Co dalej z cenami paliw? Rzeczywistość wyprzedziła prognozy
Ten sam kawałek morza, te same tankowce, dwie prognozy oddalone od siebie o 130 dolarów na baryłce. Amerykańska EIA właśnie ścięła ceny ropy, a chwilę później inni analitycy wróżą jej rekord wszech czasów. Zgaduj zgadula – wojna się uspokoi czy jeszcze rozhula?

Z prognozami cen paliw jest teraz tak, że wszyscy je piszą, wszyscy je czytają, a i tak każdy z góry wie, że za tydzień będzie inaczej. Analitycy podają liczby z dokładnością do grosza, minister podaje je z dokładnością do „analizujemy”, a giełda podaje je z dokładnością do ostatniego wpisu Donalda Trumpa na Truth Social. I to właśnie ten ostatni wskaźnik ma tu największą sprawczość.
Zacznijmy od tego, co wiadomo, bo akurat to jest proste. Ceny rosną od początku lipca, kiedy skończył się rządowy pakiet CPN i VAT na paliwa wrócił z 8 do 23 proc. Do tego doszła druga fala – tym razem czysto rynkowa. Analitycy przypominają, że w połowie lipca benzyna zdrożała o 24–27 gr na litrze, a olej napędowy o ok. 33 gr, przez co średnie ceny przebiły barierę 7 zł. Powód? Na Bliskim Wschodzie chomik znów wskoczył do kołowrotka.
Wróżenie z fusów
Najświeższa prognoza biura analiz rynku paliw Reflex mówi, że w tym tygodniu najmocniej oberwie diesel – nawet o 57 gr, do poziomu 7,90 zł za litr. Benzyna Pb95 ma dobić do 7,30 zł, a Pb98 do 8,20 zł. Autogaz ma stanąć w okolicach 3,17 zł, co wygląda na dobrą wiadomość, na której ogonie jedzie już gorsza – to prawdopodobnie ostatni tydzień, gdy LPG jeszcze taniał. Zestawienie e-petrol.pl na okres 20–26 lipca jest nieco łagodniejsze: Pb95 od 7,09 do 7,22 zł, diesel od 7,51 do 7,65 zł.
Tyle że rzeczywistość zdążyła już wyprzedzić prognozy. Bo na stacjach już dziś diesel potrafi dobijać nawet do 7,54 zł, a benzyna ociera się o 7,29 zł – czyli powyżej górnej granicy tego, co przewidywali analitycy. Kiedy realne pylony biją prognozę, zanim ta zdąży wystygnąć, to nie jest już prognozowanie, tylko gonienie własnego ogona.

Przełożenie na portfel jest bezlitośnie proste. Zatankowanie 50-litrowego baku benzyny kosztuje dziś o jakieś 65 zł więcej niż ostatniego dnia działania CPN. Przy dieslu po 7,90 zł różnica względem czerwcowych rachunków przekracza 85 zł na jednym tankowaniu. To konkretne pieniądze, które Pan płaci, Pani płaci.
Świat dostał rozdwojenia jaźni
Kiedy zaczniemy rozglądać się dalej, można szybko nabawić się zawrotów głowy. Bo najwyraźniej świat postanowił prognozować cenę ropy w dwóch sprzecznych wersjach jednocześnie.
Wersja optymistyczna: amerykańska EIA w lipcowym raporcie ścięła prognozę dla ropy Brent na 2026 rok o 14 proc., do 82 dolarów za baryłkę, a na 2027 o 18 proc., do 65 dolarów. Powód? Porozumienie USA–Iran z 18 czerwca, które otworzyło cieśninę Ormuz. Brent 1 lipca spadł poniżej 70 dolarów, czyli mniej więcej tam, gdzie był przed całą awanturą. Wszystko wraca do normy, można rozejść się do domów.
Wersja pesymistyczna, świeższa o kilka tygodni: rozejm się posypał, a firma Rapidan Energy Group ogłosiła, że odwołuje swoje wcześniejsze „szybko wrócimy do normalności”. Analitycy spodziewają się teraz, że ograniczenia w ruchu przez Ormuz utrzymają się do końca 2027 roku, a produkcja znad Zatoki Perskiej pozostanie poniżej poziomu sprzed konfliktu. Rapidan przypomniał przy okazji swój scenariusz z marca: jeśli sytuacja się rozogni, ropa może powędrować w rejon 200 dolarów za baryłkę.
Jedna cieśnina, dwie prognozy i różnica jak między ogniskiem z kiełbaskami a pożarem hektarów lasu. Wybierz sobie tę, która pasuje ci do nastroju.
A polski rząd? Rząd się przygląda
W tej całej układance polski rząd jest w pozycji widza z pierwszego rzędu, który nie ma pilota do telewizora. Premier Donald Tusk oświadczył wprost, że budżet nie może bezterminowo finansować obniżonych cen paliwa. Minister finansów Andrzej Domański zapewnia, że sytuacja jest „analizowana”. Minister energii z kolei dopuszcza możliwy powrót działań osłonowych.
Trzy komunikaty, trzy różne temperatury, jeden wspólny mianownik: poczekamy, zobaczymy.
I trudno się dziwić. Skoro globalni analitycy z dostępem do modeli, satelitów i danych o ruchu tankowców nie potrafią się zgodzić, czy Ormuz jest otwarta czy zamknięta, to czego oczekiwać od ministerstwa, które może co najwyżej włączyć albo wyłączyć VAT.
To jest zresztą sedno całej sprawy. Prognoza ceny paliwa przestała być prognozą ekonomiczną, a stała się prognozą geopolityczną. A geopolityka ostatnich miesięcy ma tyle wspólnego z przewidywalnością, co polska pogoda w kwietniu. Trump potrafi zawierać rozejmy i zrywać je szybciej, niż zajmuje mu droga między dołkami na polu golfowym.
Paralityczna analityka
Napiszę więc to, czego żadne biuro analiz nie napisze wprost: najbliższe tygodnie to loteria. Jeśli na Bliskim Wschodzie zapanuje spokój, a tankowce znów popłyną przez Ormuz, ceny na stacjach w końcu zaczną spadać – oczywiście ze stosownym opóźnieniem, bo w dół zawsze idą wolniej niż w górę. Jeśli konflikt znów się nasili, siedem złotych za litr może wyglądać jak okazja.
Czyli będzie taniej albo drożej.
Ktoś wie o jakimś wakacie na analityka rynku paliw?
Bo we wszystkich tych prognozach słowem-kluczem jest „jeśli”. Mieliśmy już co najmniej trzy rozejmy, z których każdy trwał po kilka dni i kończył się kolejnym powrotem do „pełnoskalowego konfliktu”. Sytuacja zmienia się szybciej, niż analitycy zdążą zaktualizować arkusz. Każda prognoza cen paliw ma dziś termin przydatności krótszy niż otwarty jogurt zostawiony na słońcu.
Więc dzisiejsze predykcje typu „diesel podrożeje o 57 groszy” warto traktować jak prognozę pogody na dwa tygodnie do przodu. Może się sprawdzić. Może nie. A polski rząd, jak my wszyscy, może tylko reagować na bieżąco – z tą różnicą, że my reagujemy portfelem, a on rozporządzeniem.
Ja w każdym razie następnym razem zatankuję nie wtedy, gdy będzie „taniej”, tylko wtedy, gdy będzie pusto na stacji. Bo na to akurat mam wpływ.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.