Wszystko, byle nie Ferrari Luce. Te auta utrą Włoszce nosa
Ferrari zawsze kojarzyło się z niesamowitymi osiągami, ale w elektrycznych czasach musi się liczyć z jednym - niekoniecznie będzie najszybsze na rynku. Rywale potrafią być szybsi i... wyraźnie tańsi.

Oczywiście Ferrari zawsze będzie Ferrari i inne marki są co najwyżej nagrodą pocieszenia. Do tego przyspieszenie od zera do setki to tylko niewielki fragment osiągów auta - mocno działający na wyobraźnie, ale odpowiadający wyłącznie za część doznań. Nie zmienia to jednak faktu, że imponujące 2,5 s do setki z Ferrari Luce, można mieć i w innych samochodach - a czasem może być nawet jeszcze szybciej.
Mercedes AMG GT 4-door Coupe - 2,1 s do setki

Mercedes na stronie tego modelu napisał, że "proporcje spotykają się z charyzmą". Trudno to zauważyć, patrząc na najnowsze wcielenie czterodrzwiowego AMG, ale jednego nie można mu odmówić - elektryczny super-krążownik jest absotrakcyjnie wręcz szybki.
Nie tylko rozpędzimy się nim do 300 km/h - o ile dopłacimy za odpowiedni pakiet - ale też pierwsza setka pojawi się na liczniku po 2,1 s. Samo auto może więc nie być najpiękniejsze, ale od strony inżynieryjnej jest absolutnym majstersztykiem i drogowym potworem.
Taycan Turbo GT z pakietem Weissach - 2,2 s do setki

Na dobrą sprawę to od Luce do setki szybsze będą aż trzy warianty Taycana - Turbo S (2,4 s, 973 000 zł), Turbo GT (2,3 s, 1 113 000 zł) i nagłówkowy Turbo GT z pakietem (2,2 s, 1 114 000 zł). Wariant GT ma przy tym ponad 1000 KM, Turbo S - skromne 952.
Oczywiście na konfiguracji dowolnego modelu Porsche można też dobrze popłynąć - samo lakierowanie pod zamówienie to od 44 do 100 tys. zł, ale z drugiej strony - szczególnie Turbo GT z pakietem Weissach jest już tak napakowane pod korek, że do ceny Ferrari raczej się nie zbliżymy.
Inną kwestią może być ewentualna utrata wartości - w końcu Ferrari na zawsze pozostanie Ferrari.
- Czytaj więcej: Najpotężniejsze Porsche w historii. Zgadnij, czego nie robi
Audi RS e-tron GT Performance - 2,5 s do setki

Niemieccy producenci mają jakąś obsesję na punkcie jak najdłuższych nazw swoich najszybszych samochodów i bliźniacze z Taycanem RS e-tron nie jest wyjątkiem.
Dobra wiadomość - Audi nie ma ceny Porsche. Za 925 KM i 2,5 s do setki zapłacimy tutaj więc "zaledwie" 770 200 zł. Brzmi jak promocja, jeśli zestawić identyczne osiągi z ceną nowego Ferrari - droższego ponad trzykrotnie.
Cayenne Turbo Coupe Electric - 2,5 s do setki

No nie są porywające te niemieckie nazwy aut, ale ponownie - osiągi to osiągi. I w przypadku Cayenne Coupe w wersji Turbo osiągi są zdecydowanie na miejscu, bo tego mastodonta rozpędzimy do setki w równe 2,5 s, korzystając z elektrycznego układu napędowego o chwilowej mocy maksymalnej 1156 KM.
Mało tego - jak na auto o takich osiągach, to elektryczne Cayenne jest wręcz zabawnie tanie. Za wariant bez dodatkowych opcji zapłacimy 740 000 zł, co jest jedną z najniższych cen w tym segmencie osiągów. Z wad: w palecie lakierów z jakiegoś powodu nie ma Crayona.
- Czytaj więcej: Nowy SUV Porsche oficjalnie. Teraz w końcu go kupisz
Porsche 911 Turbo S - 2,5 s do setki

W bonusie - coś spalinowego, co nie jest Ferrari albo Lambo. 6 cylindrów, 711 KM, 3,6 l pojemności skokowej i idealnie pasujące do zestawienia 2,5 s do setki. Do tego - tak jak Ferrari to Ferrari, tak 911 to 911 i nigdy nie wyjdzie z mody, a takie elektryczne Cayenne - już tak.
Problem? Pomijając ograniczoną praktyczność 911 w porównaniu do większości modeli z zestawienia - cena. Nie licząc żadnych dodatkowych opcji, za 911 Turbo S trzeba zapłacić minimum 1 373 000 zł, a możliwości podbicia tej ceny jest jeszcze sporo.
Chociaż akurat nie wątpię, że całkiem sporo osób bez zawahania wybrałoby takie 911 zamiast Luce. Nawet jeśli na rodzinny wypad trzeba byłoby wybierać, kogo się ze sobą zabierze.



















