REKLAMA

Paliwo dla Polaka po 6 zł, a dla Ukraińca 2,94 zł. To nie zdrada stanu

Pan poseł wrzuca do sieci jedną liczbę z pisma ministerstwa, dokleja tendencyjne pytanie o cenach paliw w Polsce i internet już się gotuje: okradają nas dla Kijowa. Proszę państwa, oto Matura to Bzdura, tylko w prawdziwym życiu.

Paliwo dla Polaka po 6 zł, a dla Ukraińca 2,94 zł. To nie zdrada stanu

Znów to samo. Wystarczy wziąć surową liczbę z urzędowego pisma, postawić obok ceny z pylonu na swojej osiedlowej stacji i zrobić z tego dowód na zdradę stanu. Gotowy przepis na kwaśne danie, a jednak „narodowi” internauci zajadają się nim, aż się uszy trzęsą. Tym razem w rolach głównych wystąpili: paliwo, Ukraina i magiczne 2,94 zł za litr, które ma odpalić, bo przecież przy dystrybutorze płaciliśmy dwa razy tyle.

Skąd te 2,94 zł?

Poseł Konfederacji, Andrzej Zapałowski złożył w Sejmie zapytanie o to, ile oleju napędowego i benzyny Polska wysłała Ukrainie w 2025 roku i ile za to dostała. Ministerstwo Finansów odpisało konkretnie: na Ukrainę trafiło 2 433 231 045 litrów paliwa, a ich wartość statystyczną oszacowano na 7 164 133 404 zł. Poseł podzielił jedno przez drugie i wyszło mu 2,94 zł za litr. Matematyka się zgadza. Dalej jest już tylko gorzej.

Bo to nie cena, po jakiej Ukrainiec tankował pod Lwowem. To wartość statystyczna z dokumentu celnego, którą samo ministerstwo opatrzyło zastrzeżeniem, że nie jest to cena transakcyjna ani kwota faktycznie zapłacona przez odbiorców. Zestawianie tej hurtowej wartości sprzed roku z ceną z pylonu to jak porównywać cenę mąki w młynie z bochenkiem w piekarni i krzyczeć, że ktoś cię okrada na wypieku.

Przypomnę dla formalności, że wszystko dotyczy 2025 roku, czyli przed wojną USA z Iranem, przed blokadą cieśniny Ormuz, przed ostrzeliwaniem rakietami krajów OPEC, przed CPN-em i generalnie całym rollercoasterem cenowym, na którym siedzą od kwietnia baryłki.

Cena to cena, c’nie?

Zajrzyjmy do środka tej hurtowej ceny. Wbrew legendzie hurtowa cena Orlenu to nie jest przepisana cena baryłki ropy. To notowania gotowych paliw w portach ARA, czyli w rejonie Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia, przemnożone przez kurs dolara do złotego, doprawione marżą rafineryjną i kosztami logistyki. A na to wszystko państwo dokłada swoje daniny, na które producent nie ma najmniejszego wpływu.

A te daniny to lwia część rachunku. Na tysiąc litrów oleju napędowego w 2025 roku składała się akcyza w wysokości 1160 zł, opłata paliwowa 436,07 zł na Krajowy Fundusz Drogowy, opłata emisyjna sztywne 80 zł oraz opłata zapasowa 43 zł od tony ekwiwalentu ropy, płacona za utrzymywanie rezerw na czarną godzinę.

Na końcu do sumy paliwa i wszystkich tych opłat dolepia się jeszcze VAT w wysokości 23 procent, naliczany również od zawartych już w cenie akcyzy i opłaty paliwowej. Podatek od podatku, bo przecież czemu nie.

A w Ukrainie paliwo tańsze

Dlaczego ukraińskie pylony pokazywały niższe ceny? Odpowiedź jest banalna, tylko trzeba chcieć jej poszukać zamiast wrzucać clickbaity na iksa.

Otóż dwie z tych danin w Ukrainie po prostu nie istnieją. Opłata paliwowa (w 2025 roku 44 gr z każdego litra diesla i 20 groszy dla Pb) oraz opłata emisyjna (wynikająca z ustawy Prawo ochrony środowiska – 8 gr na litrze niezależnie od paliwa) po zsumowaniu dają twarde 52 gr doklejane do litra oleju napędowego i 28 gr dla benzyny. Ukraina, jako kraj spoza Unii, opłaty emisyjnej nie zna w ogóle, a akcyzy ma znacznie niższe. Do tego niższy (wówczas) VAT.

Kiedy policzmy pełną akcyzę, opłatę paliwową, emisyjną i VAT, to okazuje się, że przy dieslu (który w grudniu 2025 kosztował średnio 6,09 zł) około 2,82 zł z każdego litra to danina odprowadzana do budżetu. Polskiego budżetu, z którego panowie posłowie ciągną uposażenie.

Blisko połowa każdej złotówki zostawionej na stacji nie idzie na ropę, rafinerię ani nawet marżę pana z pistoletem, tylko prosto do skarbówki. Dlatego gdy ropa na świecie taniała, cyferki na pylonach potrafiły ledwie drgnąć. A dodatkowo kurs dolara lubi psuć zabawę.

Panowie posłowie, posypcie się brokatem

Najzabawniejszy w tej historii jest fakt, że tę inbę kręcą posłowie „wolnorynkowej” Konfederacji (a przynajmniej od nich się zaczęło). A więc przedstawiciele partii, która obiecuje, że pościna wszystko, obniży wszystko, wolny rynek i bogactwo, nie rozumieją ani struktury cenowej, ani – co najlepsze – tego, jak działa hurt i czym różni się od detalu.

Bo otóż pan poseł Wipler zestawia zamówienie dla kraju, który odbiera paliwo milionami litrów w cenie bez detalicznych narzutów, marży stacji i połowy fiskalnego balastu, z własnym tankowaniem. Ukraina w 2025 roku odebrała prawie dwa i pół miliarda litrów, czyli jakieś czterdzieści milionów baków osobowego diesla. Pan poseł natomiast zaczepnie deklaruje, że on też „kupi dowolną ilość”. Litości!

Panie pośle, mam dla pana kolejną zdradę. Wiosną 2026 roku rolnik z Opolszczyzny rozpoznał w jednej z sieci własne ziemniaki (po numerach serii i certyfikatach). Skup (nasz skup – polski) wycenił mu je po 20 groszy za kilogram. Na półce zaś leżały umyte i eleganckie, po jakieś 4 zł. Znów okradają Polaków!

Jakoś tutaj akurat większość (może oprócz Konfederatów) rozumie, że między polem a paragonem stoi cały łańcuch marż, pośredników i opłat dodatkowych. Przy paliwie ta sama oczywistość nagle znika, a winna zostaje Ukraina.

Orlen nie płacze, pan poseł płacze za niego

Najlepsze na koniec. Sam Orlen policzył, że polska cena hurtowa bez danin i opłat, skalkulowana dokładnie tak jak ukraińska, wynosiła wtedy 2,84 zł, czyli o 10 gr mniej niż słynne 2,94 zł. Koncern na sprzedaży za wschodnią granicę nie tracił, tylko zarabiał, bo w kraju hurt schodził taniej niż na eksport. Cała narracja o okradaniu Polaka rozbija się o jedną banalnie prostą tabelkę.

Nie pierwszy raz widzę ten sam mechanizm i pewnie nie ostatni. Zdradzieccy rządzący okradają Polaka, a w spisek uwierzyć łatwiej niż w podstawowe mechanizmy rynkowe obowiązujące od dekad.

A najprostsza prawda jest bolesna i nudna zarazem: nie płaciliśmy sześciu złotych, bo ktoś litował się nad Ukrainą, tylko dlatego, że blisko połowę każdej złotówki zabierał nasz polski fiskus. Biało-czerwony.

Zlikwidować? No pewnie, chętnie – tylko najpierw niech pan poseł wyliczy, czym załata tę monstrualną dziurę w budżecie. Idę wstawić popcorn.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.