Największy rynek aut elektrycznych w kryzysie. Wpuścili niskie ceny do raju
Chińska motoryzacja przechodzi pewien kryzys. Niegdyś wzrosty sprzedaży elektrycznych modeli w Chinach zdawały się nie mieć sufitu - teraz w końcu zaczął się on pojawiać.

Chiński rynek samochodów elektrycznych zaczyna odczuwać skutki kilkuletniej wojny cenowej. Jeszcze niedawno producenci obniżali ceny niemal co kilka tygodni. Teraz okazuje się, że taka strategia ma swoje ograniczenia.
Wzrosty po czerwcu, spadki po zeszłym roku
Dane opublikowane przez Chińskie Stowarzyszenie Samochodów Osobowych pokazują, że od początku roku w Chinach dostarczono 4,7 mln nowych pojazdów elektrycznych, co oznacza spadek o 14 proc. względem okresu od stycznia do lipca 2025 r. Już czerwiec był dla wielu ciężkim miesiącem, ale niektórym udało się już odbić - co nie znaczy że jest dobrze.
Jak donosi portal South China Morning Post, gigant w postaci BYD sprzedał lokalnie 239 370 pojazdów, co stanowi wzrost o 4,9 proc. w porównaniu z czerwcem. Podobnie ma inna gruba ryba - Geely - która sprzedała w lipcu o 4 proc. samochodów więcej niż w czerwcu. Mimo wszystko, w porównaniu z lipcem 2025 r., sprzedaż BYD wciąż spadła o 9 proc., a Geely - aż o 29,1 proc.

Co więcej, to dopiero początek problemów. Firma konsultingowa AlixPartners przewiduje, że do końca 2026 r. sprzedaż nowych samochodów w Chinach spadnie o 10 proc. do 24,6 mln egzemplarzy.
Koniec dopłat - koniec wojny cenowej
Praktycznie wszyscy liczący się producenci w Chinach - od BYD, przez Geely, po Nio, Xpeng czy Tesla - w pewnym momencie zaczęli agresywnie obniżać ceny swoich samochodów. Na rynek weszło mnóstwo nowych marek, a koncerny za nie odpowiadające produkowały więcej aut, niż chiński rynek był w stanie kupić - w efekcie niektóre modele taniały o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt proc.
Do tego - a może nawet przede wszystkim - rząd ograniczył znaczą część dopłat i ulg dla aut elektrycznych (zarówno producentów, jak i kupujących), które pompowały sprzedaż. Jeszcze na początku roku na każde auto elektryczne można było uzyskać dotację w wysokości 15 tys. juanów (ok. 8200 zł), jednak obniżono ją do 10 tys. juanów a niedawno dodatkowo ją zaostrzono - teraz stawka wynosi maksymalnie 10 tys. juanów, ale jest ona obliczana z 10 proc. wartości samochodu. Dla przykładu: na auto kosztujące 50 tys. juanów można uzyskać 5 tys. dotacji, na takie kosztujące 100 tys. - 10 tys. juanów, ale na jakiegoś luksusowego SUV-a za 200 tys. juanów to również będzie dotacja 10 tys. juanów.

To doprowadziło do sytuacji, która jeszcze kilka lat temu byłaby abstrakcją - sprzedaż samochodów elektrycznych w Chinach zaczęła spadać. A najbardziej po uszach dostają producenci tych najbardziej przystępnych cenowo modeli - bo najdroższe modele bronią się objętością portfela ich docelowej grupy klientów.
Ratunkiem zostaje eksport
Sytuacja gospodarcza w Chińskiej Republice Ludowej również nie napawa optymizmem. Chińskie PKB wzrosło w drugim kwartale zaledwie o 4,3 proc. rok do roku, co stanowi najniższy wzrost w Chinach od końca 2022 r.
Kiedy rynek krajowy staje się coraz trudniejszy, strategicznym posunięciem może być eksport. Dlatego chińskie marki coraz śmielej wchodzą do innych regionów świata. Dla niektórych marek może być wręcz ratunkiem - dobrze znana za granicą marka Xpeng zanotowała spadek o 5,2 proc. do 38 027 aut względem czerwca. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja pioniera wymiennych baterii - Nio - który zanotował wyniki gorsze o 11,5 proc. niż rok temu.

Kolos na glinianych nogach?
Chiński rynek motoryzacyjny wchodzi w nowy etap. Jeszcze kilka lat temu dominowało myślenie, żeby produkować jak najwięcej i obniżać ceny. Teraz coraz wyraźniej widać, że taki model jest nie do utrzymania w nieskończoność. W Chinach działa trylion marek samochodów, a w dłuższej perspektywie przetrwają tylko najmocniejsze. W internecie goreją spekulacje, że w najbliższych latach możemy zobaczyć kilka bankructw, fuzji, czy przejęć, a być może także jeszcze większy nacisk na eksport - osobiście tego nie wykluczam, ale wolałbym to zobaczyć na własne oczy, niż zakładać takie rzeczy z góry. Bo pod tym względem z chińskimi markami jest trochę jak z partią PSL.
To może być też koniec ekstremalnych obniżek cen, bo producenci muszą wreszcie zacząć na swoich samochodach zarabiać. Wbrew pozorom to może być dobra wiadomość dla całej branży motoryzacyjnej w Chinach - stabilny rynek byłby zdrowszy niż niekończąca się wojna cenowa, toczona kosztem własnej rentowności. A może przełoży się to też na Europę - kiedyś tak samo koreańskie samochody kusiły bardzo niskimi cenami, a dzisiaj Hyundaie nie są wcale dużo tańsze od reszty. To chińskie tango taniości też może kiedyś się skończyć.
Więcej o chińskich samochodach elektrycznych przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.