Otrzyjcie łzy po CPN. Minister nie mówi nie
Właśnie usłyszeliśmy, że pakiet obniżający ceny paliw może wrócić – i to nie jako obietnica, tylko jako rządowy plan awaryjny. Minister energii nie zamknął drzwi. Zostawił je uchylone, żeby móc spoglądać na Bliski Wschód.

Miłosz Motyka stwierdził, że jeżeli dojdzie do radykalnej eskalacji na Bliskim Wschodzie, rząd znów pomyśli nad działaniami osłonowymi – a więc nad powrotem do mechanizmu, który przez kilka miesięcy trzymał ceny na dystrybutorach w ryzach.
Minister nie wykluczył reaktywacji pakietu CPN. Dla polskich kierowców to taka polisa ubezpieczeniowa. Powiedział też, że na razie wszyscy powinniśmy się cieszyć względnym uspokojeniem na rynku.
Nie wiem, czy to tylko moje przeczucia, ale „na razie” i „względne uspokojenie” brzmi trochę jak cisza przed kolejną burzą na fakturze.
Przypomnijmy, jak to działało. Pakiet zbił VAT na benzynę i olej napędowy z 23 do 8 proc., ściął akcyzę do unijnego minimum i wprowadził mechanizm cen maksymalnych, ogłaszanych codziennie przez ministra energii.
Program ruszył pod koniec marca, a jego podstawą były ustawy podpisane przez prezydenta dosłownie w locie – na pokładzie samolotu do USA. Na każdym litrze robiła się z tego oszczędność rzędu ponad złotówki.
Potem przyszedł czerwiec i ta mięciutka kołderka zaczęła być sukcesywnie zwijana. VAT wrócił do 23 proc., ceny maksymalne zniknęły, a 1 lipca podwyżki na pylonach sięgnęły około 1 zł na litrze. Z dnia na dzień.
Kierowcy poczuli to od razu, bo lipiec i sierpień to sezon, w którym pół Polski stoi na obwodnicy Bydgoszczy albo Nowego Targu z bakiem na rezerwie.
Chwila oddechu
Według analityków w tym tygodniu ceny miały lekko spaść: benzyna 95 średnio do 6,73 zł/l, a olej napędowy do 6,88 zł/l. Obniżka rzędu kilku groszy to efekt w miarę stabilnych notowań ropy oraz paliw gotowych na europejskim rynku.
Skąd więc ta ministerialna czujność? Bo Donald Trump ma pamięć złotej rybki i temperament nastolatka w samym środku burzliwego okresu dojrzewania.
Wystarczy jedno zaostrzenie sytuacji w cieśninie Ormuz, przez którą płynie znacząca część światowego transportu ropy, i notowania surowca znów poszybują w kosmos, zanim zdążymy dolać do pełna. Rząd to wie, dlatego zamiast chować pakiet do archiwum, trzyma go w szufladzie jak gaśnicę – oby nie trzeba było używać, ale niech leży pod ręką.
Jest w tym też druga, mniej sympatyczna prawda, która tłumaczy, dlaczego ministrowi nie spieszy się do otwierania tej szuflady. Powrót CPN oznaczałby powrót kosztu, który liczono w miliardach miesięcznie – według resortu finansów około 1,6 mld zł na miesiąc.
To rachunek, który dziś płacimy wszyscy z jednej kieszeni, żeby jutro zapłacić mniej z drugiej. Ekonomia lubi takie żarty.
Czy tym razem gaz się załapie?

I jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć w euforii wywołanej wizją tańszego tankowania. Poprzednia wersja pakietu ominęła LPG, przez co jazda na gazie chwilowo straciła sens ekonomiczny dla milionów kierowców. Była to decyzja, która niewątpliwie nie przyniosła rządowi popularności.
Jeśli CPN faktycznie wróci, będzie dobrą okazją do tego, żeby miłościwie nam panujący wyciągnęli wnioski z tej lekcji. Chyba że znów zafundują autogazowej Polsce rolę pasażera na tylnym siedzeniu.
Na razie mamy zapewnienie, że plan awaryjny istnieje. Kierowca może więc odetchnąć – przynajmniej do momentu, aż ktoś po drugiej stronie globu znów postanowi zablokować jakąś cieśninę. Wtedy okaże się, czy szuflada z napisem CPN otwiera się równie szybko, jak się zamknęła.
Bo w polskiej motoryzacji można w ciemno obstawiać dwie rzeczy: że paliwo znów zdrożeje i że rząd zareaguje na to „minutę” po fakcie.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.