CPN wróci na dwa tygodnie. Rząd kombinuje
Premier obiecał regulowane ceny paliw na końcówkę wakacji. Tylko że przepis, którym rząd ścinał akcyzę, wygasł 30 czerwca, a obniżony VAT był sprzeczny z unijnym prawem. Diesel tymczasem przebija 8 zł.

Stoję przy dystrybutorze i patrzę, jak licznik przewija się szybciej niż napisy końcowe w serialu. Pełny bak Pb95 kosztuje mnie dziś o ok. 75 zł więcej niż na początku lipca. Jeszcze niedawno za te pieniądze mogłem dojechać do Warszawy.
Ale spokojnie. Jest plan.
W poniedziałek w Głuchołazach Donald Tusk powiedział, że jeśli sytuacja znowu się zachwieje, rząd zaproponuje regulowane ceny paliw przynajmniej na ostatnie dwa tygodnie wakacji. Czyli wtedy, gdy wszyscy będą już wracać. Przynajmniej na zakończenie wakacyjnych wojaży można by uzupełnić bak bez zgrzytania zębami. Ale jest „ale”, i to nie jedno.
Rząd wyłączył CPN i wyrzucił pilota
Pakiet CPN nigdy nie był jednym przyciskiem. To trzy klocki do złożenia: VAT ścięty z 23 do 8 proc., akcyza obniżona do unijnego minimum i cena maksymalna ogłaszana codziennie przez ministra energii. Opisywaliśmy to, gdy program startował, i wtedy, gdy rząd zaczął go wygaszać.
Akcyzę można było ścinać rozporządzeniem na podstawie art. 164c ustawy o podatku akcyzowym. Czas przeszły nie jest tu użyty przypadkowo. W Dzienniku Ustaw stoi bowiem czarno na białym, że to uprawnienie obowiązuje nie dłużej niż do 30 czerwca 2026 r. Nie do odwołania. Nie do końca wakacji. Ustawodawca sam założył sobie kaganiec we własnym przepisie.

Żeby więc wrócić do CPN, potrzeba nowej ustawy. A nowa ustawa to Sejm, Senat i podpis prezydenta – tego samego, który w piątek wysłał do Trybunału Konstytucyjnego podatek mający ten pakiet sfinansować. I wszystko to miałoby się odbyć w trzy tygodnie, w środku wakacji. Powodzenia.
Na marginesie: pod marcową ustawą, która dała ministrowi prawo ścinania akcyzy, widnieje podpis Karola Nawrockiego. Najwidoczniej gdzieś po drodze wyszło, że kapitał za całą akcję osłonową trafił na konto rządu, więc prezydentowi się nie opłaca. A on przecież za paliwo nie płaci.
Drugi klocek: VAT, którego w Unii mieć nie wolno
Druga część układanki nie jest wcale lepsza. Cena maksymalna nie wisi w powietrzu – przepisy wiążą ją z okresem obowiązywania obniżonego VAT-u. A obniżony VAT na benzynę i olej napędowy jest w Unii niedopuszczalny. Komisja Europejska mówiła o tym jeszcze przed startem programu: dyrektywa nie przewiduje obniżonej stawki na paliwa silnikowe. W rezultacie do Warszawy przyszło oficjalne pismo, ale minister energii odpowiedział, że sankcji się nie spodziewa.
I faktycznie sankcji nie było. W kryzysie Bruksela ograniczyła się do grożenia palcem, nie pięścią. Tylko że obecnie kryzys wygląda inaczej – baryłka Brent, która w ubiegłym tygodniu chwilowo przekraczała 100 dolarów, w poniedziałek po południu kosztowała już około 90. Razem z nią topnieje argument o sytuacji nadzwyczajnej.
Cena uprawiania polityki
Rząd wielokrotnie powtarzał, ile ta tarcza osłonowa kosztowała podatnika. I – jak można było się spodziewać – nie było tanio. Policzmy. Utrzymanie programu drenowało z budżetu około 1,5 mld zł miesięcznie. Połowa tego okresu to zatem około 750 mln. Tyle wynosi rachunek za czternaście dni spokoju przy dystrybutorze.
Pieniędzy na to jednak nie ma. Podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych wyceniany na 4 mld zł leży w Trybunale. Minister finansów Andrzej Domański napisał, że prezydent zablokował środki, które miały sfinansować CPN. Premier, mówiąc o możliwym terminie powrotu programu, ujął to złośliwiej: zamiast CPN dostaliśmy CKN, czyli Ceny Karola Nawrockiego.
A że obietnice i słowa nie kosztują nic, to rząd „analizuje”, „rozważa” i „monitoruje”. Z jednej strony ceny ropy na rynkach, a z drugiej słupki poparcia w sondażach przed nadchodzącymi wyborami. Rachunek się musi zgodzić.
Tymczasem na pylonach
E-petrol prognozuje na tydzień od 27 lipca do 2 sierpnia benzynę 95 po 7,29–7,42 zł, olej napędowy po 7,99–8,15 zł i autogaz po 3,06–3,15 zł za litr. Biuro Reflex jest jeszcze bardziej posępne i mówi o 8,20 zł za litr diesla. Od 1 lipca benzyna podrożała o ok. 1,50 zł na litrze, a olej napędowy o 1,75 zł. Przy baku na 50 litrów daje to odpowiednio 75 i 87,50 zł różnicy na jednym tankowaniu.

A co z LPG, który od początku był poza pakietem? Cóż, kierowcy z instalacją gazową dostali lekcję, że jak się już ma tanio, to trzeba sobie radzić samemu. W obliczu problemów ze źródłem finansowania nawet dotychczasowej formy CPN-u raczej nie ma się co spodziewać, że w ewentualnej nowej odsłonie zostanie rozszerzony o autogaz.
Regulowane ceny paliw to nie pstryczek, który można włączyć na zawołanie. To trzy ustawy, rozporządzenie i cierpliwość Brukseli. Rząd sam wpisał w przepis datę wygaśnięcia, prezydent zabrał pieniądze, a ropa właśnie tanieje, więc warunek postawiony na konferencji może się nawet nie spełnić.
Kiedy więc znowu usłyszycie „rozważamy”, przełóżcie to sobie na polski: tankujcie tam, gdzie taniej i gdzie mniejsze kolejki.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.