Brzydszego Ferrari nie znajdziecie. Multipla przy nim to dzieło sztuki
Zanim zaczniecie czytać, zadajcie sobie pytanie, czy aby na pewno chcecie zobaczyć tego potwora. Jeśli tak, oto Daytona Shooting Brake Hommage, najbrzydsze Ferrari w historii.

Znawcy powiedzą pewnie, że po prostu nie potrafimy docenić kunsztu i wyjątkowego designu Daytony Shooting Brake Hommage. Być może tak właśnie jest, ale osób, które powiedzą, że to najbrzydsze Ferrari w historii też nie powinno zabraknąć. Czas poznać jego historię.













Ferrari Daytona Shooting Brake Hommage, czyli przyda się miska
Niels van Roij Design to holenderskie studio projektowe zajmujące się przebudową samochodów luksusowych na specjalne zamówienie, czyli tak zwanym coachbuildingiem. Od pewnego czasu pracowało ono nad współczesną interpretacją auta, które pierwsze kontrowersje wywołało już kilka dekad temu.
Była to Daytona Shooting Brake oparta na Ferrari 365 GTB/4 Daytona z 1972 roku. Dekady temu na zamówienie Boba Gittlemana, architekta i dewelopera z Florydy, zaprojektował ją Luigi „Coco” Chinetti Jr., syn Luigiego Chinettiego, jednego z bliskich współpracowników samego Enzo Ferrariego. Co ciekawe, jego dzieło czerpało natomiast inspirację z 250 GT SWB Breadvan, wyścigowego prototypu Giotta Bizzarriniego.
I to właśnie do Daytony Shooting Brake nawiązuje współczesny projekt Niels van Roij Design, nazwany dość podobnie, bo po prostu Daytona Shooting Brake Hommage. W tym wypadku bazę stanowiło dużo bardziej współczesne Ferrari 599 GTB Fiorano produkowane w latach 2006–2012.
Sam nie wiem, co o tym myśleć
Studio projektowe chwali się, że przy okazji tworzenia Daytony Shooting Brake Hommage musiało przygotować wiele nowych zewnętrznych elementów ręcznie formowanych z aluminium, dlatego ze zwykłego 599 GTB Fiorano zostały tylko drzwi. Ale najwięcej dzieje się z tyłu pseudo-kombiaka.
Projektanci postawili na stałą tylną szybę, dlatego mimo nadwozia shooting brake dostęp do bagażnika jest ograniczony. Aby z niego skorzystać, musicie użyć tylnych szyb bocznych otwieranych na boki. Wygląda to dość pokracznie, ale ma też swoje zalety, bo możecie wkładać tu przedmioty z obu stron.
Przód również nawiązuje do oryginalnej Daytony Shooting Brake, ale zamiast jednego długiego elementu ciągnącego się na jednej wysokości przez całą szerokość zdecydowano się go minimalnie przełamać po bokach, gdzie wkomponowano reflektory. Trochę dziwnie wygląda też emblemat umieszczony poniżej, który duży lepiej prezentowałby się na masce, albo z tyłu auta.









Gratulacje za odwagę
Podobnie jak w starej Daytonie Shooting Brake, projekt Niels van Roij Design nie zapomniał o dwóch dubeltówkach z tyłu, ale zamiast krążyć dookoła auta warto zajrzeć do środka, gdzie widocznie inspirowano się Toyotą Yaris z centralnie umieszczonymi zegarami.
Oczywiście żartuję, ale jaki tkwił sens w przenoszeniu tak pięknych analogowych zegarów na centralną część deski, gdzie kierowca będzie miał na nie jeszcze gorszy widok. Rozumiem, że to odniesienie do pierwowzoru, ale mogli to sobie darować.
Na kierownicy, podobnie jak na zewnątrz auta, nie znajdziecie też żadnych emblematów Ferrari, które akurat lubi przyczepiać się do osób wprowadzających modyfikacji do ich aut. Jeśli zastanawiacie się, ile czasu zajęło stworzenie tego projekt, spiszę z odpowiedzią. Według studia prace zajęły ponad 15 000 godzin, co daje 625 dni, czyli prawie dwa lata pracy bez ani jednej przerwy. To oznacza, że początki opracowania Daytony Shooting Brake Hommage mogły sięgać trzech, a może nawet czterech lat wstecz.
Mimo że auto urodą nie grzeszy, i z pewnością znajdą się tacy, którzy powiedzą, że Fiat Multipla jest bardziej atrakcyjny, z pewnością mamy tutaj do czynienia ze swojego rodzaju biżuterią na kołach i jedno jest pewne. Drugiego takiego auta jak Daytona Shooting Brake Hommage od Niels van Roij Design nie znajdziecie.
Więcej niecodziennych projektów znajdziesz tutaj:
Ukończył studia na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Na co dzień specjalizuje się w marketingu medycznym jako SEO writer i redaktor tekstu, ale to motoryzacja zajmuje specjalne miejsce w jego sercu już od najmłodszych lat. W wolnych chwilach rozwija pasję do fotografii, wykonując sesje zdjęciowe samochodów sportowych. W swoim portfolio ma dziesiątki współczesnych modeli Ferrari, Lamborghini i Porsche. Kocha lotnictwo, dlatego weekendami potrafi godzinami szybować po cyfrowym niebie.