Tyle dały cła. Chińczycy właśnie pobili rekord

Bruksela nakłada cła, wprowadza ceny minimalne i robi groźne miny, a Chiny właśnie po raz pierwszy w historii wypchnęły za granicę ponad milion aut w jeden miesiąc. Tyle w kwestii straszenia.

Tyle dały cła. Chińczycy właśnie pobili rekord

Czerwiec 2026 zamknął się liczbą, której chińska branża jeszcze nigdy nie widziała. Z Państwa Środka wyjechało 1 037 000 samochodów, czyli o 75,1 proc. więcej rok do roku i o 11,6 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Pierwszy milion w jednym miesiącu. Dla porównania: w czerwcu ubiegłego roku było to niecałe 600 tys.

Co więcej, ponad połowa tej góry blachy to auta na prąd i hybrydy plug-in, bo eksport tak zwanych NEV-ów sięgnął 523 tys. sztuk. Co drugie auto wyjeżdżające z Chin ma dziś wtyczkę. Rok temu takich pojazdów wyjechało 205 tys., więc mówimy o skoku o 160 proc. Cła miały ten strumień przystopować. Efekt jest taki, że strumień zamienił się w rzekę.

Tarcza z dykty

Ktoś powie: przecież Europa się zabezpieczyła. Niby tak. Pod koniec 2024 r. Unia nałożyła na elektryki z Chin cła sięgające od 7,8 do 35,3 proc. ponad standardowe 10 proc. Brzmi surowo, a mimo to w samej pierwszej połowie 2026 z Chin wyjechało już ponad 5 milionów aut – o 65,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Trudno o lepszy dowód, że mur może i postawiono, ale sięgający tak mniej więcej do pasa.

A potem Bruksela zmieniła front. W styczniu 2026 r. Komisja Europejska opublikowała wytyczne, które mają zastąpić cła mechanizmem cen minimalnych. W skrócie: chiński producent nie zapłaci cła, jeśli obieca, że nie będzie sprzedawał poniżej ustalonego progu.

Haczyk jest taki, że to, co wcześniej pod postacią cła trafiało do unijnej kasy, teraz po prostu powędruje do chińskich koncernów. Dla kupującego, który i tak oglądał już auto z doliczonym cłem, kwota na metce się za bardzo nie zmienia. Tyle że teraz te pieniądze zamiast do budżetu Unii wędrują do kieszeni producenta. Genialne – dla Chińczyków.

Skąd ta lawina?

Chiny mają w garści cały łańcuch dostaw pod auta elektryczne – od ogniw po sterowniki – i produkują je taniej niż ktokolwiek inny. Do tego giganci w postaci Volkswagena czy Toyoty przespali elektryczny przełom, a Chińczycy weszli w tę dziurę z szybkim ładowaniem i systemami wspomagania kierowcy jak do salonu, w którym akurat zabrakło towaru. Nie trzeba było nikogo namawiać.

Zwłaszcza że nowe elektryki już coraz mniej przypominają samochody, a bardziej saloniki elektroniki użytkowej na kołach. A w elektronikę to Chińczycy umieją – produkują ją przecież od dekad dla największych koncernów. Dziś w Polsce (i szerzej – w Europie Środkowej) chińskie marki odpowiadają za grubo ponad jedną trzecią sprzedaży smartfonów. Najlepszy dostępny, świeży pomiar to blisko 35 proc. dla dostaw w regionie Polska–Czechy–Węgry–Słowacja w I kw. 2026 r.

Chińskie auta sprzedają się też wszędzie tam, gdzie nikt specjalnie nie patrzy. Największe wzrosty popytu w pierwszych pięciu miesiącach roku zaliczyły Wietnam, Tajlandia i Rosja. Afryka i Ameryka Łacińska po cichu stają się kolejnymi łakomymi kąskami. Podczas gdy Europa spierała się o wysokość ceł na elektryki, chińskie fabryki spokojnie zalewały swoimi produktami rynki, na których nikt nie robił konferencji prasowych.

Jest i druga strona medalu

Ten rekord eksportu to w dużej mierze ucieczka. Na własnym podwórku chińskim producentom pali się grunt pod nogami, bo Pekin przykręcił kurek z dotacjami i wprowadził podatek. W rezultacie sprzedaż na rynku wewnętrznym leci na łeb, na szyję.

Fabryki, które nie mają komu sprzedać aut u siebie, pakują je więc na statki. Sam BYD potrafił zaliczyć u siebie kilkadziesiąt procent spadku, ratując wynik dostawami za granicę. Rekord na eksporcie i zapaść w kraju to ten sam medal, tylko oglądany z dwóch stron.

Do tego mówimy o danych światowych. W 2025 r. Chiny wyeksportowały globalnie ok. 7,1 mln aut, a do UE trafił mniej więcej milion. To daje z grubsza 14–15 proc. Dane kierunkowe za I kw. 2026 potwierdzają ten rząd wielkości.

Salon BYD Gdynia

W pierwszej dziesiątce odbiorców dominują Rosja (187 tys., największy pojedynczy rynek), Brazylia, a z krajów UE liczą się głównie Belgia (hub przeładunkowy), Włochy, Niemcy, Hiszpania, plus Wielka Brytania, która UE już nie jest. Zatem to rynki spoza Unii (Rosja, Bliski Wschód, Ameryka Łacińska, Azja Płd.-Wsch.) biorą zdecydowaną większość.

Będzie lepiej, przynajmniej na papierze

Według prognoz unijne cła środowiskowe mogą sprowadzić to szaleńcze tempo do spokojniejszego rytmu. Wzrosty też nie będą już tak spektakularne, bo wyniki rok do roku będą teraz porównywać sprzedaż z miesiącami z drugiej połowy 2025 r., gdzie padały już rekordy, a nie do miesięcy, w których chińskie marki dopiero raczkowały w Europie. Nic nie wskazuje jednak, żeby obrany kurs miał się dramatycznie zmienić.

Chińscy eksperci prognozują, że eksport elektryków do samej Unii będzie rósł średnio o jakieś 20 proc. rocznie aż do 2028 r. A skoro tak, to w obliczu ponad miliona aut miesięcznie można chyba stwierdzić, że straszenie chińskim eksportem straciło sens. To już się dzieje, a z liczb jasno wynika, że straszyć (a przede wszystkim działać) trzeba było wcześniej.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.