wyjścia.

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-09T18:54:49+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T17:34:34+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T17:24:03+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T17:23:15+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T14:49:12+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T13:55:37+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T12:31:01+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T09:31:53+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T19:55:50+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T18:30:31+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T15:23:37+02:00
Aktualizacja: 2026-06-08T14:49:08+02:00